Minister sprawiedliwości

Minister sprawiedliwości

Dodano: 
Lech Kaczyński jest pierwszym naszym politykiem, który uderzył w mafię. Żaden minister III RP nie był tak zaciekle jak Lech Kaczyński atakowany przez partie obecne w parlamencie - w programie "Kropka nad i" Moniki Olejnik ministra zgodnie chcieli zdymisjonować Zbigniew Siemiątkowski z SLD, Konstanty Miodowicz z AWS i Jan Lityński z UW. Wystąpili przeciwko niemu przedstawiciele trzeciej władzy, byli i obecni funkcjonariusze służb specjalnych oraz niektóre środowiska biznesu.
 
Powód jest prosty: Lech Kaczyński naruszył wiele ponadpartyjnych układów i interesów.
Uderzył też w polską mafię - układ, którego mózgiem byli dawni oficerowie służb specjalnych, drugi szereg stanowili szantażowani przez nich lub "kupieni" politycy, urzędnicy, funkcjonariusze policji, pracownicy wymiaru sprawiedliwości, a trzeci szereg tworzyli tzw. dyzmowie, czyli postacie z półświatka, które w krótkim czasie stały się biznesmenami, parlamentarzystami, urzędnikami. Tylko mafia dysponowała na początku III RP kapitałem sięgającym miliarda dolarów i to było ważne źródło finansowania polityki. A mafia inwestowała we wszystkie ugrupowania, licząc na przyszłe zyski - nawet za dziesięć lat. Wszyscy ludzie "układu" znaleźli się wskutek działań Kaczyńskiego w niebezpieczeństwie: mogą stracić pozycję, pieniądze, wpływy, szacunek albo trafić do więzienia.
Lech Kaczyński był dotychczas człowiekiem spoza układu, więc jego decyzje o wszczęciu lub wznowieniu śledztw trudno tłumaczyć pozamerytorycznymi motywami. Kaczyński nie jest przy tym człowiekiem znikąd. Jako prezes NIK był wysoko oceniany przez wszystkie liczące się partie. Zyskał miano państwowca, człowieka poważnie traktującego służbę publiczną. Nie uważa się za samotnego szeryfa czy "czystego Harry’ego" - chce być po prostu dobrym ministrem.

Kto chce obalić Lecha Kaczyńskiego
Wbrew temu, co mówili i robili poprzednicy, Lech Kaczyński przyjął do wiadomości, że w Polsce istnieje mafia. - Od tego, że się nie używa słowa "mafia", zjawisko to nie zniknie - mówi Jan Maria Rokita, szef sejmowej Komisji Spraw Wewnętrznych i Administracji. Lech Kaczyński, wspierany przez Marka Biernackiego, szefa MSWiA, nie zadowolił się tym, że w areszcie znaleźli się przywódcy polskiego podziemia i ich żołnierze - Wańka, Oczko, Dziad, Krakowiak, Carrington. Ważniejsze jest ujawnienie ich powiązań. Wielu ważnych ludzi w Polsce bardzo się obawia wyników tych dochodzeń. Obawia się tak bardzo, że - jak się dowiedzieliśmy w Centralnym Biurze Śledczym - w środowisku płatnych zabójców pojawił się kontrakt na "wysokiego urzędnika wymiaru sprawiedliwości". Wiele wskazuje na to, że chodzi o ministra Kaczyńskiego.
- Lech Kaczyński chce przywrócić państwu jego podstawowe funkcje, a obywatelom szacunek dla własnego państwa - mówi prof. Antoni Kamiński, socjolog. Minister sprawiedliwości chce, aby mafia nie mogła już wpływać na parlamentarzystów, by przyjmowali korzystne dla niej zapisy w ustawach (jak w tej o grach losowych). Aby urzędnicy państwowi nie mogli umieszczać korzystnych dla niej zapisów w rozporządzeniach zrozumiałych tylko dla specjalistów (jak w wypadku ceł i kontyngentów na zboże). Żeby z "powodów formalnych" prokuratorzy nie umarzali postępowań, a sędziowie nie oddalali oskarżeń (jak w wypadku kilku śledztw w sprawie "Pruszkowa"). Aby samorządowcy nie sprzedawali gruntów na "ustawionych" przetargach (jak w Warszawie, Poznaniu czy Krakowie). Żeby osoby publiczne nie brały od mafii pożyczek na bardzo korzystnych zasadach, umarzanych potem za konkretne przysługi (jak w wypadku Ireneusza S., czy Aleksandra G.) Aby mafia przestała mieć - dzięki brudnym pieniądzom - polityczne wpływy (jak za czasów publicznej działalności posła Tadeusza K. czy wysokiego urzędnika państwowego o tych samych inicjałach). Aby ludziom "układu" przestano przyznawać licencje, kontrakty, zamówienia publiczne, koncesje.
- Państwo i społeczeństwo potrzebuje polityków sprawujących swoją funkcję z prostolinijnością dziecka i żelazną konsekwencją. Ludzi, którzy mówią "tak" i myślą "tak", i chcą coś zrobić po prostu dlatego, że należy to zrobić - mówi prof. Antoni Kamiński, socjolog. Taki polityk może liczyć na społeczne poparcie: działania Lecha Kaczyńskiego akceptuje 67 proc. obywateli. Ma on zaledwie 8 proc. przeciwników. Wśród klasy politycznej przeciwników jest kilkakrotnie więcej. - Kaczyński stał się wrogiem klasy politycznej, bo narzucił jej nowe, wyższe standardy, także moralne - mówi prof. Ireneusz Białecki, socjolog.
Przez dziewięć miesięcy urzędowania minister sprawiedliwości podjął wiele decyzji, które zachwiały status quo w organach ścigania, wymiarze sprawiedliwości i urzędach. Prokurator z Bydgoszczy stracił posadę za to, że nie podpisał wniosku o areszt dla sprawców brutalnego pobicia. Łódzki prokurator rejonowy musiał odejść, bo nie chciał aresztować podejrzanego o zabójstwo. Dymisję dwóch szefów białostockiej prokuratury okręgowej spowodowało kiepskie przygotowanie dowodów w procesie przeciwko Henrykowi N. (ps. Dziad), domniemanemu szefowi gangu wołomińskiego. Prokurator okręgowy z Gdańska został odwołany, bo dopuścił do przedawnienia śledztwa przeciwko kompanowi legendarnego trójmiejskiego gangstera Nikosia.
- Minister Kaczyński pokazał opinii publicznej, że państwo będzie stanowcze i zdecydowane wobec sprawców najgroźniejszych przestępstw. To ważny sygnał - mówi Stanisław Iwanicki, przewodniczący sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Lech Kaczyński uświadomił też klasie politycznej i społeczeństwu, że tylko twarde prawo gwarantuje stabilność i powagę państwa. Nie czekając na zmiany w kodeksie karnym, wydał prokuratorom polecenie, by w wypadku groźnych przestępstw bezwzględnie wnioskowali o areszty tymczasowe dla ich sprawców. Prokuratorzy, którzy nie stosują się do tych zaleceń, są usuwani z pracy. - Lech Kaczyński wskazał na rzecz oczywistą - podstawową funkcją kary jest odstraszanie - mówi prof. Władysław Mącior z Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek komisji kodyfikacyjnej powołanej przez ministra sprawiedliwości.

Rządy prawa
Dzięki działaniom ministra Kaczyńskiego w społeczeństwie zaczyna się upowszechniać przekonanie, że nie ma ludzi równiejszych wobec prawa. Sprzyja temu wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 21 lutego tego roku, uznający, że ministrowie mogą odpowiadać przed sądem, a nie tylko przed Trybunałem Stanu. Konkretnymi orzeczeniami, a nie umorzeniem, jak dotychczas, mogą się więc zakończyć zarządzone przez ministra śledztwa w sprawach światłowodu wzdłuż gazociągu jamalskiego, okoliczności przygotowania prywatyzacji TP SA, budowy w Gdańsku osiedla mieszkaniowego dla VIP-ów. Kaczyński nakazał tarnowskiej prokuraturze wszczęcie postępowania wyjaśniającego w sprawie rzekomego finansowania kampanii wyborczej Mariana Krzaklewskiego przez Orlen. Ta sama prokuratura zajmie się ponadto tajemniczymi wpłatami mieszkańców Pcimia, które zasiliły konto kandydata AWS po przegranych przez niego wyborach prezydenckich. Kaczyński nakazał też zajęcie się wysokim urzędnikiem państwowym podejrzanym o przestępstwa kryminalne, popełniane głównie w północno-wschodniej Polsce.
Lech Kaczyński potrafi połączyć kilka, z pozoru jednostkowych, spraw w jedno śledztwo. Tak było w wypadku kilku dochodzeń związanych z prywatyzacją PZU. Krakowskiej prokuraturze zlecił zajęcie się przeciekami egzaminacyjnymi w akademiach medycznych w Łodzi i Białymstoku. Łącznie rozpatrywane będą też okoliczności ułaskawień kilku gangsterów w kancelarii prezydenta Lecha Wałęsy. Na nowo wszczęto umorzone śledztwo w sprawie szantażowania przez jednego z polityków AWS Jacka Dębskiego, byłego szefa Urzędu Kultury Fizycznej i Turystyki. Wszczęto również śledztwo w sprawie nieprawidłowości dotyczących przetargów w Lesznie. Kontrolą objęto okoliczności wyroku w sprawie Elektromisu. Wyjaśniana jest tzw. sprawa inwigilacji prawicy.

Państwowiec
Większość polityków mówi o sposobach walki z przestępczością językiem Kaczyńskiego i wspiera jego inicjatywy. Dzięki temu pod obrady Sejmu trafiło dziewięć projektów poselskich dotyczących zaostrzenia represji wobec przestępców.
- Polityków irytuje, że Kaczyński nie przestrzega politycznej poprawności, a mimo to jest lubiany i akceptowany - mówi prof. Białecki. Paradoksalnie, elity władzy, niechętne Kaczyńskiemu, zawdzięczają mu istotną wartość - zaufanie obywateli do państwa i do rządzących.
Następcy obecnego ministra sprawiedliwości nie będą mogli prowadzić innej polityki, bo nie zaakceptują jej wyborcy. To stwarza nadzieje, że jego działania nie zostaną rozmyte, że będzie postępował proces sanacji i umacniania państwa.

Okładka tygodnika WPROST: 10/2001
Więcej możesz przeczytać w 10/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0