Aleksander Doba: Spałem w kajaku na balkonie, by sprawdzić wytrzymałość

Aleksander Doba: Spałem w kajaku na balkonie, by sprawdzić wytrzymałość

Dodano:   /  Zmieniono: 1
Aleksander Doba
Aleksander Doba / Źródło: Facebook / Aleksander Doba
Nie żyje Aleksander Doba. Jak poinformowali jego najbliżsi, 74-latek „zmarł śmiercią podróżnika” zdobywając najwyższy szczyt Afryki, Kilimandżaro. W rozmowie z „Wprost”, przed dwoma laty, tak sam podróżnik mówił o przekraczaniu kolejnych barier i biciu rekordów: – Zawsze uważałem, że zanim podejmę się ekstremalnego wyzwania, najpierw muszę się sprawdzić. Kiedyś, przed zimowym spływem kajakowym postanowiłem, że zobaczę jak to jest. Wystawiłem kajak na balkon i spałem w nim, by sprawdzić swoją wytrzymałość na mróz. Żona o wszystkim opowiedziała moim kolegom i później żartowali sobie z moich metod.

Aleksander Doba, podróżnik, który jako pierwszy człowiek w historii samotnie przepłynął kajakiem Ocean Atlantycki z Afryki do Ameryki Południowej, wyłącznie dzięki sile swoich mięśni. W 2019 roku udzielił „Wprost” wywiadu. Pytany o życiowe inspiracje, odpowiedział, że ciągle szuka nowych. – Latem byłem na kursie paralotniarskim, wystąpiłem w „Agencie”. Życie jest piękne, trzeba z niego korzystać nie zaglądając w metrykę i nie zmuszając się do niczego. Wszystkie wyzwania, które podejmuję, są dla frajdy – dodał.

Czytaj też:
Nie żyje Aleksander Doba. Zginął podczas wejścia na Kilimandżaro

72-letni podróżnik przyznał, że chęć do poznawania świata rozbudzili w nim rodzice. – Już jako 15-latek, za zgodą rodziców, wybrałem się na pierwszą samotną wyprawę rowerową. Mieszkałem wtedy w Swarzędzu, a pojechałem do Świnoujścia. Stamtąd, wzdłuż linii brzegowej Bałtyku, aż do Krynicy. Przejechałem całe wybrzeże. Nie mieliśmy wtedy w domu telefonu, wysyłałem rodzicom kartki pocztowe z kolejnych etapów wyprawy. Dziś się dziwię, że rodzice mi zaufali, choć przyznam, że wcześnie dojrzałem, i fizycznie, i emocjonalnie – wspominał.

Próby charakteru

Jednak, jak dodał, podróże pojawiły się w jego życiu jeszcze wcześniej. – Na początku dzięki literaturze, czytałem Karola Maya i jego „Winnetou”, a potem sam wyznaczałem sobie różne zadania, hartowałem sam siebie, kształtowałem się jako młodzieniec – powiedział.

Jak zauważył, także w czasie podróży często odkrywał inspiracje. – Kiedy w 2000 roku płynąłem kajakiem z Polic do Narwiku, w czasie wyprawy za Koło Podbiegunowe Północne, i po 27 dniach podróży dotarłem do Oslo, poszedłem zwiedzić norweski statek Fram, który wsławił się wyprawami do Arktyki i Antarktyki. W czasie tej wycieczki po muzeum doszedłem do wniosku, że ludzie, którzy na Framie brali udział w wielkich ekspedycjach polarnych, mieli gorzej ode mnie. W czasie mojej dalszej podróży byle co nie mogło mnie już złamać – dodał.

Czytaj też:
Weronika Rosati szczerze o swoich rodzicach i filmowych autorytetach

Cały artykuł dostępny jest w 10/2019 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 1

Czytaj także