Fundacja Pruszków

Fundacja Pruszków

Jak zarobić krocie na działalności charytatywnej .To nie agencje towarzyskie, lombardy, komisy samochodowe, nocne kluby, restauracje, dyskoteki, sklepy czy wytwórnie fonograficzne były największą i najwydajniejszą pralnią brudnych pieniędzy Pruszkowa. Dziesiątki milionów złotych rocznie najgroźniejszy polski gang przepuszczał przez fundacje organizujące pomoc dla chorych dzieci, bezrobotnych i ubogich.
 Szefem i założycielem największej z nich - Daru Życia - był Paweł M., pseudonim Małolat, jeden ze skarbników pruszkowskiej mafii. To na niego kilka miesięcy temu czekali policjanci z Centralnego Biura Śledczego na strzelnicy w Rembertowie. Sprawa stała się głośna, gdy politycy SLD, którzy w tym miejscu zorganizowali sobie towarzyskie spotkanie, oskarżyli funkcjonariuszy o nielegalną inwigilację.

Transfery brudnych pieniędzy
Mechanizm prania pieniędzy był wyjątkowo prosty. Kilku ludzi Pruszkowa przygotowało dokumenty powołania fundacji Dar Życia i złożyło wniosek do sądu gospodarczego o jej zarejestrowanie. W statucie wpisywano, że realizując wzniosłe cele, fundacja będzie prowadziła działalność gospodarczą. Po decyzji sądu rozpoczęto akcje charytatywne, które najczęściej polegały na transferowaniu brudnych pieniędzy na konto fundacji. Policjanci z CBŚ ustalili, że wpłacały nie tylko firmy należące do gangu, ale także znani przedsiębiorcy, których z Pruszkowem łączyły wspólne inwestycje kapitałowe. Wielkość wpłacanych kwot była w praktyce nieograniczona, a fundacja była zwolniona z opodatkowania - pod warunkiem, że zyski przeznaczała na cele statutowe. Wkrótce okazało się, że jedna fundacja to za mało, dlatego założono pięć następnych.
W marcu tego roku policja zatrzymała głównego fundatora Pruszkowa, czyli Pawła M. Prokuratura zarzuca mu udział w związku przestępczym o charakterze zbrojnym. W 1994 r. antyterroryści znaleźli w mieszkaniu jego konkubiny prawdziwy arsenał: wyrzutnię granatów przeciwpancernych typu bazooka, którą można niszczyć czołgi, granaty zaczepne RG-42 i pistolety. A oprócz tego druki ubezpieczeń, blankiety dowodów rejestracyjnych oraz odpraw celnych, umożliwiające legalizację kradzionych samochodów. Kradzieże aut były zresztą ulubionym zajęciem Pawła M., zanim został skarbnikiem gangu (dla siebie ukradł trzy luksusowe limuzyny).
Miesiąc przed śmiercią Andrzeja Kolikowskiego, pseudonim Pershing (w grudniu 1999 r.), Paweł M. pojawił się u notariusza w towarzystwie Sławomira K., Włodzimierza N. i Jerzego K. Właśnie ta czwórka została założycielami fundacji Dar Życia. Małolat wymyślił - co zostało zapisane w statucie - szczytne cele działania fundacji: niesienie pomocy chorym dzieciom, wspomaganie niepełnosprawnych, zakup specjalistycznego sprzętu medycznego, żywności i lekarstw, a nawet finansowanie skomplikowanych operacji. Jak ustaliliśmy, fundacja miała siedzibę w pomieszczeniach małej warszawskiej firmy, zajmującej się handlem artykułami papierniczymi. Statut Daru Życia był tak skonstruowany, że fundacja mogła nie tylko prowadzić działalność gospodarczą, ale także tworzyć oddziały, filie, przystępować do różnych spółek. Dochody fundacji stanowiły darowizny, spadki oraz subwencje, w tym od instytucji państwowych.

Nadzór, czyli nikt nic nie wie
Paweł M. i jego pruszkowscy koledzy postanowili prać brudne pieniądze w fundacjach, trafnie oceniając, że policja dobrze zna tradycyjne metody, na przykład poprzez pralnie chemiczne Jerzego W. Zanim szefowie Pruszkowa wpadli na pomysł założenia fundacji, pieniądze prano także poprzez firmy szantażowanych biznesmenów. Metoda ta była jednak czasochłonna, a poza tym "swoim" biznesmenom trzeba było coś dać, czyli najczęściej anulować część zobowiązań. Po drugie, fundacja niosąca pomoc chorym dzieciom, inwalidom czy bezrobotnym raczej nie wzbudzała podejrzeń. Tym bardziej że Paweł M. dbał o pozory: powołał nawet pełnomocnika ds. opieki zdrowotnej i pomocy społecznej. Został nim 63-letni Paweł Ż.
Celowo wybrano fundację podlegającą nadzorowi Ministerstwa Zdrowia, gdyż resort ten chyba najmniej interesował się losem podległych mu instytucji. We wrześniu 2000 r. sąd gospodarczy przesłał do ministerstwa odpis statutu fundacji Dar Życia i najpewniej trafił on do szuflady jakiegoś urzędnika. Gdy pytaliśmy, czy ministerialni urzędnicy wiedzą cokolwiek o działalności fundacji Pawła M., od Andrzeja Troszyńskiego, p.o. rzecznika prasowego resortu zdrowia, usłyszeliśmy: - Pierwsze słyszę. Nic nie wiemy na temat tej fundacji, nie mamy żadnych danych.

Jak stworzyć maszynkę do prania pieniędzy
Kapitał założycielski fundacji Dar Życia ustalono na 5 tys. zł. Sumę tę wpłacili solidarnie wymienieni wyżej czterej fundatorzy. Oni też znaleźli się w zarządzie fundacji. Po dziewięciu miesiącach nastąpiły pierwsze zmiany kadrowe. Z fotela wiceprezesa odwołano Jerzego K., a jego miejsce zajął Bogdan S. Była to zwykła maskarada - chciano sprawić wrażenie, że fundacja nie jest martwą instytucją. Skontaktowaliśmy się z członkami zarządu. Nie dość, że nie chcieli o fundacji rozmawiać, to jeszcze twierdzili, iż niczego razem z Pawłem M. nie zakładali.
W październiku ubiegłego roku Paweł M. próbował przeprowadzić istotne zmiany w statucie fundacji, co pozwoliłoby mu na radykalne zwiększenie obrotów. Sąd nie zgodził się na to. Małolat chciał zastosować prosty wybieg, proponując prowadzenie działalności gospodarczej za pośrednictwem lub w imieniu osób trzecich. Dodatkowo Dar Życia miał się zajmować doradztwem, marketingiem, usługami transportowymi, czyli tak naprawdę wszystkim. W ten sposób fundacja stałaby się bardzo wydajną maszynką do prania brudnych pieniędzy. Policjanci prowadzący dochodzenie w tej sprawie twierdzą, że po zmianach w statucie poprzez Dar Życia i powiązane z tą fundacją instytucje można byłoby wyprać około 50 mln zł rocznie. Ile pieniędzy wyprano do czasu aresztowania Pawła M. - nie wiadomo. Najniższe szacunki mówią o 5 mln zł. Co ciekawe, po wpadce Pawła M. metoda prania "na fundacje" wcale nie została zarzucona. Prokuratura Okręgowa w Warszawie oraz Centralne Biuro Śledcze poszukują innych fundacji Pruszkowa, m.in. podległych resortom kultury, pracy i polityki społecznej, obrony.

Okładka tygodnika WPROST: 15/2001
Więcej możesz przeczytać w 15/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 2
  • bez-nazwy IP
    Miller to kapus współpracuje z cbs