Kulisy listy 100 najbogatszych Polaków tygodnika „Wprost”. Jak powstaje zestawienie?

Kulisy listy 100 najbogatszych Polaków tygodnika „Wprost”. Jak powstaje zestawienie?

Lista 100 Najbogatszych Polaków
Lista 100 Najbogatszych Polaków / Źródło: Wprost
,,Co to trzeba zrobić, żeby być na tej waszej liście?" – zapytał głos w słuchawce. Dalszy ciąg tej historii nie był już taki zabawny.

Dlaczego go nie ma? To pytanie pojawia się praktycznie po każdym wydaniu listy 100. Tutaj kilka słów wyjaśnienia. W większości bohaterowie naszego zestawienia chcą w nim być. Dosyłają aktualne fotografie, dopytują na którym miejscu będą w tym roku, autoryzują napisane przez nas notki. Ale jest też grono osób, które rok w rok boksuje się z redakcją o to, żeby na liście się nie pojawić.

Cztery lata temu odebraliśmy w redakcji zadziwiający telefon od znanego polskiego przedsiębiorcy z branży IT. „Co to trzeba zrobić, żeby być na tej waszej liście?” – zapytał głos w słuchawce. Odpowiedzieliśmy grzecznie panu, że trzeba wykazać przynajmniej 230 mln zł udokumentowanego majątku (tyle wynosił wtedy próg wejścia na listę). Pan bez zawahania poprosił o adres e-mail do redakcji. Kilka minut później na naszej skrzynce wylądowały operaty szacunkowe jego najważniejszych spółek i dokumenty od dużej firmy audytorskiej szczegółowo przedstawiające wszystkie składniki jego majątku. Po dokładnej weryfikacji wyszło, że spokojnie załapałby się do grona 100 najbogatszych. Pan jeszcze raz zadzwonił i pyta: „No i co, zgadza wam się? To który tam jestem? Kiedy będę się mógł zobaczyć w gazecie?”

Minął rok, przyszła pora na kolejną edycję listy, więc kontaktujemy się z bohaterem, który tak bardzo zabiegał o tytuł jednego z najbogatszych. Ale już tak wesoło nie jest. W odpowiedzi do redakcji przyszło pismo z kancelarii prawnej reprezentującej przedsiębiorcę, w którym wzywa do zaprzestania publikacji wizerunku i informacji o jego osobie w przyszłości. Prawnik pisze do nas, że umieszczenie pana na liście spowodowało obawy o bezpieczeństwo jego oraz osób mu najbliższych. A publikacja informacji o statusie majątkowym naraża daną osobę na potencjalną możliwość zamachu na jej majątek i życie.

Chociaż osobiście nie znam przypadku, żeby złodzieje obrabowywali domy najbogatszych z listą „Wprost” pod pachą, to jest to najczęstszy argument, na który powołują się osoby, które na liście być nie chcą. – Jeżeli moje nazwisko pojawi się na tej liście, to będzie jak granat wrzucony w moje życie prywatne – mówiła kobieta, która na liście mogłaby śmiało się pojawić, ale nie chce. – Moja klientka pochodzi z małego miasta. Tutaj wszyscy wszystkich znają. Jeżeli znajdzie się na tej liście, wszyscy dowiedzą się, ile ma pieniędzy i może poczuć się zagrożona – tłumaczył mi adwokat reprezentujący inną milionerkę. Są też i inne powody. – Przez to, że zacząłem się pojawiać się na liście, pracownicy przyszli do mnie po podwyżki – mówił mi jeden z bohaterów. – Dostawcy zawyżają mi ceny za materiały, bo wiedzą, że jestem jednym z najbogatszych, więc myślą, że mnie na wszystko stać – mówi kolejny.

Jasne, że można procesować się z każdym, kto tylko na liście być nie chce. Chodzić do sądu i udowadniać, że bohater listy jest osobą publiczną, że dane o jego majątku są informacją publiczną, że ujawnienie takich informacji nie zagrozi życiu bohatera i jego najbliższych. Pytanie, czy to ma sens.

Ten ranking ma być przede wszystkim dowodem na to, że w Polsce można odnieść sukces w biznesie. To grono ludzi, którzy nie mają problemu z rozmową o pieniądzach. Większość z nich dorobiła się fortun startując od zera. Pieniądze nie są dla nich powodem do wstydu, a powodem do dumy. Bijemy się o każdego najbogatszego, ale nie chcemy, żeby o obecności kogoś na liście miał rozstrzygać sąd. Lista 100 najbogatszych „Wprost” nadal pozostaje najstarszym i najpełniejszym zestawieniem najbogatszych ludzi w Polsce.

Okładka tygodnika WPROST: 26/2018
Więcej możesz przeczytać w 26/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także