Cyberpiraci

Cyberpiraci

Dodano:   /  Zmieniono: 
Prawie w każdej firmie w Polsce używa się kradzionego oprogramowania

Blady strach padł na wielu polskich przedsiębiorców. Po zapowiedziach kontroli firm i sprawdzeniu kilkuset z nich okazało się, że niemal w każdej używa się kradzionego oprogramowania.


 W kilkunastu wielkopolskich przedsiębiorstwach zarekwirowano ponad 40 komputerów i 102 płyty z nielegalnymi programami. Na liście firm, w których używano pirackich aplikacji, znalazła się duża agencja reklamowa Young & Rubicam Poland, polski oddział firmy Lisner, Grupa Inwestycyjna Hossa z Gdyni i wiele innych dużych przedsiębiorstw. Nielegalne oprogramowanie znaleziono także w większości przeszukanych przez policję kawiarenek internetowych. Tylko w ubiegłym roku straty producentów spowodowane piractwem w Polsce wyniosły 165 mln dolarów. - Możecie uważać, że piraci okradają tylko nas, twórców oprogramowania. To nieprawda. Piractwo wpływa na kondycję gospodarki, wysokość wynagrodzeń i podatków, a przede wszystkim podwyższa ceny programów komputerowych - powiedział prezes Microsoftu Steve Ballmer.

Piractwo powszechne
60 proc. programów użytkowanych jest w Polsce nielegalnie - donoszą raporty Business Software Alliance, organizacji zajmującej się ochroną praw autorskich. Rozpoczęta pod koniec 2000 r. antypiracka krucjata BSA nie przyniosła do tej pory spodziewanych efektów. Mimo ogłoszonej wówczas 45-dniowej abolicji dla piratów nie odnotowano znacznego wzrostu sprzedaży legalnych programów. Znaczy to, że odsetek pirackiego oprogramowania wykorzystywanego w firmach się nie zmniejszył.
W 1999 r. wszczęto tylko pięćset postępowań przeciwko osobom korzystającym z nielegalnego oprogramowania, a w ubiegłym roku, mimo przeprowadzenia kilku akcji, niespełna tysiąc. Mimo to rzadko słyszy się o skazaniu winnych tego procederu. Zazwyczaj sprawy są umarzane ze względu na znikomą szkodliwość społeczną czynu. - Gdy ktoś kradnie własność intelektualną, jaką są programy, na przykład za ponad 100 tys. zł, często unika odpowiedzialności. Gdyby ukradł samochód o takiej wartości i został na tym przyłapany, pewnie by mu się to nie udało - z goryczą mówi Krzysztof Janiszewski, zajmujący się problemami nielegalnego oprogramowania w polskim oddziale Microsoftu.
Pirackim procederem trudnią się również duże firmy handlujące sprzętem. Oferują klientom "promocyjną" instalację oprogramowania w zakupionych u nich komputerach. - Tak robią prawie wszyscy. Przy tak dużej konkurencji nie moglibyśmy nie dodawać klientom czegoś ekstra, bo odeszliby do kogoś innego - mówi pracownik jednego ze sklepów z komputerami w centrum Warszawy. Także serwisy komputerowe, mimo zobowiązania do kontroli legalności oprogramowania, nie sprawdzają pod tym względem programów w naprawianych urządzeniach!
Dostęp do pirackich aplikacji ułatwiają giełdy komputerowe. Właściwie przed każdą kręcą się w oczekiwaniu na klientów chłopcy z listami oferowanych płyt kompaktowych. - Na giełdach często trafiają się profesjonalne systemy baz danych, programy fakturujące i tworzące kosztorysy. Takie płytki z pewnością wykorzystują firmy - opowiada przedstawiciel BSA. Piraci są praktycznie bezkarni, mimo że za przestępstwo to grozi kara do trzech lat. - Niedawno na giełdzie zatrzymano mężczyznę, który handlował nielegalnym oprogramowaniem . Pirackie kopie zatrzymano, spisano dane sprawcy i wypuszczono go. Wkrótce okazało się, że sprawę trzeba umorzyć, gdyż nie można ustalić miejsca jego pobytu - opowiada Magda Sawicka ze zrzeszonego w BSA Symanteca.

Pierwsze sukcesy
- W agencji reklamowej Young & Rubicam Poland policja i detektywi wynajęci przez BSA wykryli nielegalne oprogramowanie m.in. Corela, Microsoftu i Symanteca. W ramach rekompensaty agencja zaproponowała nie tylko wynagrodzenie poniesionych strat, ale również przyczynienie się do rozpowszechniania w pismach branżowych informacji o skutkach nabywania i używania pirackich aplikacji.
W styczniu tego roku w wyniku przeprowadzonej przez BSA kontroli firm w zachodniej Polsce wykryto nielegalne oprogramowanie w oddziale firmy Lisner. Wartość strat została wstępnie oszacowana na 135 tys. zł. Funkcjonariusze policji oraz pracownicy działającej na zlecenie BSA agencji detektywistycznej znaleźli łącznie ponad tysiąc płyt z nielegalnym oprogramowaniem. Prawie 70 podejrzanych komputerów przekazanych zostało w ręce ekspertów, którzy zweryfikowali zainstalowane w nich aplikacje. Zatrzymano piętnaście osób. W lutym firma zawarła ugodę z BSA. Zobowiązała się do zapłacenia na rzecz BSA i dwóch domów dziecka ponad 106 tys. dolarów. To na razie najwyższe w Polsce odszkodowanie z tytułu kradzieży praw autorskich.

Brak kontroli
Piractwo w firmach, jak wynika z danych udostępnianych przez BSA, wynika głównie z braku świadomości przestępstwa. Zarządy dużych przedsiębiorstw często nie zdają sobie sprawy, że jest nim nie tylko używanie nielegalnych kopii, ale także instalowanie legalnych programów na większej liczbie komputerów niż przewiduje licencja. Zdarza się także, że w wyniku kontroli firma ponosi konsekwencje korzystania przez pracownika z pirackiego oprogramowania nawet nie związanego z działalnością przedsiębiorstwa.
Aby umożliwić pracodawcom kontrolowanie komputerowych zasobów firm, BSA udostępniła na swoich stronach internetowych służący do tego darmowy program. - Wyniki pracy aplikacji udostępniane są tylko jej użytkownikowi, nie są wysyłane na przykład Internetem. Samo sprawdzenie, nawet jeżeli stwierdzi się obecność nielegalnych kopii, nie ma więc żadnych skutków prawnych - opisuje zalety programu Krzysztof Janiszewski.

Tracą wszyscy
Samo stwierdzenie, że firma korzysta z nielegalnego oprogramowania, to w polskich realiach niewiele. Filmy reklamowe, na których szef wyprowadzany jest w kajdankach, przedstawiają sytuację w sposób mocno przesadzony. Skutki opieszałości działania wymiaru sprawiedliwości w walce z piratami odczuwają natomiast użytkownicy legalnego oprogramowania. I to dotkliwie, bo na własnej kieszeni. Wiele zagranicznych firm, obawiając się piratów, nie wprowadza na polski rynek swoich produktów. Inne muszą się uciekać do stosowania dodatkowych zabezpieczeń przeciw kopiowaniu i nielegalnemu użytkowaniu, a to podnosi koszty produkcji i w konsekwencji cenę. Polskie firmy programistyczne nie mogą się z kolei rozwijać i funkcjonują na granicy opłacalności.

Więcej możesz przeczytać w 14/2001 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0