Diamentowy grabarz

Diamentowy grabarz

Dodano:   /  Zmieniono: 
Obwieszczona z wielkim rozgłosem wpadka rosyjskiego szpiega to ostrzeżenie nowej amerykańskiej administracji dla Kremla

Na wieść o aresztowaniu Roberta Philipa Hanssena, wysokiego funkcjonariusza amerykańskiego wywiadu, pod zarzutem szpiegostwa dla ZSRR i Rosji weteranom zimnej wojny zabłysły oczy. Kolejna afera szpiegowska potwierdziła, że nowa Rosja nie zamierza rezygnować ze starych sowieckich metod. Amerykańskim mediom zatrzymanie Hanssena przyniosło wytchnienie od afer, które ujawniono po odejściu Clintona z Białego Domu.

Rozgorączkowani dziennikarze oblegający dom Hanssena na przedmieściach Waszyngtonu powtarzali prawie zapomniane terminy: punkt kontaktowy, skrytka, podsłuch, oficer prowadzący, moskiewscy mocodawcy, podwójny agent, śpioch (określenie chwilowo nieaktywnego agenta). Hanssen jest trzecim funkcjonariuszem FBI przyłapanym na szpiegostwie i wśród nich najwyższym rangą.

Kariera łowcy szpiegów
Hanssen, agent FBI z 25-letnim doświadczeniem przede wszystkim w kontrwywiadzie, a więc spec od polowania na innych szpiegów, został aresztowany po wielomiesięcznym dochodzeniu chwilę po tym, jak w punkcie kontaktowym w parku na przedmieściach Waszyngtonu zostawił ściśle tajne materiały władz amerykańskich. W tym samym parku amerykańskie służby specjalne znalazły pozostawioną przez oficerów rosyjskiego wywiadu paczkę z zapłatą za tę dostawę - 50 tys. dolarów.
Funkcjonariusze FBI, którzy aresztowali Hanssena, powiedzieli, że ten podobno gorliwie praktykujący katolik był zaskoczony i wstrząśnięty swoją wpadką. Jak powiedział dyrektor FBI Louis Freeh, 56-letni Hanssen był przekonany, że wywiódł wszystkich w pole i nie popełnił żadnego błędu. W przeciwieństwie do słynnego podwójnego agenta CIA i KGB Aldricha Amesa, który szastał pieniędzmi, Hanssen żył skromnie, mieszkał w wygodnym, ale nie rzucającym się w oczy domu wartym obecnie około 290 tys.
dolarów. W okolicach Waszyngtonu ta suma nie szokuje.
Nawet mocodawcy Hanssena, najpierw z sowieckiego KGB, a potem z rosyjskiego wywiadu SWR, nigdy nie spotkali go osobiście, nie znali jego prawdziwego nazwiska i nie wiedzieli, gdzie pracuje. Znano go tylko jako Ramona Garcię, Jima Bakera albo po prostu agenta B. Hanssen zadbał nawet, by mylili się co do jego wieku. Napisał, że zaczął się fascynować wywiadem, kiedy jako czternastolatek przeczytał książkę agenta KGB Kima Philby’ego, zdrajcy z brytyjskiego wywiadu MI-6. Tymczasem autobiografia Philby’ego "My Silent Wars" ukazała się po raz pierwszy w roku 1968, kiedy Hanssen miał 24 lata.

Cenny kret z Waszyngtonu
W ostatnich miesiącach Hanssena odwołano z Departamentu Stanu, gdzie był oddelegowany jako oficer łącznikowy. Pracując znów w centrali, często sprawdzał za pomocą wyszukiwarki, czy w systemie komputerowym FBI nie pojawia się jego nazwisko albo adresy punktów kontaktowych, z których korzystał. W ten sposób ustalał, czy znajduje się w kręgu podejrzeń amerykańskiego kontrwywiadu.
Prowadzący śledztwo uważają, że pomógł zweryfikować sowieckim służbom specjalnym informacje o trzech podwójnych agentach. Przekazał je jeszcze Aldrich Ames, skazany w 1994 r. na dożywocie. Dwóch z nich - Siergiej Motorin i Walerij Martynow - zostało odwołanych do Moskwy, skazanych za zdradę i straconych. Trzeci - Borys Jużin - wyszedł z więzienia po siedmiu latach dzięki amnestii i najprawdopodobniej wyemigrował do USA.
Hanssen ostrzegł Moskwę, że kontrwywiad amerykański ma na oku Felixa Blocha, pracownika Departamentu Stanu. W rezultacie - mimo iż widziano, jak w 1989 r. w Paryżu Bloch przekazywał skórzany neseser agentowi KGB - nigdy go nie skazano. W liście do KGB, który dołączono do akt sprawy, Hanssen napisał, że gdyby wysłany do Paryża agent amerykańskiego kontrwywiadu "miał mózg i jaja, to zarówno Bloch, jak i jego rosyjski kontakt byliby już martwi".
Hanssen przekazał Rosji ponad sześć tysięcy stron tajnych dokumentów dotyczących metod działania kontrwywiadu amerykańskiego, m.in. systemy szyfrowania informacji elektronicznych, wykres wewnętrznego systemu komputerowego i tajniki podsłuchu elektronicznego.
Za działalność szpiegowską w latach 1985-1991, a potem od roku 1999 do momentu aresztowania Hanssen otrzymał 1,4 mln dolarów w gotówce i diamentach, z czego 800 tys. dolarów Rosjanie mieli zdeponować na jego koncie w Moskwie (w FBI zarabiał 85-140 tys. USD rocznie). Odsiadujący karę dożywotniego więzienia Ames sprzedał się Rosji o wiele drożej. Przez osiem lat zarobił około 2,5 mln dolarów.

Lojalność zdrajcy
To nie pieniądze były najważniejszym motywem zdrady aroganckiego agenta FBI, którego koledzy z racji jego zamiłowania do czarnych garniturów nazywali "grabarzem" albo "doktorem śmierć". W jednym z listów do KGB Hanssen narzekał, że ze swoimi pieniędzmi nie może nic zrobić, bo nie chce wzbudzać podejrzeń. Proponował, by płacono mu diamentami (uważał je za lepsze zabezpieczenie przyszłości dzieci). W wypadku tego byłego studenta stomatologii ważniejsza od pieniędzy była miłość własna, chęć wykazania, że jest lepszy od innych, że jest w stanie wywieść w pole amerykańskich zwierzchników. Wobec Moskwy był - jak napisał do oficera KGB - "lojalny do szaleństwa". Ta lojalność go zgubiła. Nie przewidział, że zdrada jest nieodłącznym elementem jego profesji. Amerykański kontrwywiad nabrał podejrzeń wobec Hanssena, ale potwierdziły je dopiero dokumenty zdobyte od Rosjan. To przestroga dla innych podwójnych agentów: w Rosji zawsze znajdzie się jakiś sfrustrowany i źle opłacany funkcjonariusz wywiadu, gotowy sprzedać największe tajemnice. Teraz Rosjanie będą musieli ustalić, kto wydał Hanssena.
Zakres szkód wyrządzonych przez Hanssena zbada specjalna komisja pod kierownictwem Williama H. Web-stera, który w przeszłości był zarówno dyrektorem FBI, jak i CIA. Komisję czeka żmudne sprawdzanie wszystkich porażek amerykańskiego wywiadu i kontrwywiadu w ciągu ostatnich piętnastu lat i szukanie w nich udziału Hanssena. Wiele zależy od współpracy "grabarza". Co prawda sporządzający listę strat dysponują bardzo przekonującym argumentem: po aferze Amesa Kongres zaostrzył karę za zdradę, dopuszczając ukaranie szpiega śmiercią, jeśli jego działalność spowodowała śmierć innych osób.

Koniec taryfy ulgowej
Wpadka szpiega, który przez piętnaście lat (z przerwą w okresie rozpadu imperium sowieckiego) przekazywał Moskwie wszystkie dostępne informacje o funkcjonowaniu amerykańskiego kontrwywiadu, jest konkretnym dowodem na to, że polityka administracji George’a W. Busha wobec Rosji będzie oparta na faktach, a nie pobożnych życzeniach. Prezydent Bush zapytany na pierwszej konferencji prasowej, czy afera Hanssena spowodowała pogorszenie stosunków amerykańsko-rosyjskich, odpowiedział wymijająco: "Zamierzam postępować z Putinem w sposób otwarty". Nie jest to zapowiedź przyjaznych uścisków. "Romantyczna epoka Clintona, który patrzył na Rosję przez różowe okulary, skończyła się. Teraz będziemy postępować z tymi facetami z Kremla jak z dorosłymi" - twierdzi dr Ariel Cohen z konserwatywnej fundacji Heritage w Waszyngtonie. Zapowiedzią zmiany tonu w stosunkach z Moskwą było także wystąpienie w Kongresie Geor-ge’a Teneta, dyrektora Centralnej Agencji Wywiadowczej, mianowanego jeszcze w czasach Clintona. Przez ostatnie lata przedstawiciele rządu starali się nie oceniać Putina. W tym roku Tenet, przedstawiając doroczny raport o zagrożeniach bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych, był bardziej szczery: "Nie ma wątpliwości, że prezydent Putin zamierza wskrzesić niektóre aspekty sowieckiej przeszłości (...) niekiedy ze szkodą dla sąsiednich państw i swobód obywatelskich Rosjan".
Dlatego wpadkę Hanssena, obwieszczoną z rozgłosem przez ministra sprawiedliwości Johna Ashcrofta i dyrektora FBI Louisa Freeha na wspólnej konferencji prasowej, można także interpretować jako ostrzeżenie dla Kremla. Nowa administracja nie zamierza zapominać o przeszłości. Także o przeszłości prezydenta Putina, którego Bush Jr. nazwał podczas kampanii wyborczej "byłym agentem KGB".

Więcej możesz przeczytać w 9/2001 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0