Internet wolności

Internet wolności

Dodano: 
Sieć zboczeńców, pedofilów, złodziei, narkomanów, erotomanów i degeneratów - nie ma określenia, którego wobec światowej pajęczyny nie użyliby jego przeciwnicy. Internet ośmiesza, dezawuuje lub omija przepisy prawne, które miały realizować wizję "państwa wiedzącego najlepiej, czego chcą jego obywatele".

Wrogowie wolności
Senator Dariusz Kłeczek z AWS podczas ostatniej dyskusji budżetowej znalazł sposób, by ochronić dzieci i młodzież przed narkotykami, seksem i przemocą w Internecie. Jego zdaniem, w szkolnych pracowniach komputerowych powinno się zakładać specjalne filtry uniemożliwiające dostęp do stron zawierających tego rodzaju treści. - Jako ustawodawca chciałbym za pieniądze budżetowe chronić dzieci przed tymi materiałami - przekonuje senator. Komisja Gospodarki Narodowej nie poparła jednak jego pomysłu.
Za granicą również nie brakuje prób cenzurowania Internetu. W Wielkiej Brytanii uchwalono ustawę rozszerzającą uprawnienia policji do kontroli elektronicznej korespondencji. Rząd Korei Południowej zabronił zakładania i prowadzenia witryn poświęconych hazardowi. Niemcy z mocy ustawy ścigają wszelkie przejawy nazizmu w sieci. Rosjanie wprowadzili obowiązek monitorowania przez władze państwowe danych przesyłanych za jej pośrednictwem. W Iranie do więzienia trafił obywatel, któremu udało się założyć własną witrynę. Chińczycy natomiast chcą stworzyć tak zwany Internet alternatywny, czyli pozwalający się łączyć tylko z serwerami chińskimi. - Cały świat ma cenzurę i trzyma się zupełnie dobrze. Był taki czas, kiedy państwa muzułmańskie chciały, aby do ich obywateli nie docierały niepożądane informacje. Takie decyzje trzeba szanować. Nie ma przecież problemu, aby u nas, na przykład na serwerze Telekomunikacji Polskiej, zainstalować filtr uniemożliwiający dostęp do witryn z pornografią, przemocą i narkotykami - argumentuje Dariusz Kłeczek.

Walka z wiatrakami
Internet nie poddaje się próbom wprowadzenia cenzury. W każdej sekundzie do Polski wirtualną pajęczyną napływa równoważność 21 tys. stron maszynopisu. Nawet jeśliby cenzor potrzebował na sprawdzenie tekstu tylko pół minuty, oznaczałoby to zatrudnienie na trzy zmiany prawie dwóch milionów osób. Tymczasem w zespole ds. przestępczości komputerowej, który działa przy Komendzie Głównej Policji, na etacie pracuje jedynie dziesięciu funkcjonariuszy. - Nie jesteśmy cenzorami Internetu. W sytuacji, kiedy w komendach wojewódzkich brakuje pieniędzy na benzynę, pomysły, aby jakiekolwiek fundusze przeznaczać na monitorowanie Internetu, nie są zbyt udane.W każdej jednostce wojewódzkiej należałoby posadzić przed komputerami co najmniej dwóch policjantów - mówi nadkomisarz Krzysztof Jakubski z Komendy Głównej Policji.
Niemiecki parlament także próbował walczyć z pornografią. Wprowadzono ustawę zabraniającą umieszczania w sieci tak zwanego twardego erotyzmu. Na straży moralności miały stać automaty filtrujące przepływające dane. W drugim dniu działania system zablokował kobiecy serwis amputacji piersi. Komputerowemu słownikowi wyraz "piersi" kojarzył się wyłącznie erotycznie.
Kontrolowanie Internetu utrudniają także - na szczęście - problemy z ustaleniem, jakie prawo obowiązuje w odniesieniu do treści przesyłanych za jego pośrednictwem. Czy odpowiada za nie właściciel serwera umieszczonego na przykład na Bahamach, dysponent łącza przez Pacyfik i Atlantyk, czy też może Telekomunikacja Polska, przez której modemy łączymy się z siecią?
W Polsce obowiązuje zakaz reklamy wysoko- i średnioprocentowych alkoholi. W Internecie bez problemu natrafimy jednak na serwisy whisky, wódki, wina i piwa. - Przecież umieściliśmy naszą stronę na amerykańskim serwerze. Tam reklama alkoholu jest legalna. Nie obchodzi nas, że w Polsce obowiązuje inne prawo - mówi administrator serwisu alkoholowego.
- Wątpię w sukces wszelkich prób ograniczania swobody w Internecie - mówi Mariusz Duka, dyrektor generalny firmy Interface, która jest właścicielem m.in. serwisu Sex.com.pl. - Do sieci można wrzucić praktycznie wszystko. Największa kara, jaka może spotkać właściciela serwisu, to usunięcie przez providera jego witryny. Ale na dłuższą metę to również nie jest rozwiązanie. Zwykle już po kilku dniach ten sam serwis pojawia się na innym serwerze - wyjaśnia Duka.
- Wszelkie obostrzenia prowokują tylko do udowadniania, że w sieci istnieje wiele sposobów na ich obejście. I że można to zrobić bez naruszania prawa. Kiedyś ustalono, że przed każdym jadącym samochodem musi biec człowiek z chorągiewką i ostrzegać, że zbliża się automobil - teraz wydaje się nam to śmieszne. Nie rozumiem, dlaczego obecnie nie wolno reklamować produktów, które znajdują się w legalnej sprzedaży - mówi Marek Tomkiewicz, prezes Internet Idea, która zarządza portalem YoYo.

Wyspa wolności
Internet jest powiększającą się wyspą, na której nie znajduje zastosowania spora część zasad prawa. Próby wprowadzania restrykcyjnych przepisów w świecie rzeczywistym powodują przenoszenie się do wirtualnej rzeczywistości kolejnych dziedzin ludzkiej aktywności.
- Reklama papierosów i alkoholu. - Zaostrzanie przepisów dotyczących reklamy papierosów sprawia, że ich producenci coraz częściej interesują się siecią. Ostatnio prowadziliśmy w Internecie kampanię sobieskich - wyjaśnia przedstawiciel agencji reklamowej Cr-Media. - Sieci poświęcamy dużo uwagi, ponieważ panuje w niej większa swoboda niż w innych mediach. Nadto praktycznie nie jest przez nikogo monitorowana - tłumaczą swoją wzmożoną aktywność w Internecie pracownicy Reemtsma. - Tworzymy puby oraz kluby - mówi Zbigniew Turliński z British American Tobacco. - Aby się znaleźć w takim klubie, trzeba wypełnić ankietę na stronie WWW. Zaproszenia przesyłane są pocztą elektroniczną lub przez SMS.
- Pornografia. Niektórzy polscy politycy chcieliby wyeliminować z mediów wszystkie przejawy erotyki. Tymczasem w sieci pełno jest materiałów o takiej treści. Sławomir Bugajny, pomysłodawca i wykonawca witryny Nimfomanka.pl, szacuje, że w Internecie znajduje się około dwustu polskich stron erotycznych. Polacy lubią na nie zaglądać. Tylko jedna witryna odnotowała przez rok prawie 5 mln odsłon! Według firmy badawczej Datamonitor, w 1999 r. przychody erotycznego biznesu internetowego w USA sięgały 1,4 mld USD. W tym roku mają one wynieść aż 2,3 mld USD. Jak dochodowe jest to przedsięwzięcie, niech świadczy fakt, że amerykański rynek gier komputerowych w ubiegłym roku wygenerował tylko 150 mln USD zysku, a amerykańskie firmy oferujące internetowy seks zaczynają wchodzić na giełdę nowych technologii - Nasdaq.
- Radio i telewizja. W sieci nie są potrzebne koncesje czy pozwolenia. Nawet jeżeli jakaś stacja telewizyjna lub radiowa nie otrzyma zgody na nadawanie w tradycyjny sposób, zawsze może to robić w Internecie. W naszym kraju nadawanych jest kilkadziesiąt internetowych programów radiowych.
- Muzyka i film. Wytwórnie płytowe z przerażeniem obserwują rozwój serwisów sieciowych, pozwalających na bezpłatne ściąganie plików muzycznych mp3. Najsłynniejszym z nich jest Napster. W kolejnych procesach sądowych zarzucano mu łamanie praw autorskich. Mimo to korzystający z niego internauci nadal kompletują dyskografie ulubionych wykonawców. Jeśli uda się pokonać jeden serwis, natychmiast jego miejsce zajmą dziesiątki innych. Wkrótce z podobnymi problemami zmierzy się przemysł filmowy. Już opracowano technologię DivX, która pozwala na nagrywanie w wersji cyfrowej obrazów z telewizji i płyt DVD. Oznacza to, że użytkownicy sieci będą się bez ograniczeń wymieniać filmami. Zapewne powstaną też ułatwiające im to serwisy.
- Praca za granicą. Ludzie korzystający z Internetu nie muszą również nikogo pytać o zgodę na zatrudnienie za granicą. By zarabiać w innych krajach, nie potrzebują nawet paszportu. Jeden z pracowników firmy Cisco Systems Poland nie mógł wyjechać do pracy w amerykańskiej centrali przedsiębiorstwa; stanęło na tym, że formalnie był zatrudniony w USA, a efekty swojej pracy przesyłał z Polski pocztą elektroniczną. Z metody tej korzystają najczęściej ludzie, którzy na przykład nie otrzymali wizy na pobyt w danym kraju.
Wszystko wskazuje na to, że prawodawcy będą musieli coraz poważniej traktować wirtualną wyspę wolności. W przeciwnym razie wizja świata, w którym duża część obywateli nie przejmuje się ich ustaleniami, wcale nie musi się okazać utopią.
Okładka tygodnika WPROST: 10/2001
Więcej możesz przeczytać w 10/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
 0