Tereny łowieckie

Tereny łowieckie

Sezon otwarty.Antysemici z prawicowej Czarnej Sotni znęcają się bez umiaru nad nieszczęsnym ministrem Majkowskim, za nic mając cnotę, która kazała się mu obrzezać dla ułatwienia stosunków z Izraelem. Polska jest dziś terenem prześladowań politycznych. Szczególnie okrutnych. Polityczni sadyści znęcają się bezwstydnie i publicznie nad męczennikami polityki. W ostatnim czasie rozdano tyle palm męczeńskich, że w Niedzielę Palmową słychać będzie od Tatr do Bałtyku jeno płacz i zgrzytanie zębów.

Niedobitki band leśnych pakują na głowę posła Longina Pastusiaka koronę cierniową i - smagając za odważne głoszenie prawdy rzemiennym batogiem po szlachetnych pośladkach - usiłują wypędzić go z grona doradców ministra spraw zagranicznych. Antysemici z prawicowej Czarnej Sotni znęcają się bez umiaru nad nieszczęsnym ministrem Andrzejem Majkowskim za to tylko, że jako niewinne pacholę wykorzystany został brutalnie przez Gomułkę i Moczara, a potem porzucony jak dziwka na rozstajach dróg politycznych. Okrutni prześladowcy za nic mają cnotę, która kazała się Majkowskiemu potem obrzezać dla ułatwienia stosunków (dyplomatycznych) z Izraelem.
Ale to jeszcze nic. Polityczni siepacze zastawiają na drogach publicznych wymyślne pułapki, wnyki i żelaza na ludzi, którzy nie szczędząc dla publicznego dobra własnej wątroby, nerek i innych wątpi na czworakach pełzną do własnych samochodów, aby zdążyć na kolejny bankiet z przedstawicielami ludności spragnionej miłości i dobroci władzy. Politycznie manipulowana policja urządza polowania z nagonką na burmistrzów, starostów i wojewodów, a umoczywszy alkomat we krwi niewinnej, woła triumfalnie "Darz bór", kiedy się okazuje, że ofiara nie jest zaszczepiona immunitetem. Wiceministra Roberta Lipkę wytytłano w smole i pierzu i przegnano z MON tylko dlatego, że chciał walczyć z pijaństwem w wojsku.
Rozciąga się na strasznych torturach sędziów i prokuratorów za to tylko, że z poświęceniem biesiadują z nie zdemoralizowanymi jeszcze reprezentantami przestępczości zorganizowanej w nadziei, że własnym szlachetnym przykładem popchną ich na właściwą drogę i przywrócą na łono społeczeństwa. Wszak nic nie jest tak zaraźliwe jak wzorzec osobowy.
Najokrutniejsze prześladowania dotykają urzędników państwowych, których usuwa się ze stanowisk, waląc po łbie pretekstem tak długo, aż na ich ustach zamrze urzędnicze eppur si muove! - to polityka. Władysława Jamrożego wyszczuto politycznie z Totalizatora Sportowego podobno tylko dlatego, że Marian Krzaklewski nigdy nie trafił więcej niż trójkę. Dyrektorowi portów lotniczych Maciejowi Kalicie nie pomógł bohaterski odpór prześladowaniom i przyspawanie się do dyrektorskiego fotela. Pachołkowie Jerzego Widzyka i tak go w końcu odrąbali. Jest strasznie jeszcze i dlatego, że w atmosferze powszechnych prześladowań szerzy się masochizm i pożądanie męczeństwa. Osoby wcale bądź niedostatecznie prześladowane wołają o utoczenie im krwi.
Za czasów Nerona Rzymianie rozsiadali się w Circo Maximo, aby sobie popatrzeć na pożeranie chrześcijan przez dzikie zwierzęta. Rzymianie pojadali owoce, wypluwając pestki i skórki na podłogę, a zwierzęta na arenie pojadały chrześcijan. Dziś Polacy siedzą przed telewizorem, popijają piwo, pojadają chipsy, sypiąc okruchy na spodnie, i przyglądają się męczennikom polityki rzucanym na pożarcie opinii publicznej. Kto nie jest w tym gronie, kto nie ma stygmatów męki politycznej, czuje się niedowartościowany. Gorszy. Niedoceniany. Zepchnięty na margines.
To nie tak dawno, kiedy pan poseł Adam Słomka, nie mogąc się doczekać łamania kołem i hiszpańskich butów, deklarował, że nie traci nadziei, że zostanie aresztowany i skazany. Gdy pan Kazimierz Świtoń wyrażał wiarę w to, że zostanie zamordowany, i to wkrótce. I że czeka na śmierć męczeńską z pewną niecierpliwością. Pan Andrzej Lepper, ukarany bezwzględnie za przestrzeganie prawa i wierność zasadom oraz umiłowanie prawdy przez zbrodniczy reżim stalinowski Buzka nieludzką grzywną, oświadcza, że chce te pieniądze koniecznie odsiedzieć, i to w karcerze o wodzie bez chleba. Zaiste, wielka jest w tych panach potrzeba otrzymania palmy męczeństwa. Polacy bardzo są wrażliwi na martyrologię i cierpienie, osoby represjonowane mogą liczyć u nas na sympatię i poparcie, niezależnie od racji.
Ale okrucieństwo i bezwzględność aparatu państwowego polega też na tym, że nie każdego chce prześladować. Czasy nie są dobre dla ochotniczych kandydatów na męczenników. Za Nerona łatwiej było trafić lwu do paszczy. Dziś rząd kalkuluje i kombinuje - rzucić tego łajdaka na arenę czy go zlekceważyć. Publiczność zrobiła się kapryśna, nie wiadomo, czy będzie oklaskiwać lwa i rzucać pomadki deserowe w jego zbryzganą posoką paszczę, czy też obrzuci kwiatami obgryzione do czysta kości męczennika i będzie na nie głosować w wyborach. Na zapleczu cyrku lwy naradzają się z pogromcami, co się bardziej opłaca.
Mówi się, że Platformie Obywatelskiej brak programu. Ale tak naprawdę brakuje jej politycznego męczeństwa. Cierpienia za wiarę we własną słuszność. Prędzej czy później platforma musi rzucić kogoś na pożarcie. Bez tego będzie i nudna, i arogancka zarazem. Moim kandydatem jest Jan Maria Rokita, dla którego platforma może się okazać zapadnią na arenę. Ale to nic, bo dopiero wtedy ozdoba radiowych i telewizyjnych salonów politycznych samozrealizuje się w pełni.
Sezon dopiero się zaczął. I jeśli męczennicy nie pożrą lwów, pogromców i publiczności, będziemy mieli świetne przedstawienie.

Więcej możesz przeczytać w 13/2001 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0