Łukasz Wiśniowski dla Wprost.pl: Jerzy Brzęczek ma pasję w oczach. To urzekło Zbigniewa Bońka

Łukasz Wiśniowski dla Wprost.pl: Jerzy Brzęczek ma pasję w oczach. To urzekło Zbigniewa Bońka

Jerzy Brzęczek i Zbigniew Boniek
Jerzy Brzęczek i Zbigniew Boniek / Źródło: Newspix.pl / Tomasz Jastrzebowski / Foto Olimpik
– Oceniamy przez pryzmat emocji. Można uderzyć w dobre tony i powiedzieć, że piłkarzom na mundialu się nie chciało. Ja nie mogę tego stwierdzić. Byłbym nie fair wobec siebie, ponieważ za dużo widziałem – mówi w wywiadzie dla Wprost.pl Łukasz Wiśniowski, który jeszcze niedawno tworzył kanał „Łączy nas piłka”, a teraz komentuje mecze w Eleven Sports i współprowadzi program „Prosto w Szczenę”. W rozmowie z nami podsumował rok w wykonaniu reprezentacji Polski.

Łukasz Grzegorczyk, Wprost.pl: Brakuje ci biegania z kamerą na zgrupowaniach ?

Łukasz Wiśniowski: Robiłem to wystarczająco długo. Wydaje mi się, że na tyle sprawnie oceniam rzeczywistość, że jeśli by mi czegoś brakowało, to świadomie nie zrezygnowałbym z tego. Moja praca w PZPN trwała prawie sześć lat i pewien etap po prostu się zakończył. Absolutnie mi tego nie brakuje.

Kiedy podjąłeś decyzję, że odchodzisz z „Łączy nas piłka”?

Już przed mistrzostwami świata wiedziałem, że po mundialu się pożegnam i sygnalizowałem to moim szefom. Nie było to w żadnej mierze spowodowane tym, co wydarzyło się w Rosji, choć pewnie wielu osobom będzie ciężko w to uwierzyć. To była świadoma, w pełni przemyślana na wiele sposobów decyzja. Po prostu poczułem, że muszę robić coś innego. Zdradzę, że razem z Kubą Polkowskim planujemy odpalić w styczniu kanał piłkarski, który może trochę namieszać na polskim . Uważam, że jestem jeszcze za młody, żeby sobie usiąść, przychodzić do biura, odbijać kartę na zakładzie i robić tak, bo jest mi wygodnie.

Mówiłeś, że formuła tworzenia vlogów się wyczerpała. Nie było szans na kontynuację współpracy z nowym projektem?

Wyczerpała się w moim wykonaniu. Czułem, że w tym układzie nie ma to dalej sensu. Wydaje mi się, że w pewnym momencie potrzebujesz zmiany, żeby mieć jakiś oddech i sprawdzić się w innym środowisku. To byłoby dalej mieszanie się w tym samym sosie. Uznałem, że lepiej będzie, żeby ktoś inny, ze świeżym pomysłem dalej walczył z tą materią, a wbrew pozorom nie jest to takie łatwe. Z jednej strony ludzie mówią: trafiłeś na super wyniki i samo to popłynęło. Tak, ale z drugiej strony zaczynaliśmy za kadencji trenera Waldemara Fornalika, gdzie wyników nie było, albo były kompletnie rozczarowujące. Wtedy też tworzyliśmy treści, które znajdowały sporo odbiorców.

Byłeś z kadrą w Rosji, obserwowałeś wszystko „od kuchni”. Na jakimś etapie przygotowań do mundialu dało się wyczuć, że coś idzie nie tak, jak powinno?

Wszystko szło tak, jak przed Euro 2016, w wielu szczegółowych aspektach nawet lepiej. My z jakiegoś powodu oczekujemy jednej dominującej przyczyny, która powie nam, dlaczego coś wyszło nie tak. Na to złożyło się kilkadziesiąt małych cegiełek. Fajnie mówił o tym Łukasz Piszczek, że jeśli wypada jeden komponent, to zastępuje go słabszy. I już budowla jest niestabilna. Nawiązuję do kontuzji , która miała kluczowe znaczenie w kontekście tego, co wydarzyło się później. Od niej wszystko się zaczęło.

To jedna z tych cegiełek. A inne?

Eksperyment taktyczny przed mundialem, o którym dużo się dyskutowało. Jakbyśmy doskonalili to, co wychodzi nam dobrze, funkcjonowałoby jeszcze lepiej. My jako reprezentacja Polski jesteśmy w stanie rywalizować z każdą drużyną świata, jeśli wszystko to, co mamy najlepsze, odpali w kluczowym momencie. Tak było na Euro 2016, gdzie każdy był w życiowej formie, może poza . On przeanalizował sobie przygotowania do turnieju we Francji i kompletnie inaczej podszedł do tego przed mundialem w Rosji. Bardzo dużo podporządkował właśnie pod to. W klubie grał o wiele mniej niż w poprzednich latach, a mistrzostwa były dla niego kluczową sprawą. Może to, że przygotowania wyglądały tak samo jak przed Euro 2016, a były nawet lepiej dopięte w pewnych detalach sprawiło, że to ostatecznie nie było dobre? Może potrzebny był nowy impuls, jakieś przełamanie. Poza tym, my nie jesteśmy tak mocni, jak nam się wydaje. Kreujemy się na potęgę, ale bez kontekstu. Z piłkarzy reprezentacji Polski, których zna cały świat mamy dzisiaj Roberta Lewandowskiego i może Wojciecha Szczęsnego. Jest problem w ocenie potencjału ludzkiego tej drużyny.

Ktoś może powiedzieć, że na „Łączy nas piłka” też pompowaliście balonik.

Pokazywaliśmy atmosferę wewnątrz drużyny, a ona jest dobra. To 23 gości, którzy się znają, lubią, osiągnęli sukces w życiu. Grają za granicą, mają fajnie poukładane życie prywatne i jeszcze jadą sobie na mistrzostwa świata. Jest jakiś powód, by być w złym humorze? Dlaczego mieliśmy tego nie pokazywać? Ktoś może też powiedzieć, że przedstawialiśmy piłkarzy, jakby byli nie wiadomo kim. Dla mnie, a od zawsze interesuję się piłką, ktoś kto gra choćby na poziomie Piotra Zielińskiego jest kimś niesamowitym, bo zrobił coś więcej, niż większość ludzi, których znam. Wybitnych jednostek w tym środowisku jest może dwa procent.

Po porażce z Senegalem ruszyła lawina komentarzy. Niektórzy zarzucali reprezentantom, że bardziej niż na piłce skupiali się na udziale w spotach reklamowych. To tylko jeden z przykładów.

Jest tak dużo absurdalnych zarzutów, że trudno się odnieść do wszystkich. Ogromna większość tych spotów, które funkcjonowały, nie była nagrywana bezpośrednio przed przygotowaniami do mundialu. W poprzednich latach piłkarze też grali w reklamach. To, że teraz było większe zainteresowanie ich usługami marketingowymi czy komercyjnymi wynikało z tego, że przez poprzednie trzy, cztery lata po prostu grali na wysokim poziomie. Niektórzy korzystali z tego, że oferty się pojawiły. Udział w kampanii reklamowej piłkarza reprezentacji Polski, to 2-3 godziny na planie zdjęciowym. Jeśli ktoś uważa, że wzięcie udziału nawet w trzech kampaniach reklamowych, na które piłkarz w ciągu 12 miesięcy poświęcił 9 godzin, wpływa na jego formę fizyczną na mundialu, to nie ma pojęcia, o czym mówi. Zarzuty dotyczące kampanii reklamowych są tak samo absurdalne, jak te związane z piciem alkoholu.

A jak było z tym alkoholem?

Powiem szczerze, że ta drużyna piła za mało. Było jedno spotkanie, na którym piłkarze za zgodą Adama Nawałki mogli napić się alkoholu. Poza tym, to jest niezwykle profesjonalny zespół i pod tym kątem pilnuje się niesamowicie. Alkohol istnieje w każdej drużynie na wszystkich szerokościach geograficznych. Nie twórzmy z tego nie wiadomo jakiego tabu. Nasza drużyna pod tym kątem nie ma sobie nic do zarzucenia. Można mnie z tego rozliczać.

Na razie kibice rozliczają piłkarzy. Twoim zdaniem krytyka po mundialu była na wyrost?

Oceniamy piłkarzy przez pryzmat emocji. Pamiętam, jakie były nastroje, kiedy przegraliśmy z Holandią tuż przed wyjazdem do Francji. Dla wielu kibiców był wtedy wrogiem narodowym numer jeden. Pewnie dla tych samych, którzy później pisali, że jest ministrem obrony. To wszystko wynika z bazowania na emocjach i wyrywkowych momentach. Nie można mieć wobec tego zarzutów. Profil polskiego kibica jest taki, że niekoniecznie dzień w dzień interesuje się piłką i rozumie ją w szerszym aspekcie. To nie jest żaden zarzut, tylko trzeźwa ocena sytuacji. Ludzie chcą upraszczać, każdy chce mieć podaną gotową tezę. Możesz uderzyć w dobre tony i powiedzieć, że piłkarzom się nie chciało. Ja nie mogę tego stwierdzić. Byłbym nie fair wobec siebie, ponieważ za dużo widziałem.

Jaka była atmosfera przed ostatnim meczem z Japonią?

Mocno analityczna. Rozmowy w drużynie oscylowały wokół tego, co tak naprawdę stało się podczas mundialu. Dodatkową motywacją był fakt, że każdy chciał wygrać ten mecz choćby dlatego, by nie stać się najgorszą turniejową drużyną w XXI wieku. To była atmosfera spokojnej, rzeczowej dyskusji i motywacji w dniu meczowym, że dalej są mistrzostwa świata i trzeba zrobić wszystko, by wygrać.

Co najbardziej zostanie ci w pamięci z mundialu w Rosji?

Kibice Kolumbii w Kazaniu, którzy zalali stadion i całe miasto. Nigdy nie przeżyłem takiej atmosfery. Kiedy piłkarzy jeszcze nie było na rozgrzewce, a na stadionie pojawiła się jedna z legend kolumbijskiej piłki Carlos Valderrama, kibice tak huknęli, że przeszły mnie ciarki. Jeśli chodzi o sam turniej, to zapamiętam Lukę Modricia, który wyglądał fenomenalnie, w kontekście przygotowania fizycznego i całą reprezentację Chorwacji. Ponadto przed wyjazdem niesamowicie straszono nas obywatelami Rosji, którzy mieli być niemili i utrudniać nam życie, a było odwrotnie. To było dla nas szokujące, że zwykli ludzie robili wszystko, byśmy czuli się dobrze. Mamy w głowie mnóstwo stereotypów na temat Rosji. Na ich podstawie tworzymy sobie obraz.

Zaraz po mundialu dało się wyczuć, że kończy się epoka selekcjonera Adama Nawałki?

W piłce funkcjonuje coś takiego jak cykle. Piłkarze najpierw trenera badają, następnie go weryfikują przez pryzmat tego, jak pracuje. Później może nastąpić zauroczenie, np. sposobem pracy czy osobowością. W cyklu było to zauroczenie, trochę nawet zakochanie. Tak jak w każdym związku przychodzą jednak kryzysy, a potem cykle się kończą i nie ma odstępstwa od tej reguły. Relacje ludzkie eksploatują się i ja uważam, że w tym przypadku cykl po prostu się zakończył.

Byłeś zaskoczony, kiedy poznałeś nazwisko nowego selekcjonera?

Tak. Prezes jest człowiekiem, którego bardzo ciężko rozczytać, jeśli chodzi o jego zamiary. On wbrew pozorom świetnie słucha wielu ludzi, ale nigdy nie wiesz, jaką kartę ma w rękawie. Myślę, że nawet jego najbliżsi współpracownicy byli w pewnym momencie przekonani, że sięgnie po trenera zagranicznego. On w ostatnim momencie podjął decyzję, którą zaskoczył chyba wszystkich.

Można jakoś wytłumaczyć ostateczny wybór prezesa Bońka?

Myślę, że trener urzekł go jedną rzeczą. Dzisiaj piłkarski świat zmaga się z pewnym deficytem osobowości, które mają w sobie pasję nie do zgaszenia. Nowy selekcjoner ma ją w oczach. Można to zobaczyć nawet obserwując go przy ławce rezerwowych. Prawdziwej pasji w tym środowisku nie ma aż tak dużo, bo ludzie wpadają w rutynę. Tego się nie da kupić czy wytrenować.

Trener Brzęczek miał dobre wejście. Remis z Włochami w Bolonii można uznać za udany debiut?

Wtedy było już gęsto, ale otwarto drzwi i okna. Wpadło trochę świeżego powietrza i wszyscy to odczuli. Po tym meczu bardzo niesprawiedliwe wydało mi się, że w dużej mierze zdeprecjonowano Adama Nawałkę. To było nie fair, bo miałem wrażenie, że ktoś dwutygodniową pracę trenera Brzęczka chce porównywać do pięcioletniego cyklu byłego selekcjonera. W moim odbiorze opinia publiczna zafunkcjonowała tak, że wszystko, co robił Adama Nawałka było złe, a praca Jerzego Brzęczka jest super. Poza tym uważam, że z Portugalią na wyjeździe też zagraliśmy niezły mecz i trzeba takie rzeczy doceniać. Czy my oczekujemy od reprezentacji Polski, że będzie wygrywać z zespołami z tej półki? Wydaje mi się, że nie powinniśmy mieć takich oczekiwań.

Kibice windują oczekiwania, ale takie ich prawo.

Oczywiście, i postrzegają świat trochę zero-jedynkowo. Wygrasz, jesteś wspaniały. Przegrasz, jesteś ch***y. Nie ma złotego środka w tym postrzeganiu. Nie można się na to obrażać, ale można diagnozować i oceniać.

Jerzy Brzęczek ciągle powtarza, że tworzy się silna drużyna. Patrząc choćby na mecz z Czechami, trudno być optymistą i kibice chyba mu nie wierzą.

Mecz z Czechami obiektywnie był bardzo słaby, ale myślisz, że jak Adam Nawałka przegrywał ze Słowacją i remisował z Irlandią, kibice wierzyli w to, co mówił? Gwarantuję ci, że przed wygranym starciem z Niemcami w zwycięstwo wierzył tylko trener Nawałka i Sebastian Mila. Zastanawiam się, co by nas usatysfakcjonowało? My mamy problem, że selekcjoner w Polsce nie jest selekcjonerem. U nas, jest to praca człowieka, który musi zasypywać pewne braki. Mamy kilku piłkarzy na europejskim poziomie i musimy szukać sposobów, jak zmniejszyć różnicę między jakością jednych i drugich. W tym aspekcie Adam Nawałka był znakomity, bo wiedział, jakie mamy deficyty. Jerzy Brzęczek musiał zderzyć się z reprezentacją Polski w wielu aspektach, np. występowania na konferencjach prasowych i uświadomienia sobie, ile ważą słowa selekcjonera. On tej jesieni uczył się, a co z tego wyszło zobaczymy na wiosnę.

Trwa dyskusja na temat powołań Jerzego Brzęczka. Trener nie rezygnuje z Kuby Błaszczykowskiego, mimo że ten w ogóle nie gra w klubie.

Wiem, jakie mamy deficyty, zwłaszcza na pozycji skrzydłowego, więc mnie nie oburza powoływanie Kuby Błaszczykowskiego. My bardzo łatwo wypowiadamy jakąś tezę i dopasowujemy do niej argumenty. Moim zdaniem, w piłce każdą tezę da się obronić i da się obalić. Kuba przed Euro 2016 nie grał praktycznie w ogóle w Fiorentine. Pojechał do Francji i był tam naszym najlepszym zawodnikiem. Oczywiście jest coraz starszy, ale piłkarza z taką jakością na skrzydle dalej nie mamy. Jego wejście na boisko choćby na 15 minut może dużo zmienić. To jest ryzyko selekcjonera i jego sposób na łatanie wspomnianych już dziur.

A Jan Bednarek? Niektórzy widzą w nim następcę Kamila Glika. Jemu też brakuje regularnej gry, ale selekcjoner na niego stawia.

Mamy gigantyczny problem z pozycjami na środkowej obronie i ciężko dzisiaj znaleźć optymalną parę stoperów. Mi się wydaje, że to też były wybory argumentowane pomysłem na reprezentację. Wcześniej selekcjoner powiedział wyraźnie, że nie chce Thiago Cionka, ponieważ nie pasuje do koncepcji grania piłką. Okazało się, że chce Jana Bednarka, bo on spełnia jego wymagania. Jeśli jednak Bednarek zostanie w Southampton, gdzie na razie nie ma widoków na grę, to będzie miał problem. Rytm meczowy dla stopera jest bardzo potrzebny.

Ostatecznie Thiago Cionek i tak dostał powołanie, mimo że pierwotnie nie pasował do planów trenera.

Thiago Cionek jest podstawowym piłkarzem swojego klubu. Gra wszystko od deski do deski w Serie A, był trzy razy w jedenastce kolejki, więc nie jest totalnym amatorem, jak niektórym może się wydawać. Nie mam dzisiaj gotowego pomysłu na środek obrony, zwłaszcza w kontekście kontuzji Kamila Glika. Rozumiem więc kogoś, kto próbuje.

Prezes Boniek w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” wspomniał, że na wiosnę PZPN nie pozwoli trenerowi Brzęczkowi na pewne rzeczy, które robił jesienią. To nie jest podgrzewanie atmosfery?

Jako że funkcjonuję w środowisku piłkarskim i dziennikarskim, bardzo się cieszę, kiedy ktoś publicznie powie coś innego, niż oczekujemy. To jest Zbigniew Boniek i on może powiedzieć, co mu się podoba, bo zapracował na to przez całą karierę, jako piłkarz, działacz i prezes. Nie dorabiałbym do tego jakiejś ideologii. Pewnie selekcjoner lepiej poczułby się, gdyby usłyszał, że jego decyzje są niezależne i ma pełne wsparcie. W tej pracy jednak nigdy nie poczujesz się pewniej. Będziesz oceniany codziennie przez setki ludzi, często powierzchownie. Obiektywnie, jeśli prezes federacji wypowiada się w ten sposób, można to uznać za faux pas. Ja jednak cieszę się, jeśli ludzie mówią to, co myślą.

Zostawmy na chwilę seniorów, bo nasza kadra U-21 dokonała ostatnio niemożliwego. Tobie podobno śniło się, że wygramy z Portugalią i awansujemy na młodzieżowe mistrzostwa Europy.

Tak, mam na to dowody, bo pisałem do Agnieszki Prachniak, która pracuje w PZPN. Przy okazji wspomniałem jej, by się nie martwiła, bo śniło mi się, że w meczu pierwszej drużyny będzie 1:1, a U-21 awansuje. Nie pamiętam, kiedy mieliśmy taki fajny piłkarski wieczór. Bardzo kibicuję tam wielu chłopakom, zwłaszcza Bartkowi Kapustce. Dawid Kownacki był z nami na mundialu. Jestem fanem talentu Kamila Grabary i Krystiana Bielika. Wbrew obiegowym opiniom mocno kibicuję też Szymonowi Żurkowskiemu. On ma nieprawdopodobny potencjał motoryczny, ale jeszcze duże deficyty piłkarskie. Zawsze to powtarzam i myślę, że on o tym wie. Przede wszystkim kibicuję trenerowi Czesławowi Michniewiczowi. Niesamowicie go cenię, lubię i uważam, ze jest znakomitym szkoleniowcem z pasją do piłki. On chce wygrywać, nie ma zbędnego gadania o stylu, kwiecistych sztafażach. Bardzo się cieszę, ze pojadą na Euro 2019, bo to jest fantastyczna impreza.

Jakie znaczenie ma funkcjonowanie młodzieżowych drużyn w kontekście pierwszej reprezentacji?

U-21 to kategoria de facto seniorska. Piłkarze w tym wieku grają w pierwszych reprezentacjach i mogą decydować o obrazie tych zespołów. Pytanie, jak teraz będzie wyglądał podział. Trzeba ich rozdzielić między drużynę U-20, która zagra na mistrzostwach świata w Polsce, U-21 i pierwszą reprezentację. Trenerzy Jacek Magiera, Czesław Michniewicz i Jerzy Brzęczek będą musieli podyskutować o tych sprawach. Pamiętajmy też o najważniejszej rzeczy – kategorie młodzieżowe są stworzone, by przede wszystkim dostarczać piłkarzy do pierwszej reprezentacji. Nie można jednak mówić, że wyniki w juniorskich zespołach nie liczą się. Sorry, dla sportowca wynik jest istotny nawet wtedy, gdy gra z żoną w ping ponga albo z ciocią na PlayStation.

Na koniec roku szczęście uśmiechnęło się do nas w Dublinie. Jak oceniasz losowanie grup eliminacji Euro 2020?

Mamy najłatwiejszą grupę z możliwych. Być może z szóstego koszyka mogliśmy trafić słabszy zespół, ale nie możemy na to patrzeć. Za faworyta tej grupy uważam Austrię, lecz to nie oznacza, że chcę się asekurować, by później ewentualnie usprawiedliwiać naszych piłkarzy. Mamy obowiązek awansować z drugiego miejsca. Patrząc na potencjał piłkarski nie możemy wymagać, że wygramy dwa mecze z Austrią po 3:0. Grupa jest bardzo ciekawa, ale niektórym może brakować piłkarskiego brandu, a przecież mogliśmy wylosować Niemców. Wydaje mi się, że po takim losowaniu selekcjoner sobie myśli: ta misja jest realna. A to dodatkowa motywacja do pracy.

Czytaj także:
Wylosowano grupy eliminacji Euro 2020. Wiemy z kim zagra Polska!

Czytaj także

 1
  • Niełatwo znaleźć drugiego kolesia o tak bezdennie pustych oczach, w których nie kryje się nawet odrobina czegokolwiek. Cały ten wywiad, to jeden wielki bullshit.

    Czytaj także