Drzyzga w sercu

Drzyzga w sercu

Dodano: 
W "Rozmowach w toku" nie ma epatowania widzów widowiskowymi scysjami między gośćmi programu i oczekiwania, że ktoś kogoś zacznie ciągnąć za włosy. To kawał dobrej, fachowo zrobionej publicystyki. Od czasu do czasu zdarza mi się jeszcze oglądać polskie talk shows. Zawsze przez przypadek, bo albo zasiedzę się przed telewizorem, albo trafiam na nie, bezmyślnie naciskając pilota. Zawsze towarzyszy mi wtedy pewne zaambarasowanie. Gospodarze tych programów i ich goście (najczęściej drugo- i trzeciorazowi, bo listę gwiazd wyczerpano już dawno) robią wrażenie, jakby nie mieli o czym rozmawiać.
 
Dlatego więcej tu wybuchów sztucznego śmiechu i różnego rodzaju przebieranek niż wymiany myśli, choćby na najbardziej błahy temat. Totalny schyłek telewizyjnego gatunku.
Na tym tle "Rozmowy w toku", nowy program TVN, okazały się absolutną sensacją i mimo że nadawane są przez pięć dni w tygodniu o 18.15 (a więc stanowią prawdziwe wyzwanie dla rzemiosła dziennikarskiego i wytrzymałości fizycznej autorów), od kilku tygodni utrzymują niezmiennie wysoki poziom. To zdecydowanie najlepszy obecnie gadany program w polskiej telewizji.
Powodów sukcesu jest kilka. Pierwszym i niesłychanie ważnym jest ten, że dopuszczono wreszcie do głosu tzw. prawdziwych ludzi, to znaczy nie gwiazdy, które oferują nam kolejne atrakcje ze swoich marketingowych pakietów, aby zyskać poklask, lecz rozmówców, którzy mają do opowiedzenia tylko jedną, zwykle dramatyczną lub przynajmniej bardzo oryginalną, historię swego życia. Wyglądają zwyczajnie, mówią zwyczajnie, czasem płaczą, czasem się czerwienią. Ale to, o czym mówią, jest pasjonujące, bo - czujemy to mocno – prawdziwe. Nie krygują się i nie robią uników, gdy opowiadają o uprawianiu seksu za pieniądze, o gwałtach w rodzinie, o przemocy w wojsku. Nie da się ich zlekceważyć i słuchać "przy okazji", czytając gazetę. Ilekroć próbowałem to robić, gazeta wypadała mi z rąk.
Można by powiedzieć, że "Rozmowy w toku" to polski odpowiednik amerykańskiego szlagieru "Jerry Springer", reklamującego się tym, że wszystko jest w nim "bez cenzury" (nadaje go jeszcze mój ulubiony kanał Wizja 1, który okazał się zbyt kosztowny i wkrótce ma być zlikwidowany). Ale tak nie jest, bo w "Rozmowach w toku" nie ma epatowania widzów widowiskowymi scysjami między gośćmi programu i oczekiwania, że ktoś kogoś zacznie ciągnąć za włosy. To kawał dobrej, fachowo zrobionej publicystyki i okazja, by zobaczyć, a nie tylko usłyszeć, jak pracuje Ewa Drzyzga. To ona prowadzi program i to jej zawdzięcza on klasę.
Drzyzga od lat jest znakomitością RMF FM. Przeszła tam, o ile wiem, całą dziennikarską drogę - od depeszowca do dyrektora - i przez wszystkie te lata nie próbowała sił w telewizji. Kiedy wreszcie się na to zdecydowała, znokautowała w ciągu paru tygodni konkurencję. "Rozmowy w toku" okazały się programem nie tylko dobrym, ale jeszcze bardzo polskim, bo więcej w nim wniosków wyciągniętych z doświadczeń wartościowego cyklu "Życie moje" Małgorzaty Snakowskiej niż sprytnych chwytów Jerry’ego Springera. Od tego ostatniego nauczyła się jednak Drzyzga jasnego sposobu stawiania sprawy i znakomitych autorskich minifelietonów puentujących rozmowę.
Ktoś powiedział, patrząc na "Rozmowy w toku": "No, to nareszcie mamy polską Oprah Winfrey", ale ja protestuję przeciwko temu porównaniu. Oprah jest co prawda klasą dla siebie, ale bardziej gwiazdą niż dziennikarką. Wszystkie jej programy, nawet poświęcone tematom tak bolesnym jak kazirodztwo, zawsze bardziej dotyczyły jej samej niż bohaterów opowiadających swoje losy. Natomiast Ewa Drzyzga to stuprocentowa dziennikarka: pyta, ale nie ocenia; stara się zrozumieć bohaterów, a nie współczuć im; nie puszcza oka do publiczności, lecz raczej zagląda jej w oczy, szukając ciekawych rozmówców; dopytuje się, ale nigdy nie przesłuchuje; nie podjudza, nie napuszcza, nie komplementuje; nie wykorzystuje historii swoich gości, by przy okazji opowiedzieć coś ze swojego życia. Nade wszystko zaś jest odważna i podejmuje tematy obyczajowo i moralnie szczególnie drażliwe. Nie unika stawiania kropki nad i (to już chyba tradycja TVN), dzięki czemu z łatwością trafia prosto w serce. Ten program realizowany jest w Krakowie, ale dzięki przejrzystości założeń, konsekwencji wykonania i jakości rzemiosła jest bardziej stołeczny od większości tych, które produkuje się w Warszawie.
Gdyby dziś, na początku XXI wieku, zapytano mnie, kto jest najciekawszą nową osobowością w polskiej telewizji, odpowiedziałbym bez wahania - Ewa Drzyzga. A to, że przed kamery trafiła po latach praktyki radiowej, być może jest ważnym przypomnieniem dla kandydatów na gwiazdy małego ekranu, iż liczą się tutaj nie tylko prezencja i błyskotliwość, ale także zdobyte w pocie czoła rzemiosło.

Okładka tygodnika WPROST: 10/2001
Więcej możesz przeczytać w 10/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0