Siec wielkich braci

Siec wielkich braci

Kamery internetowe pokazują to, o czym twórcy telewizyjnych reality shows mogą tylko marzyć. Dzięki internetowym kamerom można w czasie rzeczywistym oglądać nurkowanie w rafach koralowych, przejazd taksówką przez Berlin, stado słoni na afrykańskiej sawannie, sceny z więzienia stanowego w Arizonie; można podglądać tysiące ludzi, którzy się rozbierają, ubierają, kochają, jedzą obiad albo biorą kąpiel.

Reality shows w stylu programów "Big Brother", "Dwa światy" i "Wyspa pokus" internauci oglądają i tworzą od kilku lat.
W Internecie nie trzeba czekać na kolejną edycję programu (jak w telewizji) i być uzależnionym od dobrej woli producenta. Można wziąć sprawy we własne ręce. Wystarczy kupić niedrogą kamerę internetową (kosztuje 200--300 zł) i podłączyć ją do komputera. Zwykle nabywa się ją wraz z łatwym do instalacji i obsługi oprogramowaniem służącym do internetowej emisji obrazu. Ze stworzeniem własnej strony WWW - na której będziemy pokazywać to, co zarejestrujemy - również nie ma problemu. Niemal wszystkie portale udostępniają darmową przestrzeń na swoich serwerach, proponując jednocześnie gotowe szablony witryn. Nie musimy zatem wiedzieć wiele ani o sprzęcie, ani o programowaniu, by zaistnieć w Internecie jako bohater "Big Brother".

JenniCam, czyli wszystko na pokaz
Pierwsze kamery sieciowe internauci instalowali w swoich domach. Początki były skromne: stawiali kamery na monitorach komputera, na biurku, w kącie - wspominają na stronach WWW amerykańscy pionierzy sieciowego podglądactwa. Mania transmitowania obrazu z domowych pieleszy szybko się w Internecie upowszechniła. Niektórzy traktowali to jak jednorazowy eksperyment, doświadczenie trwające kilka tygodni czy miesięcy, inni - na przykład słynna Jennifer prowadząca witrynę JenniCam - bawią się w internetowego "Wielkiego Brata" nieprzerwanie od kilku lat.
Wraz z rozwojem technologii i spadkiem cen kamery sieciowe stały się wszędobylskie. Powędrowały do kuchni i przedpokojów. Rozwijały się także serwisy, za pomocą których można było internautę lub internautkę podejrzeć. Na tych, którzy opuścili dzień transmisji, czekały archiwa gromadzące pliki wideo z zapisem najciekawszych sekwencji albo serie zdjęć. "Miło jest mieć świadomość, że w moim niewielkim mieszkaniu oprócz mnie może przebywać naraz tak wielu gości z całego świata" - napisała w opublikowanym w sieci pamiętniku 26-letnia Agnes, na co dzień zajmująca się grafiką reklamową.

Seks na żywo
Przełamywano kolejne tabu: kamery instalowano w toaletach i sypialniach. Często okazywało się, że głównym powodem zakładania stron WWW z transmisjami na żywo był nie tyle zamiar dokumentacji codziennych czynności internautów, ile chęć pokazania ich intymnych czynności. W sieci istnieje wiele witryn, na których można oglądać kobiety prezentujące swoje wdzięki specjalnie przed kamerą. Zdjęcie stanika to doskonałe działanie marketingowe - wzrost zainteresowania stroną można osiągnąć już po kilkudziesięciu sekundach. Wystarczy, by choć jeden z sieciowych podglądaczy rozesłał e-mailem informacje o rozbieranej scence.
Ekshibicjonistycznego charakteru kamer internetowych nie omieszkali wykorzystać specjaliści od sieciowej pornografii. Pojawiło się mnóstwo witryn proponujących podglądanie striptizerek. Powiększała się zarówno liczba bezpruderyjnych dam, jak i urządzeń rejestrujących ich ponętne ruchy. Dziś można natrafić na mikroportale, na których naraz rozbiera się kilkanaście dziewczyn podglądanych przez prawie sto kamer. Te strony mają jednak dla zwykłych użytkowników sieci jedną podstawową wadę - są płatne.

Kamera w pracy
Z mieszkań i domów internetowe kamery szybko przeniosły się do miejsc pracy. Malcolm z Nowego Jorku, jeden z pierwszych internautów, który zainstalował kamerę w pracy - w serwisie sprzętu komputerowego - musiał ją po kilku tygodniach wyłączyć. Szef zarzucił mu, że zbyt dużo czasu poświęca strojeniu się w kolorowe T-shirty, którymi chciał zwrócić uwagę wchodzących na jego stronę internautek. Zapaleni internauci, pracujący w najdziwniejszych porach - w nocy lub nad ranem, zaczęli nie tylko przesyłać wiadomości tekstowe, ale też oferować filmy z sobą w roli głównej. O tym, jak często kamery internetowe bywają umieszczane w miejscach pracy, najlepiej świadczy tytuł jednej z witryn emitujących obraz z kalifornijskiej serwerowni: "Another Boring Webcam" ("Jeszcze jedna nudna kamera sieciowa").
Na umieszczenie kamer internetowych w pomieszczeniach służbowych często decydują się stacje radiowe i telewizyjne. - Zainstalowanie kilku kamer w studiach pozwala nam poczuć bliższą więź ze słuchaczami - mówi wieloletni pracownik Radia Bawarskiego z Monachium. Pokazywanie przez całą dobę spikera radiowego pomaga mu w prowadzeniu długich i nużących nocnych audycji. Z kolei właściciele i menedżerowie stacji telewizyjnych, gdzie obróbka oraz przekaz obrazu jest podstawowym zajęciem, traktują instalowanie dodatkowych kamer internetowych jak rzecz oczywistą. Urządzenia te pojawiły się także w innych firmach - na przykład Henry Jordan z Daytona Beach na Florydzie wsławił się tym, że pierwszy zainstalował kamerę sieciową w zakładzie jubilerskim.

W 80 kliknięć dookoła świata
W sieci istnieje wiele stron pokazujących na przemian widoki z tysięcy miejsc na całym globie. W wypadku kamer umieszczonych na zewnątrz pierwsze sieciowe transmisje przeprowadzano z ulic i placów europejskich, amerykańskich i japońskich miast. Dziś jest to jedna z najbardziej popularnych kategorii przekazu wideo w Internecie. W Polsce już w kilkudziesięciu miastach działają kamery rejestrujące to, co dzieje się na ulicach. Montuje się je najczęściej na dachach domów. Wchodząc na stronę www.krakow.pl, zobaczymy filmowany szerokim obiektywem krakowski Rynek Główny. Z kolei na stronie Gdańska można obserwować mieszkańców Trójmiasta spacerujących Długim Rynkiem i podziwiających fontannę Neptuna.
Internetowe kamery bywają bardzo użyteczne - pomagają na przykład w tworzeniu stron pokazujących zagęszczenie ruchu drogowego w wielkich miastach. Świetną siatkę kamer internetowych ma wiele amerykańskich miast - przodują Denver i Seattle. Dobrze zapowiada się również warszawski serwis Korkonet, na którego stronach można podejrzeć skrzyżowania najruchliwszych ulic stolicy.

Kamera w popielniczce
Internauci nie byliby sobą, gdyby nie próbowali ustawić kamer w jak najdziwniejszych miejscach. Dave, 30-letni mieszkaniec Los Angeles i wielki amator piwa, umieścił kamerę sieciową w lodówce przy półce z obfitym zapasem puszek. Para Amerykanów założyła stronę z obiektywem wycelowanym w miski z jedzeniem dla kotów. A ponieważ wychowali kilka obżartuchów, jest na co popatrzeć. Mike, kolejny internauta z USA, wstawił kamerę do kubka z ołówkami. Czuł, że nie jest to wystarczająco atrakcyjna lokalizacja, więc drugie urządzenie zamontował w takim samym kubku w biurze. O absurd ociera się serwis www.ashtray.com, w którym kamera śledzi zawartość popielniczki właściciela witryny.

Okładka tygodnika WPROST: 16/2001
Więcej możesz przeczytać w 16/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0