Śmierć załatwiacza

Śmierć załatwiacza

Dlaczego zginął Jacek Dębski, były minister sportu? "Jestem Dębski, Jacek Dębski. Powiedz, co mógłbym dla ciebie załatwić, a będzie załatwione" - tak często przedstawiał się były minister sportu. Najbardziej prawdopodobną przyczyną jego śmierci - jak dowiedzieliśmy się od policjantów prowadzących śledztwo - są nie spełnione obietnice załatwienia różnych spraw, za które brał wysokie zaliczki.
 



W kilkunastu ostatnich miesiącach Jacek Dębski wziął zaliczki za załatwienie wygranej w przetargach, zleceń na prace budowlane, sprzedaży atrakcyjnych nieruchomości, przekształcenia terenów rolniczych w budowlane, za załatwienie kredytu lub wsparcia z funduszy europejskich. Łącznie od kilkudziesięciu osób Dębski wziął kilkaset tysięcy złotych. - Kłopot polega na tym, że brał pieniądze nie tylko od biznesmenów, ale i gangsterów, którzy dużo inwestują, szczególnie w nieruchomości - mówi oficer komendy stołecznej. Już pod koniec ubiegłego roku część z nich zażądała zwrotu zaliczek.
Marek N. z Anina, jeden z wierzycieli, opowiedział, że kiedy on i inne osoby domagali się zwrotu pieniędzy, były minister sportu prosił o zwłokę i obiecywał, iż sprawy jednak załatwi. Gdy tak się nie działo, wierzyciele straszyli, że ucierpi na tym on sam albo rodzina. W rewanżu Dębski odgrażał się, że naśle na nich UOP i Centralne Biuro Śledcze. Że wystarczy jeden jego telefon, by ich "załatwić". Mniej więcej miesiąc temu w restauracji na warszawskim Mokotowie doszło do szarpaniny między Dębskim i jednym z wierzycieli. Były minister zadzwonił gdzieś i po chwili pod lokal podjechało pięciu łysych osiłków. Policjant, który był wówczas przypadkowo w restauracji, rozpoznał wśród nich dwóch "żołnierzy" gangu z Wołomina. Potem ustalił, że Wołomin wierzył jeszcze wówczas w możliwości Dębskiego. Było to o tyle wiarygodne, że eksministra widywano wtedy często w towarzystwie znanych biznesmenów, a także byłych wysokich urzędników MSWiA.
Pod koniec lutego tego roku wierzyciele zorientowali się, że groźby Dębskiego, powołującego się na układy w UOP i CBŚ, są gołosłowne. Byłego ministra zaczęto mocniej naciskać, a jednocześnie ostrzeżono innych, by nie płacili zaliczek. Przed zemstą chroniło Dębskiego to, że dalekim krewnym jego żony był Jeremiasz Barański, pseudonim Baranina, rezydent Pruszkowa w Wiedniu. Do Barańskiego Dębski zresztą od czasu do czasu dzwonił, lecz raczej nie prowadził z nim interesów. Policjanci sprawdzają billingi rozmów Dębskiego i wiadomości głosowe w jego skrzynce. Podejrzewają, że mogły się tam zachować ostrzeżenia i groźby.
Jacek Dębski nie tylko powoływał się na swoje znajomości w UOP i policji, ale próbował też pożyczyć pieniądze, by spłacić niektórych wierzycieli. Bez powodzenia. Umawiał się ze znajomymi z urzędów centralnych, chcąc załatwić sprawy, a conto których wziął pieniądze. Tu też niewiele wskórał, bo większość znajomych już wiedziała o jego kłopotach.
Zabójstwo Jacka Dębskiego, a wcześniej gen. Marka Papały i nie wyjaśniona do końca śmierć Ireneusza Sekuły, są - zdaniem policjantów - przykładami przenikania się w Polsce świata poli-tyki i przestępczego podziemia. Zwornikiem między tymi światami są byli oficerowie służb specjalnych. Policjanci ustalili, że kilku byłych esbeków znajdowało się w kręgu towarzyskim Jacka Dębskiego. Podejrzewają, że to dzięki ich układom byłemu ministrowi sportu tak długo udawało się uniknąć zemsty.
Najpoważniejsza hipoteza śledztwa zakłada, że Jacka Dębskiego zastrzelił - bądź to komuś zlecił - jeden z wierzycieli. Ale policjanci nie wykluczają też wątku osobistego. Kinga Galińska, znana jako Inka, która towarzyszyła Dębskiemu przed śmiercią, miała także innego adoratora. Mniej więcej miesiąc temu pobił się on z Dębskim na parkingu w centrum Warszawy. Nie była to zresztą pierwsza publiczna bójka byłego ministra. Niedawno w łódzkiej restauracji Orfeusz bił się z miejscowym biznesmenem.
Inka w dniu zabójstwa częs-to rozmawiała przez telefon, jest więc prawdopodobne, że jednym z jej rozmówców był mężczyzna, który zaczepił Dębskiego na parkingu. Policjanci sprawdzają, czy to on czekał na zewnątrz, a kiedy Dębski i Galińska wyszli z restauracji Casa Nostra, strzelił do ministra. Świadkowie zeznali, że tuż po tym, jak usłyszeli strzał, zobaczyli dwie osoby - kobietę i mężczyznę - oddalające się szybko z miejs-ca zbrodni. Tymczasem Kinga Galińska wyszła z restauracji razem z Jackiem Dębskim, lecz po znalezieniu zwłok w pobliżu jej nie było. Do prokuratury zgłosiła się sama (w towarzystwie adwokata) po południu następnego dnia. Policja przypuszcza, że jej zeznania są kluczem do wyjaśnienia zagadki śmierci Jacka Dębskiego. Na razie wyjaśnienia Kingi Galińskiej są w wielu punktach sprzeczne.

Okładka tygodnika WPROST: 16/2001
Więcej możesz przeczytać w 16/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0