Problemy Kongresu Polonii Amerykańskiej – nadużycia i zmiany statutu

Problemy Kongresu Polonii Amerykańskiej – nadużycia i zmiany statutu

Zygmunt Staszewski
Zygmunt Staszewski / Źródło: Archiwum prytwane
Wieloletni działacz polonijny Zygmunt Staszewski opowiada o konieczności stworzenia nowej organizacji polonijnej obok KPA. Wymienia nadużycia, jakich dopuścić się miał prezes Frank Spula i tłumaczy swoją wizję roli Polonii w USA. Zdradza również szczegóły swojej antykomunistycznej przeszłości.

Maria Kądzielska: Co stoi za zmianami w Kongresie Polonii Amerykańskiej?

Zygmunt Staszewski: KPA zmienia profil organizacyjny. Kilka miesięcy temu prezes KPA Frank Spula poinformował Dyrektorów Krajowych o propozycji Prezydium KPA, aby zmienić status organizacji z politycznej – niedochodowej, tzw. 501(c)(4) (według przepisów Urzędu Podatkowego), na organizację charytatywną czyli 501(c)(3). Prezes napisał, że chodzi mu o to, aby dotacje na KPA były odpisywane od podatków indywidualnych dawców, na co w USA nie ma limitu procentowego. Jednocześnie zmiana statusu na organizacje charytatywną, podług przepisów amerykańskiego Urzędu Podatkowego IRS wyklucza jakiekolwiek działania w sferze politycznej. Dla mnie, jako Dyrektora Krajowego KPA, jak też i dla wielu innych Dyrektorów, jest to niedopuszczalne. KPA powstał w 1944 r. aby walczyć o wolność Polski, potem wspierał legalną i podziemną Solidarność, następnie po 1989 roku walczył o wejście Polski do NATO. Obecnie, przy zagrożeniu niepodległości Polski ze strony Unii Europejskiej, jak też agresywnych zachowań Rosji, istotne jest, aby działała w USA organizacja polonijna o charakterze politycznym.

Jak wyglądała sprawa finansowania KPA?

Z roku na rok zmniejszają się wpływy ze składek. Ostatnio roczne dochody spadły od ok. 149,000 dolarów w 2014 r. do około 118,000 dolarów w 2015 roku, co w USA jest niewielką kwotą dla organizacji o zasięgu krajowym. Za te pieniądze utrzymywane jest jedno biuro w Waszyngtonie z jedną osobą na etacie (która niedawno się zwolniła). Drugie biuro KPA w Chicago zostało kilka lat temu zamknięte z braku funduszy.

Podobno pojawiły się w organizacji jakieś nadużycia. Jakiego rodzaju?

W ubiegłym roku miało miejsce niedopuszczanie do rejestracji niektórych nowych Wydziałów Stanowych przed wyborami władz krajowych KPA, po to aby dodatkowi Dyrektorzy Krajowi z tych wydziałów nie mieli prawa głosowania w wyborach Prezydium jesienią 2016 roku. Pojawiły się też zarzuty ingerencji w procedury wyborcze wydziałów Stanowych Illinois i Waszyngtonu DC, co doprowadziło do usunięcia demokratycznie wybranych władz wydziału i zastąpienie ich ludźmi wspieranymi przez Prezesa. Ponadto statut KPA daje Prezydium Kongresu możliwość mianowania dziesięciu tzw. Dyrektorów Krajowych "at-large" czyli nie wybranych przez wydział stanowy czy tez organizację krajową. Ponieważ w zebraniach KPA uczestniczy zazwyczaj ok. 60 - 80 Dyrektorów, 10 osób praktycznie mianowanych przez prezesa Spule stanowi bardzo silny blok wyborczy. Nasze próby zmiany Statutu, aby usunąć zapis o nominowanych Dyrektorach "at-large" albo przynajmniej pozbawić ich prawa do udziału w glosowaniach, nie udały się. Wszystko to miało negatywny wpływ na wyniki ubiegłorocznych wyborów władz Kongresu.

Czy zmiana statusu Kongresu jest nieunikniona?

Biorąc pod uwagę ilość głosów, jaką w taki czy inny sposób kontroluje Prezes Spula, nie ulega wątpliwości, że zmiany statutowe, o których wcześniej wspominałem, zostaną zatwierdzone na następnym zebraniu Dyrektorów Krajowych jesienią tego roku i Kongres stanie się organizacją charytatywną.

Jaki charakter ma nowo powołana struktura „grupa inicjatywna”, której Pan został przewodniczącym?

W dniu 3 lutego 2017 w Miami Beach na Florydzie odbyło się zebranie grupy aktywistów reprezentujących środowiska polonijne wschodniego i zachodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Wśród zebranych znaleźli się: Andrzej Burghardt, Edward Wojciech Jeśman, Marie Lewandowski, Edmund Lewandowski, Halina Koralewski, Zbigniew Koralewski, Leszek Pawlik, Stanisław Śliwowski, Zygmunt Staszewski. Wymienione osoby są znane ze swojej aktywności m.in. w Kongresie Polonii Amerykańskiej. Zebrani dokonali przeglądu obecnego stanu zorganizowania Polonii Amerykańskiej i zgodnie wyrazili przekonanie o konieczności istnienia struktury centralnej, która by skupiała środowiska patriotyczne, artykułowała ich dążenia oraz poglądy, a także reprezentowała wobec władz federalnych USA oraz Państwa Polskiego. Taka struktura byłaby też narzędziem oddziaływania na Polonię i kształtowania postaw obywatelskich i patriotycznych. Spotkanie było kolejnym etapem prowadzonej w środowiskach Polonii Amerykańskiej dyskusji nad sensem i celowością powołania ogólnokrajowej organizacji polonijnej o charakterze politycznym. Potrzeba powstania takiej organizacji zaistniała wskutek zmiany misji, publicznie wyrażanej apolityczności, oraz de facto wycofania się Kongresu Polonii Amerykańskiej z dotychczasowej roli jako reprezentanta patriotycznej Polonii.

Jakie będą cele i nazwa nowej organizacji?

Nasza organizacja, której nazwa zostanie uzgodniona na spotkaniu 22 kwietnia w Amerykańskiej Częstochowie w Doylestown, będzie miała na celu obronę imienia Polski i Polaków w USA, walkę z fałszowaniem historii Polski, szczególnie jeśli chodzi o okres II Wojny Światowej, obronę interesów Polonii Amerykańskiej, współpracę z innymi politycznymi organizacjami etnicznymi w USA, promocję współpracy miedzy Polonią a Polską oraz współpracę z politykami amerykańskimi w sprawach dotyczących bezpieczeństwa Polski jako członka NATO. W przyszłości planujemy utrzymywanie kontaktów roboczych z amerykańskimi politykami na szczeblu krajowym i wspieranie kandydatów polskiego pochodzenia, jak też osoby popierające interesy Polski na świecie. Będziemy również walczyć o zniesienie wiz dla Polaków, zniesienie redukcji emerytur dla osób pobierających je zarówno w Polsce jak i w USA (tzw. WEP) oraz o sfinalizowanie przez Izbę Reprezentantów umowy z 2014 r. dotyczącej sprawiedliwego opodatkowania emerytur wypłacanych w USA i w Polsce dla osób o podwójnym obywatelstwie, a mieszkających obecnie na stale w Polsce. Będziemy też utrzymywać kontakty z Gabinetem Prezydenta RP, Urzędem Rady Ministrów, Ministerstwem Spraw Zagranicznych, Sejmem i Senatem w sprawach dotyczących stosunków polsko-amerykańskich.

Czy Polonia w USA posiada realną siłę oddziaływania?

Jak pokazały ostatnie wybory prezydenckie, prawie 10-milionowa Polonia może mieć ogromny wpływ na kierunek polityczny USA. To właśnie głosy Polonii, po raz pierwszy chyba w historii USA, przeważyły w tak krytycznych dla zwycięstwa Donalda Trumpa stanach jak Ohio, Pensylwania, Michigan czy Floryda. Wielu z nas brało w taki czy inny sposób udział w kampanii Trumpa; ja na przykład prowadziłem na Facebooku strony „Polish Americans for Trump” oraz „Polish Americans for Donald Trump”, udzieliłem kilku wywiadów dla prasy polonijnej oraz wystąpiłem kilka razy w TV Polonia. Inni koledzy i koleżanki wykonali tysiące telefonów do wyborców pochodzenia polskiego czy też organizowali spotkania Trumpa.

Zatem politycznie Polonia w USA jest bardziej prawicowa niż lewicowa?

Polonia Amerykańska, mająca doświadczenie w walce z faszyzmem i komunizmem, jak też w zdecydowanej większości katolicka, może mieć ogromny wpływ na kierunki rozwoju USA, szczególnie jeśli chodzi o obronę wartości chrześcijańskich, czy też walkę z szerzącymi się od wielu lat działaniami lewicy amerykańskiej czyli tzw. "Progresywnych". Polonia Amerykańska powinna też występować publicznie przeciwko próbom obalenia demokratycznie wybranych władz w Polsce.

Pan sam może się pochwalić niesamowitą historią. Czy mógłby Pan opowiedzieć o sobie, o swojej roli w środowisku polonijnym w USA?

Po przyjeździe do USA jesienią 1982 r. natychmiast włączyłem się w działalność polityczną Polonii, takie bowiem zadanie ja, jak i moja ówczesna żona Iwona Bęczkowska (b. pracownik Zarządu Regionu Solidarności we Wrocławiu, internowana później w Goldapi) otrzymaliśmy od przywódców podziemnej Solidarności. Zostaliśmy oboje lektorami Amnesty International, jeżdżąc po całych Stanach z wykładami na temat komunizmu i łamania praw człowieka. Byliśmy również na scenie ogromnego koncertu Amnesty International w New Jersey, gdzie miałem przyjemność rozmawiać na temat łamania praw człowieka przez reżim Jaruzelskiego m.in. ze Stingiem, Bono i Santaną. Ponadto od 1983 do 1989 r. byliśmy oboje w Zarządzie Komitetu Członków Solidarności – Byłych Więźniów Politycznych, współorganizując wraz z Kongresem Polonii Amerykańskiej i innymi organizacjami kilkadziesiąt demonstracji pod konsulatem PRL w Nowym Jorku.

Był Pan zatem de facto agentem Solidarności…

Zbieraliśmy pieniądze dla podziemnej Solidarności – na pomoc rodzinom osób aresztowanych, na sprzęt elektroniczny i poligraficzny. Prowadziłem też demonstracje w 1986 r. na Park Avenue pod budynkiem Council for Foreign Relations, gdzie Jaruzelski omawiał zarys planowanego już wtedy porozumienia z lewicową i agenturalną częścią pierwszej Solidarności. Po Magdalence i Okrągłym Stole wycofałem się na wiele lat z działalności polonijnej i założyłem własne biuro projektów inżynierskich ZS Engineering DPC, które prowadzę do dzisiaj. Ponownie wróciłem do działalności polonijnej jakieś 8 lat temu – w Kongresie Polonii Amerykańskiej, w jury konkursu Wybitny Polak w USA, w Radzie Dyrektorów Polsko-Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej, jak również w Radzie Polonijnej przy Konsulacie RP w Nowym Jorku.

Odegrał Pan również bardzo ważną rolę w Solidarności w Polsce. Na czym ona polegała?

Pod koniec lat siedemdziesiątych, po ukończeniu Politechniki Wrocławskiej, projektowałem automatykę dla elektrowni. W sierpniu 1980 r. byłem członkiem Regionalnego Komitetu Strajkowego we Wrocławiu, potem jednym z założycieli wrocławskiej Solidarności. Następnie w wieku 27 lat zostałem Przewodniczącym Sekcji Energetyków na Dolnym Śląsku i Sekretarzem Krajowej Komisji Energetyków Solidarności. Byłem również delegatem na 1 Zjazd Solidarności i członkiem Prezydium 1 Zjazdu w II Turze.

Pisze Pan książkę o stanie wojennym. Czy mógłby Pan odsłonić rąbka tajemnicy?

Zostałem internowany pierwszej nocy stanu wojennego. Wylądowałem najpierw w więzieniu przy ul. Kleczkowskiej we Wrocławiu, w jednej celi z Tadeuszem Jandziszakiem z KPN i Aleksandrem Labudą z Zarządu Regionu. Po kilkunastu dniach i kilku przesłuchaniach, zostaliśmy w noc wigilijna przewiezieni do obozu internowania w Grodkowie Opolskim, gdzie spędziłem kolejne 5 miesięcy. Byłem tam jednym z koordynatorów strajku głodowego. Podczas mojego internowania, SB próbowało zmontować mi dwa procesy karne: jeden o koordynowanie działań podziemnej Sekcji Energetyków Solidarności podczas stanu wojennego, oraz drugi w związku z moją wcześniejszą działalnością we wrocławskim oddziale Komitetu Obrony Wiezionych za Przekonania. Każdy z tych procesów mógłby spowodować zmianę mojego statusu z internowanego na więźnia kryminalnego i wieloletni wyrok. Ponadto, ponieważ ministrem energetyki był wtedy generał LWP, z którym miałem wcześniejsze konflikty, wiedziałem że nawet jeśli kiedyś zostanę zwolniony z internowania czy też więzienia, nigdy już nie znajdę pracy w zawodzie. Znalem jednak nieźle język angielski i miałem sporą rodzinę w USA, dlatego zdecydowałem się na emigracje po otrzymaniu paszportu z prawem jednokrotnego przekroczenia granicy – bez prawa powrotu do Polski. Myślę, że działając w USA byłem w stanie bardziej pomoc Solidarności, niż gdybym pozostał w Polsce.

Czyli będzie to historia pańskiego życia i walki z komunizmem?

Moja książka musi się zacząć w 1980 r., opisując ten wspaniały zryw 10 milionów ludzi, którzy stworzyli pierwsza Solidarność. Opiszę tez ciekawy epizod kilkunastu dni pracy w Prezydium I Zjazdu Krajowego Solidarności, działania tzw. Grupy Wałęsy przeciwko m.in. Andrzejowi Gwiaździe i Ani Walentynowicz. Kolejne dwa rozdziały, które już napisałem, obejmują okres pierwszych dni internowania. Dalsza cześć książki obejmie pobyt w obozie w Grodkowie Opolskim. Historie zakończy okres mojej działalności w USA do 1989 r., w tym m.in. konfrontacje z agentami wywiadu PRL w Nowym Jorku i śledztwo FBI dotyczące oficerów SB i Wywiadu Wojskowego, którzy z tzw. „legendą” internowanych działaczy Solidarności trafili do USA jako uchodźcy polityczni.

Źródło: WPROST.pl
+
 5

Czytaj także