Fiskus czy gospodarka?

Fiskus czy gospodarka?

Dodano: 
Wymiar i adres dotychczasowych ulg podatkowych są podobne do talonów czy asygnat na samochody z czasów PRL. Od czasów niemal prehistorycznych wiadomo, że fiskus umie niszczyć gospodarkę. Wiemy również, że nawet najzdolniejszy i najbardziej świadomy minister finansów niewiele zdziała, jeśli wyciśnięte z gospodarki podatki panujący (nieważne, czy to król, czy demokratyczny parlament) przeznacza na wątpliwe cele. Zdolności Colberta nie mogły zapobiec ruinie Francji Ludwika XIV.
 
Wszyscy wiedzą, że potrzebny nam jak powietrze wzrost gospodarczy zależy od stopy inwestycji, czyli od części produktu krajowego przeznaczanej na rozbudowę naszego potencjału. Jej wielkość zależy zaś od tego, ile pieniędzy pozostanie przedsiębiorcom na inwestycje, a ile zabierze im fiskus podatkami i narzutami na koszty pracy. Im więcej przechwyci fiskus, tym mniejsze będą inwestycje i tym mniejsze szanse ograniczenia bezrobocia. Nasi decydenci ciągle jeszcze nie wierzą, że nadmierne opodatkowanie prowadzi do spadku, a nie do wzrostu dochodów budżetu. Wobec tego utrzymujemy wysokie stopy podatkowe, udzielając jednocześnie gigantycznych ulg przedsiębiorstwom zagranicznym i patrząc przez palce na ich machinacje transferowe. Na tej samej zasadzie pozwalamy sobie na jedną z najgorszych struktur wydatków budżetowych. Nie ma ona nic wspólnego ze wspieraniem dziedzin rokujących największe efekty mnożnikowe ponoszonych nakładów. Jest wręcz przeciwnie. Wydatki na naukę, edukację, na wspieranie kapitałooszczędnych innowacji, na refundację nakładów, które zaowocowały szczególnym sukcesem, wypierane są przez konsumpcyjne wydatki administracyjne i socjalne. Pisałem już w tym miejscu, że nasza stopa redystrybucji jest o wiele za wysoka jak na kraj o tak niedużym produkcie krajowym na mieszkańca.
Czas więc postawić naszym politykom pytanie: kiedy i jak zamierzają zahamować te samobójcze praktyki? Kiedy i jak zamierzają zastopować wzrost długu publicznego, który w przeliczeniu osiągnął już 75 mld dolarów? Kiedy pretendenci do rządzenia powiedzą wyraźnie naszemu społeczeństwu o konsekwencjach kontynuacji wysokich niedoborów w bilansie płatniczym kraju, o tym, że mimo bezrobocia stopa życiowa, konsumpcja są za wysokie? Kiedy nasi politycy zrozumieją konieczność powrotu do proponowanej przez Leszka Balcerowicza już kilka lat temu, a całkowicie zlekceważonej reformy podatkowej? Przypomnijmy tutaj, że proponowane w niej obniżenie stawek podatku dochodowego przy jednoczesnej likwidacji ulg podatkowych to jeden z głównych warunków uzdrowienia naszego systemu ekonomicznego. Przypomnijmy też, że ulgi podatkowe, których tak broni SLD, powodują głębokie wypaczenie całego układu, nie mające nic wspólnego z lewicowym hasłem sprawiedliwości społecznej. Wiadomo przecież, że w wyniku stosowania tych ulg stopa podatku dochodowego spada do 16-17 proc., a najwyżej opodatkowaną grupą społeczną stają się emeryci nie korzystający z ulg. Powiedzmy sobie szczerze, że wymiar i adres dotychczasowych ulg podatkowych są bardzo podobne do talonów czy asygnat na samochody z czasów PRL. Ich skutki inwestycyjne są tak samo słabo widoczne.
Od reformy systemu podatkowego nie można uciec. Oczywiście, obniżki stawek podatkowych nie wystarczą, choćby w obliczu skali bezrobocia. Trzeba zmienić kodeks pracy, dziś chroniący zatrudnionych kosztem bezrobotnych. Możemy natomiast pomyśleć o refundowaniu składek na ZUS (już opłaconych!) od wynagrodzeń świeżo przyjętych absolwentów, naturalnie pod warunkiem spełnienia określonych wymagań utrudniających nadużycia.
Czy jednak nasz establishment polityczny będzie miał kiedykolwiek odwagę powiedzieć ludziom wyraźnie o naszych słabościach i sprawach do załatwienia? Na razie jesteśmy na pierwszej stronie elementarza i musimy tłumaczyć nie tylko maluczkim, że nie stać nas na podwyżki płac poprzez skracanie czasu pracy, na nieograniczone pokrywanie strat rodzimych molochów, na bezskładkowe emerytury rolnicze, na nadmierne koszty reprywatyzacji, uwłaszczenia itp.
Ciekawe, kto się odważy otwarcie to powiedzieć.
Więcej możesz przeczytać w 9/2001 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0