Hiszpańska CASA

Hiszpańska CASA

Dlaczego MON odstąpiło od procedur przetargowych przy zakupie samolotu transportowego? Cztery lata temu minister Wiesław Kaczmarek (SLD) tuż przed wyborami parlamentarnymi w dużym pośpiechu wybrał rakietę przeciwpancerną dla polskiej armii. Jednym z pierwszych postanowień jego następcy było anulowanie tej decyzji, jakby na przekór starej władzy. Rakiety nie mamy do dziś.
Jak Kuba Bogu?
Teraz sytuacja się powtarza - od kilkunastu dni rząd podejmuje odkładane przez lata decyzje dotyczące wyboru samolotów dla wojska (wielozadaniowego i transportowego) oraz zakończenia prywatyzacji fabryk lotniczych (WSK Rzeszów, WSK Świdnik, PZL Okęcie). Czy w tej sytuacji pośpiech jest wskazany i czy nowa władza zaakceptuje obecne rozstrzygnięcia, gdyby okazały się - tak jak izraelskie rakiety NTD wskazane przez Kaczmarka - udanym wyborem? Należy wątpić w wielkoduszność nowego rządu, zwłaszcza że MON przy wyborze samolotu transportowego odstąpiło od procedur przetargowych.
"Dziś przyleci do was fur, fur" - powiadamiał nas z pewną złośliwością Kanadyjczyk odpowiadający za dostawy dla kontyngentu ONZ - opowiada polski oficer ze sztabu misji pokojowej na Bliskim Wschodzie. Chodziło mu o charakterystyczny odgłos wydawany przez silniki już wówczas przestarzałych An-26 z pułku lotniczego w Krakowie. Działo się to ponad dwadzieścia lat temu. Te same "fur, fur" z Krakowa nadal są podstawowymi samolotami transportowymi polskiej armii. Przestarzałe "antki" oczywiście można by jeszcze wyremontować i unowocześnić, ale rozwiązałoby to problem najwyżej na pięć lat. Nikt więc nie ma wątpliwości, że należy je natychmiast wymienić.
Do ogłoszonego przez MON przetargu zostało zakwalifikowanych pięć samolotów: hiszpańsko-indonezyjski Airtech CN-235 oraz jego opracowana w Hiszpanii nowocześniejsza wersja CASA-295, produkowany przez konsorcjum francusko-włoskie, skonstruowany wspólnie z amerykańską firmą Lockheed Martin C-27J Spartan, ukraiński An-32 (następca wspomnianych An-26) i ATR-42 (używane na przykład przez LOT).

Niby-przetarg
Eksperci lotniczy ze zdumieniem przyjęli wiadomość, że w gronie wybranych znalazły się samoloty ATR i An-32. Francuskie ATR są bowiem typowymi maszynami cywilnymi, wykorzystywanymi tylko w specyficznych zadaniach wojskowych (nieprzydatne w naszych warunkach). Eliminował je brak tak zwanej rampy tylnej do załadunku kontenerów i pojazdów oraz zrzutu skoczków. Producent maszyn proponował co prawda wojskowe wersje ATR-42M i ATR-52, ale znajdują się one jeszcze w fazie projektów wstępnych. Ukraiński An-32 jest natomiast mniej zaawansowany technicznie od zachodnich konkurentów (dlatego znacznie tańszy) i tylko od biedy - dosłownie i w przenośni - mógłby zaspokoić potrzeby polskiej armii. Ponadto ukraiński producent znajduje się w katastrofalnej sytuacji finansowej i w żaden sposób nie mógłby się zaangażować w przewidziane tak zwaną ustawą offsetową inwestycje w polski przemysł zbrojeniowy (równe wartości kontraktu). Poza tym Ukraina nie jest członkiem NATO. - Po co ta cała fikcja, skoro "konkurenci" CASA są na z góry straconej pozycji i w końcu z procedur przetargowych trzeba było zrezygnować? - zastanawia się pragnący zachować anonimowość wysoki urzędnik MON.


Faworyt z certyfikatem
- Od początku zdecydowanym faworytem był transportowiec CASA - mówi nasz informator z MON. - Tylko ten samolot ma odpowiedni certyfikat.
O jaki certyfikat chodzi? Maszyny wchodzące w skład wyposażenia armii mogą być używane w zasadzie wyłącznie w misjach o charakterze wojskowym. Organizatorzy polskiego przetargu zażądali natomiast dokumentu (miał go jedynie CN-235) upoważniającego do lotów w celach cywilnych. Po co polskiemu lotnictwu wojskowemu taki certyfikat? Chyba nie po to, aby w wolnych chwilach organizować turystyczne eskapady?
Hiszpańska maszyna mogła mieć rzeczywistych konkurentów w rzeczywistym przetargu. Włosko-amerykańskie spartany przez wielu specjalistów uznawane są za najbardziej zaawansowane technicznie samoloty transportowe w swojej klasie. Zostały zamówione przez US Air Force do prowadzenia operacji w trudnych warunkach. Mają na przykład najprzestronniejsze ładownie i mogą przewozić lekki sprzęt transportowy. Natomiast na pokład CN-235 lub C-295 można załadować jedynie wycofywany z polskiej armii samochód terenowy UAZ.
Rezygnując z przetargu, MON na własne życzenie osłabiło swoją pozycję w negocjacjach w sprawie ceny, warunków dostaw, a także wykorzystania ocenianego na 300 mln dolarów offsetu przemysłowego. 

Okładka tygodnika WPROST: 17/2001
Więcej możesz przeczytać w 17/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0