Unia Amerykańska

Unia Amerykańska

Dodano:   /  Zmieniono: 
Panamerykańska strefa wolnego handlu zapewni zachodniej półkuli prymat gospodarczy. Europa może przejąć odpowiedzialność za globalną gospodarkę i pobudzenie popytu" - twierdzą autorzy najnowszego raportu Konferencji ONZ ds. Handlu i Rozwoju (UNCTAD). Amerykanie nie zamierzają jednak ustępować konkurentowi. Podczas panamerykańskiego szczytu w Quebecu prezydent USA roztoczył wizję stworzenia największej strefy wolnego handlu na świecie.
 

Gdyby powstała już dzisiaj, objęłaby 34 państwa z 800 mln mieszkańców, a ich wspólny roczny produkt gospodarczy przekraczałby 13 bln USD! George Bush Jr. nie ukrywał, że państwa zachodniej półkuli "mogą się połączyć, aby lepiej konkurować z Dalekim Wschodem i Europą".
Nie wiadomo, czy Ameryki uda się zintegrować w ciągu czterech lat, jak zakładają zwolennicy tego procesu, nie ulega jednak wątpliwości, że niedługo konkurentem Unii Europejskiej po drugiej stronie Atlantyku będą nie tylko Stany Zjednoczone, ale budowany przez nie potężny blok gospodarczy - Unia Amerykańska.

NAFTA - pole doświadczalne Ameryk
Unia Amerykańska, czyli Free Trade Area of Americas (FTAA - Strefa Wolnego Handlu Ameryk), nie jest pomysłem Busha Jr. O takiej inicjatywie dyskutowano od początku lat 90., a orędownikiem liberalizacji handlu z sąsiadami był Bill Clinton. Zachęcające okazały się zwłaszcza doświadczenia powstałej w 1992 r. NAFTA, strefy wolnego handlu Ameryki Północnej. Została ona wynegocjowana przez administrację ojca obecnego prezydenta, George’a Busha seniora, ale amerykański Senat ratyfikował ją po burzliwej batalii dopiero w 1993 r., głównie dzięki wysiłkom Clintona. NAFTA nie ma komisji, przewodniczącego i biurokracji, lecz i tak okazała się skutecznym narzędziem rozwijania handlu. W latach 90. wymiana towarowa między państwami członkowskimi NAFTA rosła rocznie o 7 proc., a w latach 1993-2000 udział produktów kanadyjskich i meksykańskich w obrotach handlowych USA wzrósł z 28,3 proc. do 33 proc.
Wszystkie bariery celne między państwami NAFTA mają zostać zniesione dopiero w roku 2009, ale dzięki szerszemu otwarciu rynków północnoamerykańskich Meksyk już odczuł wyraźne korzyści: zdołał się obronić przed skutkami kryzysu ekonomicznego z 1994 r. i poprawił stan gospodarki. Po przystąpieniu do NAFTA wartość rocznych inwestycji firm z USA za południową granicą wyniosła 10 mld USD. W latach 90. prywatyzacja objęła trzy czwarte meksykańskich przedsiębiorstw państwowych, a w ciągu pięciu ostatnich lat rozwój gospodarczy utrzymywał się na poziomie 5-6 proc. Dla Waszyngtonu było to pozytywnym sygnałem: podnoszenie standardu życia mniej zamożnego sąsiada okazuje się skuteczniejszym sposobem ograniczania nielegalnej imigracji niż wznoszenie płotów wzdłuż liczącej 3200 km granicy. Analizy Inter-Amerykańskiego Banku Rozwoju wskazują, że w przeszłości dziesięcioprocentowy spadek dochodów realnych w Meksyku natychmiast prowadził do siedmio-, ośmioprocentowego wzrostu nielegalnej emigracji do USA.

Ameryka kontrastów
Utworzenie panamerykańskiej strefy wolnego handlu przedstawiane jest jako naturalne rozszerzenie NAFTA. Tym razem jednak do jednej organizacji musiałyby wstąpić państwa drastycznie różniące się poziomem życia, stanem gospodarki i uwarunkowaniami politycznymi. Obok drapaczy chmur Manhattanu w Amerykach znaleźć można brazylijskie fawele i nędzne wioski andyjskich Indian, dla których jedynym źródłem utrzymania jest uprawa koki. W USA dochód narodowy przekracza 31,5 tys. USD na mieszkańca, podczas gdy na Karaibach (na przykład na Haiti) osiąga zaledwie 1300 USD.
Gospodarz spotkania w Quebecu, kanadyjski premier Jean Chretien, przyznał, że demokracja w niektórych państwach jest nadal krucha. Ten eufemizm kryje aluzję do dyktatorskich rządów niektórych krajów latynoamerykańskich. O prawdziwej demokracji trudno mówić w wypadku Wenezueli czy Haiti. Kryzysy polityczne wstrząsają Peru i Ekwadorem. W Kolumbii od lat tli się prowadzona na dwa fronty wojna z kartelami narkotykowymi i lewacką partyzantką.
"Demokracja i amerykański styl kapitalizmu są nierozerwalnie związane" - kilkakrotnie powtórzył w Quebecu ulubiony argument swojego poprzednika, Billa Clintona, prezydent Bush. W deklaracji końcowej szczytu wiele miejsca poświęcono zapewnieniom o woli współpracy w zwalczaniu korupcji i handlu narkotykami. Biletem wstępu do FTAA ma być zachowanie demokratycznych form rządzenia. Nic dziwnego, że jedynym przywódcą Ameryki, którego nie zaproszono na rozmowy, był Fidel Castro.

Front sceptyków
Szczytowi Ameryk w Quebecu towarzyszyły antyglobalistyczne protesty zorganizowane po raz kolejny przez "ludzi z Seattle". Tym razem jednak znacznie większym zagrożeniem dla planów budowy panamerykańskiego wspólnego rynku są wątpliwości zgłaszane przez polityków i ekonomistów z Ameryki Łacińskiej. Dalecy od jednomyślności są także członkowie Kongresu USA. Wielu z nich uważa, że zamiast pomagać ubogim sąsiadom z południa, należy rozwijać kontakty handlowe z Europą i Azją, gdyż są one bardziej obiecującym rynkiem zbytu dla amerykańskiego przemysłu.
Najwięcej wątpliwości wobec idei strefy wolnego handlu zgłaszała Brazylia, największe i najsilniejsze gospodarczo państwo Ameryki Południowej. Brazylia domaga się od Stanów Zjednoczonych zniesienia subwencji dla farmerów i liberalizacji przepisów antydumpingowych, uniemożliwiających jej eksport do USA stali, cukru i soku pomarańczowego. Stany Zjednoczone natomiast żądają przede wszystkim obniżenia przez kraje Ameryki Łacińskiej protekcjonistycznych taryf celnych. "Przeciętnie taryfy celne w Brazylii sięgają 17-18 proc., podczas gdy w USA wynoszą 2-3 proc. Dlatego nie dziwi mnie, że Brazylia chce zlikwidowania barier utrudniających jej handel. My z kolei chcemy znieść przeszkody dla naszego eksportu" - powiedział stały przedstawiciel handlowy USA, ambasador Robert Zoellick. Krytyczny stosunek rządu brazylijskiego wobec FTAA wynikał z presji rodzimego przemysłu, który zamiast restrukturyzacji wolałby się odgrodzić od świata barierami celnymi. Być może jednak Brazylijczycy zmienią zdanie. Świadczy o tym choćby dymisja doradcy ekonomicznego rządu, Samuela Pinheiro Guimaresa, największego przeciwnika integracji amerykańskiej.
Z kolei małe państwa, takie jak Salwador, Nikaragua czy Honduras, domagają się ochrony najważniejszych sektorów swojej gospodarki, przede wszystkim rolnictwa. Dodatkowo kraje, w których nadal żywe są nastroje antyamerykańskie, obawiają się gospodarczej dominacji gringo. Wynika to z obaw przed przyznaniem im statusu republik bananowych i niezrozumienia istoty wolnego handlu. Tymczasem sukcesy gospodarcze Meksyku, Chile czy nawet niewielkiej Kostaryki wiążą się właśnie z liberalizacją, wzrostem eksportu i napływem zagranicznego kapitału.

Długa droga do wspólnej Ameryki
Przedstawiony w Quebecu projekt traktatu handlowego liczy 458 stron, ale to zaledwie szkic. Na razie żadne z zainteresowanych państw nie wyraziło zgody na przyjęcie nawet jednego punktu. Już choćby to świadczy o skali problemów, które będą musiały zostać pokonane w trakcie długich i żmudnych negocjacji. Rozmowy dotyczyć mają praktycznie wszystkich aspektów kontaktów ekonomicznych - od znoszenia ceł po ochronę własności intelektualnej.
Postęp w negocjacjach w dużej mierze zależy od tego, czy Kongres USA przyzna prezydentowi Bushowi specjalne uprawnienia pozwalające na prowadzenie rozmów bez konieczności aprobowania pojedynczych ustaleń przez Kongres. Nie będzie to łatwe. Od czasu ratyfikowania NAFTA zarówno wśród kongresmanów, jak i pozostałych obywateli wzrosła niechęć do międzynarodowych porozumień handlowych.


Więcej możesz przeczytać w 18/2001 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0