Studentka z Łodzi brutalnie pobita? Historia obiegła internet, policja przedstawia zupełnie inną wersję

Studentka z Łodzi brutalnie pobita? Historia obiegła internet, policja przedstawia zupełnie inną wersję

Dodano:   /  Zmieniono: 
W poniedziałek około godziny 5:30 nad ranem Aleksandra Szulejko, która mieszka w Łodzi, wracała ze szkolnej transmisji Oscarów do akademika. Została pobita przez nieznanego sprawcę, który miał jej grozić śmiercią. Całą sytuację kobieta opisała w poście zamieszczonym w mediach społecznościowych. Szulejko ma pretensję o to, że policja nie zachowała się odpowiednio w tej sytuacji. O sprawę zapytaliśmy rzeczniczkę KWP w Łodzi Joannę Kącką. Przedstawia ona nieco inny przebieg zdarzenia.

Aleksandra Szulejko zamieściła na  opis zdarzenia. Do tej pory post zebrał 23 tysiące reakcji i został udostępniony 26 tysięcy razy. „Zaczynam krzyczeć i wtedy mężczyzna zaczyna do szarpania i ściskania dodaje okłady pięścią w twarz i głowę i informuje mnie, że mam mu cytuje „oje***ać galę”. W życiu nie spotkało mnie coś równie obrzydliwego, coś na tyle przerażającego, że dosłownie się zsikałam pod siebie. Potem pamiętam już tylko okładanie mojej głowy, krzyki »nie krzycz bo Cię zajebię« i moje histerycznie wrzeszczenie wniebogłosy o pomoc. Na koniec sprowadzenie do pozycji klęczącej i kilka kopniaków w głowę i w bok ciała. Potem pojawili się ludzie i oprawca spokojnie oddalił się w stronę ulicy Kilińskiego” – napisała na .

Z jej relacji wynika, że na miejsce sama wezwała policję, która zjawiła się dopiero po 25 minutach od jej telefonu. Funkcjonariusze mieli nawet nie wysiąść do niej z samochodu, a zaprosić ją do środka, po czym robić kilka kółek radiowozem wokół miejsca zdarzenia, mając na celu złapanie oprawcy. W tym czasie Szulejko miała dzwonić do dyspozytorki, która w końcu wysłała do niej karetkę. Gdzie? Na miejsce, w którym doszło do pobicia. Kobieta pisze, że nie została pouczona przez policjantów o tym, co ma robić dalej w związku ze sprawą.

facebook

Po wyjściu ze szpitala, Aleksandra Szulejko zgłosiła się na policję, gdzie dowiedziała się, że sporządzona została notatka, iż została ona pouczona przez funkcjonariuszy. „Policjanci mówią mi, że nie ma śladów biologicznych więc jedyne co mi dolega to uszczerbek na zdrowiu poniżej 7 dni co jest wykroczeniem. To co usłyszałam »Jak mi nie ojebiesz gały to Cię zabije«, »zamknij się bo Cię zabije« i okładanie mnie po głowie nie jest wystarczające. Coraz to nowym policjantom muszę opowiadać ze szczegółami jak i gdzie mnie dotknął, złapał, szarpnął, uderzył ze wszelkimi szczegółami. W efekcie przesłuchuje mnie prokurator. Sprawca będzie ścigany. Tylko dlatego, że powiedziałam sobie, że nie odpuszczę, ze ten człowiek pewnie mieszka obok nas i nie zrobił tego pierwszy raz i że nie narażę na to piekło innych kobiet” – pisze.

Ustalenia policji

W sprawie skontaktowaliśmy się z rzeczniczką KWP w Łodzi Joanną Kącką. – Niezwłocznie po przeczytaniu postu zamieszczonego na portalu społecznościowym Pani Aleksandry komendant zlecił przeprowadzenie czynności kontrolnych co do zastrzeżeń, które opisano w publikacji – zaznacza. Z ustaleń policji wynika, że po zgłoszeniu dotyczący pobicia, otrzymanym przez Wojewódzkie Centrum Powiadamiana Ratunkowego (112), „niezwłocznie” wysłany został na sygnale uprzywilejowany partol (policjant i policjantka), który „dotarł na miejsce w ciągu 5 minut od przekazania nam informacji”.

Rzeczniczka tłumaczy, że zawsze w sytuacjach, kiedy możliwa jest penetracja terenu, wspólnie z pokrzywdzonym lub świadkiem policjanci niezwłocznie podejmują taką próbę. – Doświadczenie pokazuje, że daje to sporą szansę na zlokalizowanie i zatrzymanie podejrzewanego. Tak też było w tym przypadku. Patrol zabrał na pokład radiowozu zarówno pokrzywdzoną jak i świadka – podkreśla.

Kącka mówi, że z „dokumentacji sporządzonej przez policjantów a także odsłuchu rozmów z dyżurnym, ustalono, że z relacji zgłaszającej nie wynikało tło seksualne”. W związku z tym czynności były wykonywane pod kątem pobicia. – W związku z pogarszającym się samopoczuciem i narastającymi dolegliwościami zostało przez dyżurnego wezwane pogotowie ratunkowe. Decyzją medyków przewieziono Panią Aleksandrę na badania do szpitala, po których została zwolniona do domu – relacjonuje ustalenia Kącka.

Rzeczniczka opowiada, że Aleksandra Szulejko pojawiła się na komisariacie po godzinie 12:00, gdzie zadeklarowała chęć „zgłoszenia zawiadomienia o usiłowaniu zgwałcenia”. – Dopiero w tym momencie wniknęły okoliczności dotyczące tła seksualnego. Przy tego rodzaju przestępstwach policjanci wykonują ściśle określone prawem i procedurami czynności. Nie przesłuchują a jedynie po krótkim ustaleniu okoliczności sprawę przekazują do prokuratury i tak też się stało w tym przypadku. Zawsze zależy nam na tym, aby nie potęgować odczucia dodatkowej traumy – podkreśla.

Kącka twierdzi, że „w I Komisariacie rozmawiał z pokrzywdzoną, w podstawowym zakresie okoliczności zdarzenia, jeden policjant”. – Funkcjonariusze bezpośrednio z komisariatu przewieźli zgłaszającą do prokuratury, gdzie została przesłuchana – wyjaśnia rzeczniczka. Zaznacza, że zostały przejrzane monitoringi z miejsca zdarzenia, aby zabezpieczyć wizerunek napastnika, przekazano też pokrzywdzonej skierowanie na obdukcję, a technik kryminalistyki wykonał dokumentację fotograficzną obrażeń. – Zapewniam, że prowadzimy wszystkie możliwe czynności wykrywcze, aby ustalić sprawcę napaści i pociągnąć go do odpowiedzialności karnej – podkreśla rzeczniczka policji.


O godzinie 16:00 26 lutego policjanci z Komendy Miejskiej Policji w Łodzi zatrzymali 29-latka jako osobę podejrzewaną o napaść na tle seksualnym. Podano, że zdarzenie, z którym ma związek zatrzymanie, miało miejsce 25 lutego po godzinie 5:00 nad ranem na ulicy Wigury w Łodzi. Policja pokazała także zdjęcie z zatrzymania mężczyzny.

Czytaj też:
Studentka z Łodzi ofiarą napaści na tle seksualnym. Policja zatrzymała podejrzanego