Czeskie znieczulenie

Czeskie znieczulenie

Dodano: 
Kiedy się wreszcie narodzi polski Skvorecky?! . Josef Skvorecky, czeski pisarz mieszkający od trzydziestu lat w Kanadzie, w swojej powieści "Dwa morderstwa w moim dwoistym życiu" w rzadki dla współczesnej literatury sposób dotyka rzeczywistości. Konkretnie - epoki postaksamitnej w Czechach.

Skvorecky prowadzi dwa wątki kryminalne. Wątek kanadyjski jest banalny: w zacnym i spokojnym aż do nudy środowisku naukowym college’u zdarza się morderstwo z premedytacją. Jego motywem jest chęć zdobycia opisu rewelacyjnej teorii matematycznej dającej szansę na Nagrodę Nobla.
Morderstwo czeskie jest natomiast zbrodnią duchową, zniszczeniem człowieka oskarżonego o współpracę z komunistyczną służbą bezpieczeństwa. Po aksamitnej rewolucji niejaki pan Mrkviczka, naiwniak, oszołom i moralny sadysta, publikuje listę współpracowników SB, by zdobyć pieniądze na założenie radykalnego pisma "Zniszczyć komunizm!". Nie ujawnia przy tym, skąd zdobył tekst oficjalnie uznawany za ściśle tajny. Na liście znajduje się żona narratora powieści, prowadząca w Toronto wydawnictwo i publikująca zakazanych czeskich pisarzy. Niemal w tym samym czasie dostaje ona order za wieloletnią działalność opozycyjną od zaprzyjaźnionego z nią prezydenta i odnajduje swe nazwisko na liście zdrajców narodu. W wykazie przeważają zresztą opozycjoniści, którymi interesowały się służby bezpieczeństwa. Sąd co prawda uniewinnia żonę narratora, ale psychicznie zostaje ona zamordowana przez pana Mrkviczkę, przez znajomych, przez najbliższe środowisko! W czeskim "Tygodniku Literackim" "inżynierowie dusz bezkompromisowo ekskomunikowali nie tych kolegów, którzy stali się kapusiami, bo orzec, kto rzeczywiście donosił, było niepodobieństwem - napisał Skvorecky - tylko tych, którzy figurowali na przez nikogo nie zweryfikowanej liście, których nazwiska były znane każdemu". Ta śmierć cywilna okazała się prawdziwym narodowym dramatem. Książkę Skvorecky’ego czyta się jak tren żałobny po stracie złudzeń o wolności zwycięskiej, prostej i jasnej, mądrej i sprawiedliwej.
Skvorecky jest bezwzględny w ocenach. Pisze bez znieczulenia. Zawsze miał odwagę wypowiadać prawdę niewygodną dla wszystkich środowisk. Wiele można się o tym dowiedzieć z jego autobiograficznej książki "Przypadki niefortunnego saksofonisty". To rzecz dla polskiego czytelnika bezcenna, ponieważ Skvorecky jest u nas stosunkowo mało znany. Dużo mniej niż na przykład Milan Kundera, który pisząc o wszystkim dla wszystkich, stał się literackim światowcem buszującym w kulturze europejskiej jak po swojskiej łące.
Skvorecky jest mniej gładki od Kundery, bardziej brutalny, może też bardziej przenikliwy, nie liczy się z żadnymi układami. Na początku "Przypadków niefortunnego saksofonisty" wspomniał o swej fascynacji jazzem. Jako jazzman nie miał jednak szczęścia. "Wreszcie napisałem Tchórzy - powieść, która wpierw mnie zniszczyła, a później stworzyła" - wyznał. Losy tej pierwszej powieści były paradoksalne. Napisał ją w latach 1948-1949, ale zaniósł do wydawnictwa dziesięć lat później. Wydano ją jako haniebny przykład dekadencji i reakcyjnego indywidualizmu. Przez dwa tygodnie ukazywały się miażdżące recenzje powieści o dmącym w saksofon synalku burżuazyjnej rodziny, pokoleniu bawiącym się lekkomyślnie w latach wielkich przemian społecznych. Autor stracił posadę w piśmie "Svetova Literatura", a prezydent Novotny potępił jego książkę na zjeździe partii. Kiedy wysłano do księgarń policjantów, by zarekwirowali nie sprzedane egzemplarze, okazało się, że nakład rozszedł się błyskawicznie.
Skvorecky stał się wtedy znanym pisarzem, odsłaniającym prawdę o swym pokoleniu. Po latach partia zezwoliła na wznowienie "Tchórzy". Latem 1968 r. miał powstać film, ale w sierpniu nastąpiła inwazja radziecka i Skvorecky wraz z żoną wyjechał do Kanady. Tam założyli wydawnictwo i zajęli się publikacją literatury zakazanej w Czechosłowacji. Swoje kolejne książki (m.in. "Fajny sezon", "Mirakl", "Przypadki inżyniera dusz ludzkich") publikował na emigracji. Stał się bardzo popularnym autorem powieści kryminalnych. Na przykład jego "Lwiątko" (wydane u nas w roku 1992) z humorem przedstawia stosunki panujące w czeskim środowisku literackim lat 60. Jakże i nam przydałby się polski Skvorecky!

Okładka tygodnika WPROST: 10/2001
Więcej możesz przeczytać w 10/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0