IV RP, czyli Polska Kisiela

IV RP, czyli Polska Kisiela

Dodano: 
Trzeba ograniczyć rolę parlamentu, sformułować brutalny program prywatyzacji oraz zamykania deficytowych przedsiębiorstw i konsekwentnie go zrealizować. Najlepiej za pomocą dekretów" - żądał w 1990 r. Stefan Kisielewski (vide: "Kisiel powszedni"), z którym prowadziłem we "Wprost" cotygodniowe rozmowy.
 Kisiel domagał się przeprowadzenia kapitalistycznej rewolucji, doskonale zdając sobie sprawę, że ewolucyjna zmiana systemu nie może się zakończyć pełnym powodzeniem, a PRL - zamiast przeobrazić się w III RP - pozostanie w takim wypadku socjalistyczno-kapitalistyczną hybrydą: Rzecząpospolitą Polską Drugą i Pół. Stefan Kisielewski domagał się więc już wówczas niemal dokładnie tego samego, czego dziesięć lat po jego śmierci żądają potencjalni wyborcy Platformy Obywatelskiej: Polski cieszącej się przez dziesięciolecia znakomitą koniunkturą gospodarczą, czyli Polski silnej gospodarką całkowicie prywatną, silnej tanim, wolnym od korupcji i przyjaznym państwem nieopiekuńczym! (vide: "Platforma IV RP").
Jeśli nawet rewolucja kapitalistyczna Balcerowicza z przełomu roku 1989 i 1990, która zaowocowała sukcesem gospodarczym lat 90., rzeczywiście przemieniła zbankrutowaną PRL w kwitnącą przez kilka lat III RP, to poza wszelką dyskusją pozostaje fakt, że politycy rządzący Polską w latach 90. psuli ją z roku na rok coraz bardziej, z wolna przerabiając III RP w ową pokraczną Rzeczpospolitą Drugą i Pół, w której żyjemy w tej chwili. Rzeczpospolita Druga i Pół, wrogie państwo opiekuńcze, zabija wolną przedsiębiorczość - zabija coraz wyższymi kosztami pracy (które winduje się, skracając czas pracy i zwiększając opłaty na najrozmaitsze fundusze), zabija ustanawianymi przez polityków tysiącami kontyngentów, ulg, zezwoleń i koncesji (czyli korupcją), zabija kuriozalnym, niespójnym antysystemem podatkowym, w którym z dużą swobodą poruszają się tylko kombinatorzy, zabija rozbudowanym systemem partyjniackiej nomenklatury. W rezultacie sześcio-, siedmioprocentowy wzrost gospodarczy III Rzeczypospolitej zastąpiony został kilka lat temu (i bez widoków na poprawę) przez czteroprocentowy wzrost gospodarczy Rzeczypospolitej Drugiej i Pół!
Na szczęście już co piąty obywatel Polski ma dość tego stanu rzeczy - dowodzą badania poparcia dla Platformy Obywatelskiej. A gdyby dodać do tego elektorat Unii Wolności, okazałoby się, że zwolennikiem radykalnej zmiany jest aż co czwarty Polak! I to właśnie tych ludzi wzywam do obalenia siłą Rzeczypospolitej Polskiej Drugiej i Pół - siłą naszych umysłów! Jeśli polska gospodarka ma odzyskać wigor i dynamizm z pierwszej połowy lat 90., nie wystarczy następny face lifting - któreś z kolei reformowanie reform. Niezbędna jest rewolucyjna zmiana, która w istocie oznaczać musi zastąpienie Rzeczypospolitej Drugiej i Pół - Czwartą Rzecząpospolitą! Musimy pójść tropem Wielkiej Brytanii z czasów Margaret Thatcher, Nowej Zelandii z czasów Roba Allena, Stanów Zjednoczonych z czasów Ronalda Reagana oraz współczesnej Irlandii. Musimy radykalnie zmniejszyć obciążenia podatkowe i uprościć system podatkowy (najlepiej wprowadzając podatek liniowy), musimy zdecydowanie obniżyć koszty pracy, m.in. uelastyczniając prawo pracy (w czym na pewno pomoże odsunięcie związków zawodowych od udziału w sprawowaniu władzy), musimy natychmiast dokończyć prywatyzację, musimy zniszczyć system partyjnej nomenklatury, musimy czym prędzej uzdrowić wymiar sprawiedliwości (vide: "Sąd nad sądem"), a być może także szybko przystąpić do strefy euro (vide: "Euro zamiast złotego"). To mogłoby doprowadzić do powstania IV RP - Polski Kisiela (którego 90. rocznicę urodzin obchodzimy w tych dniach); IV RP - czyli taniego, odbiurokratyzowanego, odzwiązkowionego państwa na usługach prężnej, błyskawicznie (w tempie 8-9 proc. rocznie) rozwijającej się gospodarki!
Czy liderzy Platformy Obywatelskiej - Andrzej Olechowski, Maciej Płażyński i Donald Tusk - wiedzą, jak wielkie nadzieje wiąże się z ich inicjatywą? A jeśli wiedzą, to czy starczy im odwagi i wyobraźni, by zabrać się do ich urzeczywistniania? "Na razie są to tylko hasła. Tymczasem to Andrzej Olechowski głosił, że czas na konkrety. Rzeczywiście, czas najwyższy, bo elektorat platformy składa się z ludzi umiejących liczyć" - napisał Bogusław Mazur, autor okładkowego artykułu tego numeru "Wprost". I właśnie dlatego jestem spokojny. Gdyby bowiem panowie Olechowski, Płażyński oraz Tusk nie zechcieli z jakichś powodów zrealizować rodzącego się właśnie programu platformy, jej zwolennicy zdają się na tyle zdesperowani, że znajdą sobie na ich miejsce innych liderów - polityków bardziej skorych do wykonywania zleconych im przez wyborców zadań. W końcu skoro są obywatele IV RP, wkrótce musi się pojawić także sama IV RP!
Okładka tygodnika WPROST: 10/2001
Więcej możesz przeczytać w 10/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
 0