Nakaz nieomylności

Nakaz nieomylności

Dodano: 
W Polsce osoby publiczne znajdują się pod niezwykłą ochroną prawa. Ten wyrok oznacza śmierć dla dziennikarstwa śledczego" - tak Andrzej Goszczyński, szef Centrum Monitoringu Wolności Prasy, skomentował orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Warszawie w sprawie Kwaśniewski kontra "Życie". Sąd oddalił odwołanie "Życia" od niekorzystnego wyroku pierwszej instancji, nakazującego redakcji przeproszenie prezydenta za opublikowanie tekstu sugerującego, że Aleksander Kwaśniewski spędził wakacje z agentem KGB Władimirem Ałganowem.
 
Dlaczego to orzeczenie może mieć tak poważne skutki dla wolności prasy w Polsce? Głównie dlatego, iż sąd uznał, że dziennikarz powinien dokonać cudu: przeprowadzić dowód w konkretnej sprawie nie budzący w żadnym punkcie najmniejszych wątpliwości. Tymczasem art. 12 ust. 1 prawa prasowego nakazuje "zachować szczególną staranność i rzetelność przy zbieraniu i wykorzystywaniu materiałów prasowych" (staranność taką zachowali dziennikarze "Życia", co sąd sam przyznał).
Dziennikarze nie dysponują aparatem śledczym, nie mogą wzywać świadków, dokonywać rewizji czy zaglądać do tajnych dokumentów. Prokuraturze, mającej takie możliwości, także nie udaje się przygotować aktów oskarżenia, które zawsze kończą się wyrokami skazującymi, czyli również nie w każdym postępowaniu potrafi zgromadzić niepodważalne dowody. Prokuratorów stawiających uprawdopodobnione zarzuty nikt nie pociąga jednak do odpowiedzialności.
- Istota dziennikarstwa śledczego polega na zbieraniu poszlak, pogłosek, rozmowach z informatorami i mozolnym weryfikowaniu uzyskanych informacji. Decyzja o publikacji każdego artykułu oznacza podjęcie - w imię społecznego interesu - pewnego ryzyka. Trzeba je oszacować, wyważyć racje, bo nigdy przecież nie ma stuprocentowej pewności, że wszystko jest niepodważalne - mówi Andrzej Goszczyński.
Przed opublikowaniem artykułu "Wakacje z agentem" dziennikarze "Życia" zwrócili się do Aleksandra Kwaśniewskiego o udzielenie wywiadu, w którym miał się on ustosunkować do stawianych zarzutów. Prezydent odmówił. Kiedy redakcja "Super Expressu" chciała poznać stanowisko Marka Siwca, bohatera przygotowywanej przez gazetę publikacji, prezydencki minister nie zgodził się na spotkanie. Zarówno Aleksander Kwaśniewski, jak i Marek Siwiec wygrali wytoczone przez siebie procesy. Niereagowanie osób publicznych na stawiane im zarzuty - w oczach sądów - nie jest niczym nagannym. Takie rozumowanie jest jednak sprzeczne z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. W sprawie Linges przeciwko Austrii (w 1986 r.) trybunał stwierdził: "Granice dopuszczalnej krytyki są szersze w stosunku do polityków i ich działań publicznych niż wobec osób prywatnych. Politycy w świadomy i nieunikniony sposób wystawiają się na ścisłą kontrolę i reakcję na każde ich słowo i wszystko, co robią dziś i czynili w przeszłości".
Tymczasem w Polsce - w przeciwieństwie do innych państw demokratycznych - osoby publiczne znajdują się pod niezwykłą ochroną prawa (na przykład art. 135 k.k. dotyczący znieważenia prezydenta). W Stanach Zjednoczonych wobec osób publicznych obowiązuje zupełnie inna zasada. Prezydent USA, senator czy urzędnik administracji federalnej musi udowodnić prawdziwość swoich twierdzeń.
Mimo wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie sprawa nie została zakończona. Teraz zajmie się nią Sąd Najwyższy. Jeśli nie zapadnie orzeczenie kasacyjne korzystne dla dziennikarzy "Życia", sprawa trafi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Jednocześnie Centrum Monitoringu Wolności Prasy zamierza zwrócić się do międzynarodowej organizacji Article 19 o analizę wyroków wydawanych przez polskie sądy w sprawach prasowych. Organizacja ta zajmuje się zwalczaniem cenzury, propagowaniem wolności wyrażania opinii i swobodnego dostępu do informacji. Jeśli sami nie potrafimy docenić roli i znaczenia wolnej prasy w demokratycznym państwie, będzie nam o tym musiała przypomnieć wspólnota międzynarodowa.

Okładka tygodnika WPROST: 10/2001
Więcej możesz przeczytać w 10/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
 0