Baronowie

Baronowie

Jak powstały prywatno-państwowe imperia Władysława Jamrożego i Grzegorza Wieczerzaka. Dopiero specjalnie zwołane posiedzenie rządu i błyskawiczne całonocne drukowanie "Dziennika Ustaw" ze zmianami w statucie Totalizatora Sportowego pozwoliły na odwołanie prezesa firmy, nieusuwalnego Władysława Jamrożego. 43-letni Jamroży i 34-letni Grzegorz Wieczerzak, nazywani w klubach AWS i SLD "baronami", mieli do niedawna ogromny wpływ na działalność spółek skarbu państwa i obsadę w nich kluczowych stanowisk.
 

Jamrożego udało się kilka dni temu odwołać ze stanowiska szefa Totalizatora Sportowego, Wieczerzaka minister skarbu próbuje usunąć z fotela prezesa od kilku miesięcy. Nawet jednak pozbawieni oparcia w spółkach skarbu państwa zapewne zachowają oni większość wpływów. Zdążyli bowiem zbudować prywatne imperia. Jamroży i Wieczerzak oraz ludzie z nimi związani zasiadają w radach nadzorczych spółek zależnych, które będą współdecydować o losie sporej części sektora publicznego i jego prywatyzacji.
"Baronowie" w dużym stopniu przyczynili się do odwołania poprzedniego ministra skarbu, rozstrzygali o losie wielkich banków, blokowali fuzje. To oni podejmowali strategiczne decyzje dotyczące publicznego majątku. Wciąż mają wpływ na wielu posłów. Potrafili zablokować istotne rozstrzygnięcia prywatyzacyjne, w wyniku czego w kasie państwa w tym roku zabraknie kilkunastu miliardów złotych. Doprowadzili też do odłożenia publicznej emisji akcji PZU. W wojnie z "baronami" polegli już dwaj ministrowie skarbu: Emil Wąsacz i Andrzej Chronowski. Gdy Aldona Kamela-Sowińska objęła tekę ministra skarbu, stwierdziła, że Grzegorz Wieczerzak "zagraża ekonomicznym interesom państwa". Usunąć go ze stanowiska jednak nie zdołała. - To niektóre decyzje polityczno-gospodarcze pewnej grupy posłów, która wydaje polecenia pani minister, zagrażają strukturom gospodarczym państwa - replikuje Grzegorz Wieczerzak.

O dwóch takich, co wstrząsnęli Polską
Wystarczy wyliczyć najważniejsze decyzje "baronów" z ostatnich miesięcy. Po pierwsze, wstrzymali fuzję Banku Handlowego i Banku Rozwoju Eksportu. Po drugie, sprzedali Citibankowi akcje Banku Handlowego. Po trzecie, wbrew ministrowi skarbu stanęli po stronie Deutsche Banku w jego staraniach o przejęcie BIG. Po czwarte, kierowana przez Wieczerzaka spółka kupiła największe spośród wszystkich udziałowców pakiety akcji trzech narodowych funduszy inwestycyjnych (VII, X i XIV). Gdy nowa minister skarbu ogłosiła, że chce zdymisjonować Wieczerzaka, ten - jako prezes PZU Życie - zaczął sprzedawać akcje kontrolowanych przez spółkę funduszy. Analitycy giełdowi twierdzą, że kupuje je BRE Private Equi-ty, czyli firma, która walczyła o te akcje ze skarbem państwa. Po piąte, za ich namową - jak się dowiedzieliśmy od posłów z komisji skarbu - parlamentarzyści AWS wnioskowali o dymisję ministra Wąsacza. Dezyderat do premiera z żądaniem jego odwołania pomagał pisać posłom Wieczerzak.
Po głosowaniu na walnym zgromadzeniu BIG Wąsacz stwierdził, że utracił zaufanie do Jamrożego, i zawiesił go w obowiązkach prezesa PZU SA. Jak twierdzi Jamroży, do ministra zadzwonił w tej sprawie Mirosław Kasza, współpracownik Mariana Krzaklewskiego, który powołał się na uzgodnienia z ówczesnym szefem RS AWS. Za dymisją Jamrożego opowiadał się też były prezes SKL Mirosław Styczeń. Minęło zaledwie kilkanaście dni i ten sam minister rekomendował Jamrożego na prezesa Totalizatora Sportowego. Tym razem za Jamrożym lobbowała frakcja nowosądecka, czyli Andrzej Szkaradek i Zygmunt Berdychowski. - To nie ja wstrząsnąłem całym krajem. Moje działania biznesowe okazały się tylko niezgodne z oczekiwaniami polityków. Dlatego powstało takie zamieszanie - tłumaczy nam Władysław Jamroży.

Jak ogon kręci psem
"Baronowie" mieli decydujący głos w kwestii nominacji Andrzeja Chronowskiego - ich, jak sami przyznają, "przyjaciela" - na stanowisko ministra skarbu (ich opinie wzięły pod uwagę zarówno klub akcji, jak i komisja sejmowa). Chronowski stoczył potem prawdziwą bitwę o utrzymanie przez Wieczerzaka funkcji prezesa PZU Życie. Po drodze doprowadzono do zakwestionowania umowy prywatyzacyjnej największej polskiej firmy ubezpieczeniowej. Gdy Eureko interweniowało w Komisji Europejskiej, premier wydał ministrowi Chronowskiemu - co ten sam przyznał - polecenie dogadania się z inwestorem strategicznym. Portugalczycy postawili jednak warunek: Wieczerzak musi odejść z PZU Życie. Nie odszedł, za to ze stanowiskiem pożegnał się Andrzej Chronowski.
Jaką siłę przekonywania musi mieć prezes Wieczerzak, skoro członkowie rady nadzorczej PZU Życie złożyli niedawno rezygnacje z funkcji, w związku z czym rada przestała istnieć i nie może prezesa odwołać? Co więcej, przedstawiciel skarbu państwa w radzie Dariusz Dutkiewicz zrezygnował nawet z posady w Ministerstwie Skarbu, żeby nie wykonywać niekorzystnych dla Wieczerzaka poleceń minister Kameli-Sowińskiej. - Chciałbym mieć chociaż 5 proc. tych wpływów, które mi się przypisuje - mówi nam skromnie Grzegorz Wieczerzak.

"Frakcja baronów"
Zygmunt Berdychowski, bliski znajomy tego tandemu, przewodniczący sejmowej podkomisji ds. ubezpieczeń, twierdzi, że "Polską nie rządzą baronowie, tylko rząd i parlament". Czy rzeczywiście? Jeden z posłów AWS był świadkiem rozmowy Wieczerzaka z bardzo ważnym politykiem akcji. Na koniec prezes PZU Życie powiedział: "Masz to załatwić i koniec. Nie obchodzi mnie jak". Nasz informator twierdzi, że "frakcja baronów" w AWS liczy około trzydziestu posłów. To Berdychowski namówił Wieczerzaka, żeby się zapisał do SKL, gdzie wkrótce został wiceprzewodniczącym małopolskiej organizacji. Berdychowski przekonał także Jamrożego, wówczas prezesa PZU SA, by wszedł do rady Fundacji Instytutu Studiów Wschodnich, którą zresztą sam poseł SKL założył. PZU od kilku lat przekazywał co roku kilkadziesiąt tysięcy złotych na działalność statutową fundacji.
Jamroży i Wieczerzak potrafią doskonale dbać o swoje interesy. Załatwili sobie na przykład funkcje doradców komisji ds. prywatyzacji PZU, czyli byli arbitrami we własnej sprawie. Założyli też wspólnie z ComputerLandem SA spółkę PZU-CL Agent Transferowy, gdzie zasiadali w radzie nadzorczej. W przeddzień walki o BIG wystarczyło, że PZU Development sprzedało Agentowi Transferowemu cztery akcje PZU Życia, by zablokować możliwość zwołania walnego zgromadzenia akcjonariuszy, które mogłoby storpedować ich uzgodnienia z Deutsche Bankiem.
Władysław Jamroży karierę rozpoczął w Polanicy Zdroju jako lekarz w zespole uzdrowisk. Tam poznał Romana Fulneczka, wówczas dyrektora okręgowego oddziału PZU. Dzięki niemu trafił w 1994 r. do centrali firmy. Po roku pełnił już obowiązki prezesa PZU Życie. We wrześniu 1997 r. stracił posadę za ujawnienie, że ówczesny prezes firmy Jan Monkiewicz nakazał mu wykupić część nakładu książki Grzegorza Kołodki, wówczas ministra finansów. Szybko wykreował się na ofiarę koalicji SLD-PSL, zdobywając w ten sposób zaufanie nowej władzy, i wrócił do PZU.
Jako prezes firmy nie zapomniał o mieście, w którym rozpoczął pracę. - Jego zasługi dla gminy są niewyobrażalne. Był pomysłodawcą utworzenia ośrodka leczenia kamicy nerek, rozpoczął budowę domu mieszkalnego, pomógł wyremontować miejscowy hotel - wymienia Tomasz Lipiński, przewodniczący Rady Miejskiej Polanicy Zdroju. Za zasługi dla miasta samorządowcy przyznali Jamrożemu tytuł honorowego obywatela. W Polanicy kupił on cztery działki warte - jak sam szacuje - około miliona złotych. - Władek potrafi we właściwym czasie znaleźć się w odpowiednim miejscu - mówi zaprzyjaźniony z nim biznesmen z Kłodzka. - Zawsze miał wokół siebie sztab prawników, PR-owców, ekonomistów, analityków - tłumaczy jeden z byłych bliskich współpracowników Jamrożego.
Wieczerzak również jest lekarzem z wykształcenia. Pierwszym jego ważnym stanowiskiem była posada doradcy Dawida Bogatina, prezesa Pierwszego Banku Komercyjnego w Lublinie. W 1998 r. został prezesem PZU Życie. Jest właścicielem dwóch stadnin, trzystu koni i nieruchomości. W 1997 r. kupił za 140 tys. zł działkę w Lublinie, którą dwa lata później sprzedał supermarketowi za pół miliona dolarów. Od Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa wydzierżawił czterystuhektarowe gospodarstwo rolne pod Poznaniem. W 1999 r. nabył spółkę Stadnina Koni Plękity koło Ostródy (budynki i 50 koni wartych jest 2,3 mln zł) oraz stadninę w Jaroszówce koło Legnicy. Na przetargu nabył też kamienicę na warszawskim Mokotowie - za mocno zdewastowany dom zapłacił milion złotych.
Czym "baronowie" będą się zajmować w przyszłości? Grzegorz Wieczerzak nie zdradza swoich planów. Władysław Jamroży być może będzie kandydował w wyborach do parlamentu. Krążą różne opinie, z listy której partii. Nie wyklucza się nawet SLD.

Więcej możesz przeczytać w 13/2001 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0