Krzysztof Kwiatkowski: Oscary różnorodności

Krzysztof Kwiatkowski: Oscary różnorodności

Rami Malek
Rami Malek / Źródło: Newspix.pl / ABACA
Triumf „Green Booka”, Alfonso Cuaron z nagrodą za reżyserię „Romy”, Rami Malek najlepszym aktorem, a Spike Lee scenarzystą. Tegoroczne Oscary wpisały się w ważną dyskusję o amerykańskim społeczeństwie.

– Zrobiliśmy film o geju i imigrancie, który nie przepraszał za to, jak żyje. Dzisiaj łakniemy takich historii. Ja sam jestem synem przybyszy z Egiptu, pierwszym pokoleniem urodzonym w Ameryce – mówił ze sceny Rami Malek, odbierając Oscara za rolę Freddie’go Mercury’ego w „Bohemian Rhapsody”. Mieszkający w USA od ponad trzech dekad Meksykańczyk, Alfonso Cuaron, odbierał zaś statuetkę za reżyserię „Romy” z rąk innego ekspata, Guillermo del Toro i po hiszpańsku dziękował krajowi pochodzenia. Tegoroczne Oscary stały się przypomnieniem, że Stany Zjednoczone tworzyli, i wciąż tworzą, imigranci. Że siłą kultury jest mieszanka wrażliwości, jakie wnoszą do niej przyjezdni. I nie wolno zatracić różnorodności w czasach Trumpów, szowinizmu, nietolerancji.

Jednak żeby móc naprawdę koegzystować, nie wystarczy dostrzec zróżnicowania dzisiejszego społeczeństwa. Trzeba także spojrzeć wstecz i zmierzyć się z własną przeszłością. W USA – z dekadami wykluczenia Afroamerykanów. I właśnie o tym opowiada Peter Farrelly w „Green Booku”. Przenosi na ekran historię czarnoskórego muzyka, który w latach 60 odbywa tournée po Południu kraju, gdzie konfrontuje się z wszechobecną nietolerancją.

Podobną lekcję niesie „Czarne bractwo. BlacKkKlansman” z wyróżnionym scenariuszem Spike’a Lee. Portretując pierwszego czarnego funkcjonariusza w policji miasteczka Colorado Springs, reżyser po raz kolejny robi to, w czym jest najlepszy: walczy o prawa nie-białych mieszkańców USA, odkurza pamięć o ważnych postaciach ruchu emancypacyjnego, wskazuje sektory wykluczenia, która dotyka nie-białe społeczności.

Przez lata Lee dźwigał etykietę radykała. Dzisiaj przemysł filmowy zrozumiał, że kino pozbawione głosu nieuprzywilejowanych mniejszości staje się puste. Nie boi się jasno określać, po której stronie politycznego sporu stoi. Po akcjach #MeToo czy #OscarsSoWhite (hashtag stał się wyrazem sprzeciwu wobec ignorowania czarnych artystów) zwraca uwagę na reprezentację kobiet i Afroamerykanów na ekranie. Broni liberalnego spojrzenia na świat i wchodzi w dialog z populizmem zalewającym Amerykę. Celebruje choćby „Vice’a” zadziorny portret Dicka Chenneya, w którym Adam McKay nie zostawia suchej nitki na partii republikańskiej.

Akademia staje się bardziej świadoma roli, jaką kino odgrywa w kształtowaniu mentalności i dążeniu do równości w społeczeństwie. I nie zamierza walki o rząd dusz oddać walkowerem.

Czytaj także:
91. ceremonia rozdania Oscarów. Pełna lista zwycięzców

Galeria:
Oscary 2019. Fotorelacja. Zdjęcia z czerwonego dywanu
Okładka tygodnika WPROST: 9/2019
Więcej możesz przeczytać w 9/2019 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 3
  • Kiedyś antykomunizm był gwarancją chwały, awansu i żarcia. Dzisiaj tęczowość i inne "różnorodności" …
    Dlatego Pokojowa Nagroda Nobla dla ciemnoskórego pana Hussein Obama, późniejszego mistrza rekordzisty pozaprawnych zdalnie sterowanych zabójstw przy pomocy dronów.
    Tak sie dzieje, jak w trakcie upadku cywilizacyjnego od "reformacji" dr. Luder przez (nied-)oświecenie rewolucji francuskiej markiza de Sade zamienia sie myślenie "czuciem" ...
    • z akademii filmowej zrobiła się akademia polityczna, wystarczyło być byle jakim imigrantem lub pedziem aby dostać Oscara, pecha mieli twórcy polskiej Zminej wojny, ani w nim imigranta, Żyda czy tez pedzia albo lesby i na dodatek film z kraju faszystów i oboozów koncentracyjnych
      • z akademii filmowej zrobiła się akademia polityczna, wystarczyło być byle jakim imigrantem lub pedziem aby dostać Oscara, pecha mieli twórcy polskiej Zminej wojny, ani w nim imigranta, Żyda czy tez pedzia albo lesby i na dodatek film z kraju faszystów i oboozów koncentracyjnych

        Czytaj także