Nam-się-należy

Nam-się-należy

Dodano: 
W głosach, do których odwołuje się Romano Prodi, wyczuwamy często zarzut, że chcemy czegoś "za darmo" lub choćby "na kredyt". "Tu, popatrz: blizna" Wojciech Młynarski. Dawno, dawno temu, za górami i lasami, gdy moją główną ambicją był sukces w studenckiej branży kabaretowej, furorę robił Wiesław Gołas. Bodajże w Opolu śpiewał uroczą piosenkę Wasowskiego i Młynarskiego, a właściwie pastisz piosenki pijackiej, "W Polskę idziemy".
Wątkiem, który mnie zawsze w niej bawił, była nasza (narodowa?) skłonność do powoływania się (także przy wódeczce) na zaprzeszłe zasługi i przewagi narodowe. Mam Gołasa przed oczami, gdy dramatycznym ruchem rozchyla poły swej marynareczki i pokazuje prawdziwe lub urojone szramy na piersi: "Tu, popatrz: blizna!".
W zeszłotygodniowym numerze "Wprost" zamieszczony został wywiad z przewodniczącym Komisji Europejskiej Romano Prodim. Po miłych dla nas uprzejmościach nawiązujących do faktu, że przewodniczący wywodzi się z Regio Emilia, w której powstał nasz hymn narodowy, sprowokowany przez dziennikarkę Signor Romano przyznaje, że Polacy często demonstrują w swych zachowaniach przekonanie, jakoby należało im się więcej. "Zawsze uważacie się za wyjątkowych. Być może wynika to z waszej historii. Z polskiej strony bardzo często słyszy się głosy, że Polacy są źle traktowani. Jest w tym coś z ducha dawnych prześladowań. Rozumiem, że przez wiele wieków cierpieliście, ale obecnie nie macie żadnych powodów do obaw".
Obserwacja Prodiego nie bierze się znikąd. Wielokrotnie musiał słyszeć przypomnienia - płynące z polskiej strony, w tym także od niżej podpisanego - że Europa Zachodnia ma pewien dług wobec swej "wschodniej połowy". Przypomnieniom służy wiele okazji, choćby rocznice różnych zjazdów (na przykład gnieźnieńskiego) lub katastrof budowlanych (mur berliński), a nawet historia syndykalizmu ("Solidarność"). Służy im także rozpowszechnione w Polsce przekonanie, że ani zdrada jałtańska, ani wieloletnie tolerowanie komunizmu przez światowe demokracje nie są postrzegane przez sytych Europejczyków w kategoriach zbiorowego grzechu. Za potwierdzenie takiej sytuacji uznajemy zwłaszcza powściągliwy stosunek zachodnioeuropejskiej opinii publicznej - a także konkretnych polityków zza Wisły i zza Bałtyku - do naszych aspiracji integracyjnych.
Sądzę, że mamy prawo nie tyle może przypominać nasze zasługi (jeśli nikt cię nie chwali - chwal się sam?), ile raczej oczekiwać pamięci o latach, gdy wielu naszych bliższych i dalszych sąsiadów po prostu machnęło ręką na nas oraz całą Europę Środkową i Wschodnią. Ta pamięć jest obiektywnie potrzebna dla wspólnej przyszłości, jest potrzebna do wyciągnięcia nauk z historii, która - paradoksalnie - jest historią całego kontynentu, a nie tylko jego zniewolonej części, i jako taka powinna być traktowana.
Zupełnie inną rzeczą jest oczekiwanie, że cokolwiek będzie nam dane "za darmo" i cokolwiek "nam-się-należy". W głosach, do których odwołuje się Romano Prodi, wyczuwamy często zarzut, że chcemy czegoś "za darmo" lub choćby "na kredyt". Nie wydaje mi się, by był to zarzut uzasadniony w stosunku do polskiego rządu lub polskich negocjatorów. Ci ostatni grają poważną kartą i nie blefują. Pozostaje pytanie, czy opisany przez Prodiego syndrom nie jest jednak obecny wśród znacznej części naszej krajowej opinii publicznej i po prostu wśród naszych obywateli. Myślę choćby o wyciśniętej z parlamentu decyzji o skróceniu tygodnia pracy z 42 do 40 godzin. Od wielu lat obowiązuje mnie tak zwany nie limitowany czas pracy i dawno zapomniałem, co to jest ósma rano i czwarta po południu. Zadaję sobie jednak pytanie, czy jesteśmy już jako kraj tak bogaci, by stać nas było na choćby symboliczne i podobno nie mające wpływu na efektywność polskiego zatrudnienia delikatesy. A może wciąż jesteśmy na dorobku i - nie mogąc liczyć na zrozumienie dla naszych blizn i tego, że wciąż mamy pod górkę - musimy jeszcze przez kilka lat popracować dłużej i ciężej niż byśmy chcieli?
Z tego punktu widzenia praktyczniej byłoby założyć, że nam-się-nie-należy.
Okładka tygodnika WPROST: 10/2001
Więcej możesz przeczytać w 10/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0