Trudni Polacy

Trudni Polacy

Nie możemy przeciągać rozszerzenia unii. Musimy przyjąć pierwsze państwa. ELMAR BROK, przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Parlamentu Europejskiego:
- Powodów wystąpień kanclerza Schrödera, domagającego się siedmioletniego okresu przejściowego w sprawie swobodnego przepływu ludzi w Unii Europejskiej, należy się doszukiwać w polityce wewnętrznej. Ta propozycja nie jest zresztą niczym nowym. Zawsze istniały okresy przejściowe.
 



ELMAR BROK, przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Parlamentu Europejskiego:
- Powodów wystąpień kanclerza Schrödera, domagającego się siedmioletniego okresu przejściowego w sprawie swobodnego przepływu ludzi w Unii Europejskiej, należy się doszukiwać w polityce wewnętrznej. Ta propozycja nie jest zresztą niczym nowym. Zawsze istniały okresy przejściowe. W wypadku państw południowoeuropejskich (na przykład Hiszpanii czy Portugalii) były nawet dłuższe. Nie należy więc tej propozycji traktować jak dyskryminacji. Zwłaszcza że pierwsza weryfikacja warunków ma nastąpić po dwóch latach.

W Niemczech mamy dziesięcioprocentowe bezrobocie, a w landach przylegających do Polski sięga ono 20-30 proc. Dla tych ludzi rozszerzenie jest problemem psychologicznym. Dlatego musimy znaleźć kompromis. Sądzę, że rozwiązaniem może być jakaś kombinacja okresu przejściowego dotyczącego ludzi i kapitału.
Mówiąc o kryteriach prymusa, nie mamy na myśli tylko tempa zamykania rozmów w poszczególnych dziedzinach czy stopnia przyjęcia unijnego ustawodawstwa, w czym Polska dzięki przyjęciu "szybkiej ścieżki" ma już duże osiągnięcia. Najważniejsze jest administracyjne dostosowanie prawa. W listopadzie ubiegłego roku za liderów regionu uznawane były Węgry, Estonia i Polska; trochę z tyłu pozostawała Słowenia. Mam nadzieję, że Polska nie opuści pierwszej grupy państw kandydujących do przyjęcia do unii. Musimy sobie zdawać sprawę z tego, że ze względu na swoje rozmiary ma więcej problemów niż inne kraje. Skala rozszerzenia będzie jednak zależeć od rezultatów negocjacji, jakie poznamy jesienią 2002 r. Każde państwo będzie oceniane indywidualnie.
Naszym celem jest to, by w 2004 r. pierwsze z dzisiejszych państw kandydujących brały już udział w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Procesu rozszerzenia nie możemy już dłużej przeciągać. Dotarliśmy do punktu krytycznego, gdy musimy przyjąć pierwsze państwa i pokazać, że drzwi są otwarte.
Musimy znaleźć kompromis, aby uniknąć problemów za pięć lat. Biorąc pod uwagę historię Polski i jej położenie, członkostwo w unii jest dla niej kwestią strategicznego bezpieczeństwa.
Polacy i Niemcy są do siebie bardzo podobni. Szklankę z wodą widzimy raczej jako w połowie pustą, a nie w połowie pełną. Dlatego czasami któryś z europejskich komisarzy się złości i mówi: "Dlaczego ci Polacy są tacy trudni?!". Przy podejmowaniu decyzji te emocje nie mają już jednak żadnego znaczenia.
W Niemczech nie będzie problemów z ratyfikacją traktatu członkowskiego. Ze wszystkich państw unii jesteśmy najbardziej zainteresowani tym, aby Polska do niej przystąpiła. Bardzo nam zależy też na tym, aby w stosunkach z Polakami powtórzyć ten sam model pojednania, który kilkadziesiąt lat temu umożliwił nam zbliżenie z Francuzami.
Okładka tygodnika WPROST: 17/2001
Więcej możesz przeczytać w 17/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0