Koniec początku

Koniec początku

Rozmowa z CARLY FIORINĄ, prezes zarządu koncernu Hewlett-Packard
 

 

Krzysztof Król: Rozumie pani lęki i protesty przeciwników globalizacji?
Carly Fiorina: Rozumiem, ale globalizacja to przede wszystkim wielka szansa. Uważam, że nic nie może jej powstrzymać, a osoby żyjące we współczesnym świecie muszą się z nią pogodzić. Przyznaję jednak, że nowe zjawiska rodzą także wielkie wyzwania, choćby w sferze środowiska pracy oraz infrastruktury technologicznej. Hewlett-Packard je podejmuje, na przykład nasz stosunek do pracowników jest taki sam we wszystkich krajach. Każdy zatrudniony w naszej firmie ma możliwość zakupu akcji giełdowych. W niektórych krajach byliśmy pierwszą firmą, której pracownicy korzystali z takiej sposobności.
- Czy jesteśmy świadkami narodzin swego rodzaju korporacyjnego patriotyzmu, polegającego na tym, że pracownicy bardziej identyfikują się z firmą niż z państwem?
- HP Polska działa jako firma polska. Wszyscy jej pracownicy to Polacy. Nasz sukces wynika właśnie z tego, że w Polsce działamy jako Polacy, w Chinach jako Chińczycy, a w Stanach Zjednoczonych jako Amerykanie. Nie wydaje mi się, by sukces firm globalnych mógł powodować wymieranie kultur narodowych. Oczywiście, są pewne wartości i praktyki spajające wszystkich pracowników: strategia, dziedzictwo. Nigdy jednak nie chcielibyśmy, aby nasz polski pracownik doszedł do wniosku, że bycie Polakiem jest mniej ważne niż bycie pracownikiem HP. Czerpiemy siłę z odmienności. Nie zmierzamy więc w kierunku "globalnego ujednolicenia", ale łączymy wartości i przekonania różnych osób z wielu krajów.
- Czy jednak wielkie koncerny obracające gigantycznymi pieniędzmi, zatrudniające setki tysięcy ludzi, często wręcz organizujące życie swych pracowników i ich rodzin, nie są już quasi-państwami?
- Nie. Uważam nawet, że byłoby to bardzo niebezpieczne. Oczywiście mamy swój wkład w rozwój krajów, w których działamy. Stworzyliśmy program "cyfrowej wioski", za którego pośrednictwem dostarczamy społeczeństwu nowe technologie. To jest właśnie nasz wkład w sferę społeczną. Nie jesteśmy jednak państwem w państwie i nie chcemy odgrywać takiej roli. Mamy zupełnie inny rodzaj władzy i inne interesy.
- Rozporządza pani na globalnym rynku gospodarczym znacznie większymi finansami niż wiele rządów...
- Mówiąc, że nie można porównywać nas do rządu w państwie, wcale nie chciałam umniejszać roli prezesów firm. Nasze cele są jednak inne niż cele administracji państwowej. Jesteśmy firmą nastawioną na zysk. Nie zależy nam na władzy, ale na pieniądzach. Władzę definiuję jako wpływ na życie ludzi, tak więc minister finansów ma większą władzę - nie z powodu wielkości kapitału, jakim dysponuje, ale ze względu na siłę oddziaływania na losy ludzi.
- Firmy z branży nowych technologii dużo ostatnio straciły na giełdach. To przejściowy kryzys?
- To z pewnością okres przejściowy, który nazywam "końcem początku". Mamy także do czynienia z procesami konsolidacji i surowej weryfikacji rynkowej. Stajemy w obliczu głębokich przemian wynikających z popularyzacji Internetu, urządzeń przenośnych, nowych technologii. Te czynniki będą miały niewyobrażalny wpływ na nasze życie.
- Najwięcej jednak straciły właśnie firmy internetowe.
- Na giełdzie zorientowano się, że do odniesienia sukcesu nie wystarczy końcówka .com w nazwie firmy. Akcjonariusze doszli do wniosku, że ważna jest dochodowość, że za nazwą musi się kryć wymierna wartość. Niższe kursy na giełdzie wynikają także ze sprowadzenia do realnych wymiarów wartości relacji pomiędzy ceną a zyskiem. Do niedawna sporo przedsiębiorstw miało ten wskaźnik na poziomie 80, 100 czy nawet 120. Graniczyło to z absurdem. Poza tym powinniśmy już zacząć rozróżniać pojęcia technologii i produkcji. HP od wielu lat wykorzystuje możliwość zlecania produkcji na zewnątrz. Sami wytwarzamy tylko te produkty, z którymi łączy się szczególna wartość intelektualna. Wszystkie nasze pecety powstają u partnerów - jesteśmy wzajemnie uzależnieni. Mamy jasne parametry, według których mierzymy postępy. To przykład współpracy, w której każdy koncentruje się na tym, co potrafi najlepiej. To jest właśnie najlepiej pojęta "globalizacja".
- Kiedy nadejdzie zapowiadany przez futurologów moment, w którym nadrzędna stanie się informacja i koncepcja działania, a sama produkcja będzie mniej istotna?
- To zależy od tego, jak traktować tego rodzaju przewidywania. Jeśli ktoś prognozuje, że produkcja zupełnie zaniknie, to nie warto zaprzątać sobie głowy jego wizjami. Przecież produkty muszą być wytwarzane. Uważam jednak, że firmy i państwa coraz częściej zdają sobie sprawę z tego, że najważniejszą wartością są idee, a nie dobra materialne. W Polsce rozmawiałam z przedstawicielami banków i jeden z nich powiedział: "My już nie zajmujemy się pieniędzmi, zajmujemy się informacjami o pieniądzach". Pieniądze w ujęciu materialnym coraz bardziej tracą na znaczeniu, natomiast informacje o nich - to jest dopiero bogactwo. Pod tym względem wkraczamy już w erę informacji - liczą się idee i wiedza. Wynikają z tego istotne konsekwencje dla państw i firm. Firmy muszą zdać sobie sprawę z tego, że najważniejszą wartością, jaką należy chronić, są pomysły pracowników. Państwa muszą natomiast położyć nacisk na edukację. Oznacza to również, iż kraje będą włączały się w gospodarkę globalną nie dlatego, że są bogate, czy mają korzystne położenie geograficzne, ale z powodu intelektualnego potencjału swych obywateli. To otwiera wielkie możliwości.
- Czy przyjeżdżając ze Stanów Zjednoczonych do Europy, nie odniosła pani wrażenia, że to rzeczywiście "stary kontynent"?
- O nie, w żadnym wypadku! Europa wyprzedza Stany Zjednoczone w kilku istotnych dziedzinach, zwłaszcza pod względem rozwoju telefonii komórkowej, która jest równie ważnym elementem współczesnej informatyki jak Internet. Uważam, że sposób postępowania wielu europejskich przedsiębiorstw internetowych przynosi długotrwałe i bardziej wymierne efekty niż działania firm amerykańskich z tej branży. Europa nie dorównuje jednak Ameryce, a często nawet Azji, w stopniu zastosowania informatyki do transformacji biznesu. W tej dziedzinie konieczny jest największy postęp.

Okładka tygodnika WPROST: 15/2001
Więcej możesz przeczytać w 15/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0