Demokrata autorytarny

Demokrata autorytarny

Dodano: 
Czy prezydent Leonid Kuczma, ratując swoją pozycję, wepchnie Ukrainę w objęcia Rosji? Kim jest Leonid Kuczma? Ofiarą prowokacji przeciwników reform i prozachodniego kursu Ukrainy, czy przybierającym pozę reformatora autokratą, zleceniodawcą politycznego mordu, który w obronie własnej skóry nie zawaha się poświęcić kraju, oddając go ponownie pod kuratelę Moskwy?
 


- Pod rządami Kuczmy na Ukrainie ukształtował się system półdyktatury, podobny do tego, jaki znamy z okresu sanacji w Polsce - mówi Bohdan Osadczuk, znawca problemów ukraińskich, emerytowany profesor historii porównawczej Europy Wschodniej z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie. George Soros - promotor społeczeństwa otwartego i zaprzysięgły wróg modelu jedynowładztwa w stylu Aleksandra Łukaszenki - żąda, by w sytuacji ostrego kryzysu politycznego na Ukrainie prezydent Kuczma przekazał władzę premierowi. Tylko taki krok, zdaniem Sorosa, umożliwi bezstronne śledztwo w sprawie zabójstwa dziennikarza Georgija Gongadzego. Pozostawanie Kuczmy u władzy grozi Ukrainie poważnymi konsekwencjami. Rozprawa z opozycją, wkładanie kagańca mediom i utrudnianie wymiarowi sprawiedliwości śledztwa skażą Ukrainę na los Białorusi - pariasa Europy.
Kuczma, szukając poparcia na arenie międzynarodowej, wybiera się do Polski, gdzie Łukaszenka od dawna nie jest zapraszany. Liczy na wsparcie Aleksandra Kwaśniewskiego. Obaj wielokrotnie zapewniali, że łączy ich przyjaźń. Teraz Kuczma postanowił sprawdzić ją w biedzie. Szkopuł w tym, że jego ostatnie działania stawiają pod znakiem zapytania zasadę tzw. strategicznego partnerstwa Polski i Ukrainy. Kuczma jeszcze niedawno walczył o to, byśmy odrzucili ofertę Gazpromu budowy gazociągu na zachód, z pominięciem Ukrainy, ponieważ skazałoby to Kijów na jeszcze większą zależność od Kremla. Apelował o realizację powtarzanej jak pacierz przez naszych polityków zasady "nie ma niepodległej Polski bez niepodległej Ukrainy".

Zwrot ku Moskwie
Ostatnio Kuczma niespodziewanie zmienił front. Doprowadził do dymisji szefa ukraińskiej dyplomacji Borysa Tarasiuka, rzecznika prozachodniej polityki Kijowa. Prezydenta Rosji Władimira Putina przyjął w symbolicznej scenerii dawnego radzieckiego kombinatu rakietowego w Dniepropietrowsku. Miasto było kiedyś dla Moskwy ważniejsze niż Kijów, ponieważ produkowano w nim międzykontynentalne rakiety balistyczne. Kuczma był sekretarzem komórki KPZR w kombinacie, a później został dyrektorem generalnym zakładu. Teraz prezydenci Rosji i Ukrainy podpisali w Dniepropietrowsku cały plik umów o współpracy w przemyśle zbrojeniowym i kosmicznym. Część utajniono. Po trzech latach separacji przypieczętowany został także powrót Ukrainy do wspólnoty energetycznej z Rosją.
Wszystko to działo się w momencie, kiedy Moskwa weszła w ostry spór z Waszyngtonem o amerykański program obrony antyrakietowej. Realizacja porozumień z Dniepropietrowska oznaczałaby faktyczne przekreślenie umowy o specjalnych stosunkach Ukrainy z NATO oraz zapewnień o przyjaźni z Polską, najważniejszym członkiem sojuszu na wschodniej flance. Nie myliłby się Taras Stećkiw, jeden z liderów zwalczającego Kuczmę Forum Ocalenia Narodowego (luźna koalicja partii opozycyjnych, powstała po skandalu wokół śmierci Gongadzego), który mówi, że posunięcia prezydenta Ukrainy świadczą o jednoznacznej reorientacji państwa.

Intensywny kurs ukraińskiego
Nie byłby to pierwszy gwałtowny zwrot w karierze politycznej byłego szefa kompartii w dniepropietrowskim kombinacie. Kuczma przyłożył rękę do demontażu sowieckiego imperium, gdy na forum Rady Najwyższej przedstawił projekt uchwały o gospodarczej niezależności od Moskwy. To pomogło mu w uzyskaniu teki premiera w 1992 r., za czasów pierwszego prezydenta Ukrainy, Leonida Krawczuka. Kuczma nie stał się jednak ukraińskim Balcerowiczem. Utyskiwał, że to niedostatek uprawnień nie pozwolił mu na głębsze reformy. W wyborach prezydenckich 1994 r. zwyciężył dzięki odgrzewaniu sentymentów prorosyjskich. Ledwo mówiąc wtedy po ukraińsku, domagał się równouprawnienia języka rosyjskiego i zacieśnienia współpracy gospodarczej z Moskwą. Deklarował poparcie dla poradzieckiej Wspólnoty Niepodległych Państw. W pierwszej turze przegrał, ale w drugiej pokonał Krawczuka, pogrążając w żałobie patriotyczne środowiska z zachodniej Ukrainy.
Szybko udało mu się je udobruchać gestami nacjonalistycznymi, poduczył się też języka ukraińskiego, ale gospodarka trwała w zastoju, a obywatele miesiącami czekali na wypłatę zaległych pensji i emerytur. Prezydent nie zrobił też wiele dla rozwoju demokracji, a w walce o drugą kadencję bez żenady wykorzystywał aparat państwowy. Rywal Kuczmy, komunista Petro Symonenko, mówił wprost o oszustwach wyborczych. Międzynarodowi obserwatorzy też mieli zastrzeżenia do przebiegu wyborów. Mimo to Kuczma starał się przekonać obywateli, że przyspieszy zmiany, a jego strategicznym celem stanie się integracja z Unią Europejską. Niektóre obietnice już na pierwszy rzut oka były nierealne (np. zapowiedź stworzenia miliona miejsc pracy i wzrostu realnych wynagrodzeń o 60 proc.). Na czele rządu prezydent ulokował jednak cieszącego się poparciem zachodnich kół gospodarczych byłego szefa banku centralnego Wiktora Juszczenkę.

Kurs na zderzenie
Obejmując po raz drugi urząd, Kuczma wrócił do swej obsesji z czasów, gdy był premierem: walki o zwiększenie uprawnień. Referendum, w którym otrzymał rzekomo 80 proc. głosów, było kpiną z demokracji i zraziło do niego Ukraińców i zachodnich polityków. Wizerunek prezydenta jako zwolennika demokracji, niezależności kraju i prozachodniego kursu bladł z miesiąca na miesiąc. Skandal wokół zabójstwa dziennikarza był kroplą, która przepełniła kielich. Krętactwa Kuczmy, usilne starania, by uciszyć krytykę ze strony mediów i politycznych oponentów (w tym zdymisjonowanie wicepremier do spraw gospodarczych Julii Tymoszenko), ręczne sterowanie wymiarem sprawiedliwości (prokurator generalny musiał się udać na długi urlop, zamiast nadzorować śledztwo) tylko pogłębiły nieufność wobec prezydenta i zaostrzyły formy protestów. Jedynym żądaniem opozycji stało się jego ustąpienie. Kuczma użył przeciwko pokojowym demonstracjom metod policyjnych, a jego język jest daleki od europejskich salonów, do których jeszcze do niedawna zdawał się pretendować. Głowa państwa mówi o spisku i wojnie psychologicznej przeciwko prawomocnym instytucjom. W orędziu telewizyjnym Kuczma zapowiedział walkę z "ukraińską odmianą narodowego socjalizmu".

Coraz dalej od Europy
Jaki język usłyszymy w Polsce? Profesor Osadczuk podkreśla, że Kuczma dotychczas zręcznie znajdował równowagę w stosunkach z Zachodem i Rosją, umacniając pozycję niepodległej Ukrainy. A może cała nadzieja w nadzwyczajnej giętkości prezydenta? Sęk w tym, że w ostatnich miesiącach Kuczma niemal zupełnie stracił autorytet w kraju (popiera go zaledwie 17 proc. wyborców) i za granicą. Nie uosabia już kursu zbliżenia Ukrainy z Europą.
Swą polityką prezydent nie ułatwiał Zachodowi wcielenia w życie wezwań Zbigniewa Brzezińskiego i Samuela P. Huntingtona do zrównoważenia nacisków Rosji na Ukrainę. Inna rzecz, że Unia Europejska niechętnie wyciągała pomocną dłoń. Unia jest głównym partnerem hand-lowym Kijowa poza byłym ZSRR i źródłem największego wsparcia finansowego, ale nie mówi o Ukrainie jako o potencjalnym przyszłym członku, choć wiadomo, że perspektywa integracji dyscyplinuje politykę wewnętrzną i zagraniczną krajów kandydujących. W rezultacie Bruksela odgrywa w stosunkach z Kijowem jedynie rolę recenzenta.
Zachodni kapitał nie był zainteresowany Ukrainą, gdyż zabrakło tu solidnych reform wewnętrznych. Oporów nie ma biznes rosyjski. Rosjanie zrobili najlepsze interesy w przemyśle aluminiowym i rafineryjnym, teraz chcą przejąć gazociągi. Polityczną kroplówkę podaje Kuczmie nie George W. Bush czy Romano Prodi, ale Władimir Putin. Kuczma mówi, że zachodnie media rozpowszechniają bajki o Ukrainie. - Jego nieszczęście to arogancja władzy - twierdzi Osadczuk, dodając, że Kuczma nie uwolnił się od przyzwyczajeń dyrektora sowieckiego kombinatu, gdzie wszyscy musieli słuchać jego rozkazów. Niezależnie od rezultatów śledztwa w sprawie zabójstwa dziennikarza i ich konsekwencji dla kraju oraz samego prezydenta jedno jest pewne: Kuczma ma małe szanse, by zapisać się w historii Ukrainy jako reformator.

Okładka tygodnika WPROST: 11/2001
Więcej możesz przeczytać w 11/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0