Dziewulski odsłania kulisy III RP. Prostytutki u posłów, szczegóły ochrony Kwaśniewskiego

Dziewulski odsłania kulisy III RP. Prostytutki u posłów, szczegóły ochrony Kwaśniewskiego

„Jerzy Dziewulski o kulisach III RP”
„Jerzy Dziewulski o kulisach III RP” / Źródło: Wydawnictwo Prószyński i S-ka
„Jerzy Dziewulski o kulisach III RP” to niecenzurowana opowieść o początkach III Rzeczpospolitej. Jeżeli pasjonujesz się historią, a z drugiej strony interesują cię pikantne szczegóły z życia politycznego – ta książka z pewnością cię zaciekawi.

– Opisuję to, co wywarło na mnie największe wrażenie. Ot, gliniarz, pierwszy w historii Polski, dostaje się do parlamentu i widzi świat polityki od środka, a nie jak dotychczas – z „krawężnika", kiedy obserwował na ulicy przejeżdżające czarne limuzyny. Nagle znalazł się w ich środku, nieco zagubiony, zdumiony i rozczarowany tym, co zobaczy – zapowiada Jerzy Dziewulski. W książce napisanej wspólnie z Krzysztofem Pyzią, były antyterrorysta ujawnia kulisy III RP.

„Niewygodna prawda o negocjacjach z udziałem Kościoła przy Okrągłym Stole. Kulisy werbowania księży przez esbecję. »Most«, największa operacja w historii światowych służb specjalnych, w relacji dowódcy – Jerzego Dziewulskiego. Sekrety ochrony najważniejszych osób w naszym państwie i najważniejszych osób na świecie. Noc teczek z 4 na 5 czerwca 1992 roku w polskim Sejmie. Prawda o Anastazji P. i seksaferach w polityce. Największa afera szpiegowska III RP. Szokująca opowieść, po której przyznasz, że naprawdę mało wiedziałeś o Polsce po 1989 roku” – czytamy w opisie książki „Jerzy Dziewulski o kulisach III RP”, która ukaże się 23 kwietnia 2019 roku nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka.

Przeczytaj przedpremierowe fragmenty

AGENTURA W KOŚCIELE

„Nie wiem, co to był za gość z tego księżulka i jakie miał motywacje, ale żeby donosić na własnego bratanka?! Co więcej, z notatki wynikało, że na uroczystości ślubnej pojawił się sam zastępca komendanta głównego milicji, będący kuzynem owego gliniarza. No myślę sobie, albo jakieś operacyjne gierki, albo ten ksiądz już zupełnie zatracił granicę przyzwoitości… Ja rozumiem, że księdza język swędział, ale żeby donosić na własnego, najbliższego członka rodziny? Zresztą i tak obyło się bez ofiar, bo z racji znajomości z zastępcą Komendy Głównej Milicji Obywatelskiej, nic nie zrobili temu gliniarzowi. Trud duchownego poszedł na marne…

– Ale co go zmusiło do tego donosu? – Wiedza, którą posiadała bezpieka. Został przez nią zwerbowany, miał pewną słabość, a każdą słabość można wykorzystać… SB miała podobno twarde materiały potwierdzające jego przywary. Ale jak to w operacyjnych gierkach, kogo tam obchodzi etyka, nigdy owych dowodów nie użyto w ewentualnym procesie karnym, bo ksiądz TW był bardziej przydatny niż ksiądz pedofil. Mieli go w ręku, trzymali na smyczy, a ów ksiądz, zdając sobie sprawę z tego, co na niego mają, nadawał im wszystko o wszystkich, nawet o ślubie własnego bratanka, a jakby trzeba było, toby i o własnej matce… A wszystko po to, by ratować tyłek! Zresztą w tamtym czasie, czyli latach 80., największa procentowa tak zwana werbowalność agentury była właśnie w Kościele”.

KSIĄDZ JANKOWSKI I LECH WAŁĘSA

„– A propos materiałów obciążających… Jakiś czas temu pojawiły się oskarżenia o to, że wspominany już wcześniej ksiądz Jankowski był pedofilem. Wcześniej zaczęliśmy coś o tym mówić, ale urwał nam się wątek. Słyszałeś coś więcej na ten temat w czasach swojej aktywności?

– Już dawno temu krążyły informacje na ten temat. Pamiętam, że kiedy pokazywano Wałęsę z Jankowskim, to mówiło się, że Wałęsa jest agentem, ale nikt tak naprawdę wówczas w to nie wierzył. Dzisiaj ta ocena nie jest taka jednoznaczna. Powiem więcej, trzeba pamiętać, że funkcjonariusze milicji nie mówiliby o tym w kuluarach, gdyby ich wiedza nie była oparta na mocnych podstawach… W końcu wiedzieli o tym od naprawdę dobrze zorientowanej bezpieki, z którą byli strukturalnie, na pewnym poziomie połączeni. Pamiętam, że kiedy słynny prałat błyszczał u Wałęsy i całej Solidarności, to mówiło się wtedy o dwóch osobach ze świecznika”.

PROSTYTUTKI W DOMU POSELSKIM

„– Dobra, zapytam prosto z mostu. Jak to było z prostytutkami za twoich czasów? – Jeżeli chodzi o prostytutki w ogóle… To jest tajemnicą poliszynela, że do domu poselskiego przychodziły panie oferujące swoje usługi. Przynajmniej za czasów, w których ja byłem posłem. Moim zdaniem dalej przychodzą, bo politycy to tacy sami ludzie jak inni. To, że dany facet ma tytuł posła, nie czyni go świętym, nie wyzbywa się wraz z mandatem ciemnej strony swojej osobowości. Dlaczego prostytucja kwitnie? Bo jest na nią popyt. Czy akurat politycy są grupą, która jest odporna na takie atrakcje? No skąd. Widziałem kilka wyjątkowo ciekawych sytuacji, kiedy posłowie wprowadzali do domu sejmowego wiadomego autoramentu panie. Często prostytutkę rozpoznasz już po sposobie zachowania, jak chodzi, jak mówi, jak się nosi. Niekoniecznie po ubiorze. Jak ci opowiadałem, ja pracowałem z prostytutkami. Wiedziałem, że bardzo trudno uchować się w pewnej grupie, że tak powiem na poziomie, prostytutce, która nie jest »elitarną«. Na te luksusowe prostytutki posłów z reguły nie było stać. Tylko na te z ogłoszeń, od chleba powszedniego… A elitarne prostytutki się nie ogłaszają. To jest tak zwane ogłoszenie szeptane – jeden drugiemu przekazuje telefon do wiadomej pani. Ale taka dziewczyna bywa bardzo droga. Więc większości polityków nie było stać na taki reglamentowany »towar«. Tak że dla wprawnego oka od razu było widać, który to polityk obnosi się z paniami wiadomego autoramentu…".

***

„– Sejmowe libacje były na porządku dziennym? – Do dzisiaj mam w pamięci aferę, jak to goła prostytutka wyleciała z okna hotelu poselskiego. Zresztą popijawy i chlanie do nieprzytomności w Sejmie były od zawsze. Zawsze znajdowało się ku temu okazje. Wygrana w głosowaniu, przegrana w głosowaniu, ktoś potknął się na schodach, ale przeżył, kogoś złamało, lecz życie trwa – zawsze można znaleźć okazję. Dokładnie jak w codziennym życiu Polaków, byle okazja…”.

AGENCI POŚRÓD POSŁÓW, MINISTRÓW I SĘDZIÓW. NOC TECZEK

„Psychoza opanowała Sejm. Dziwne rzeczy się z ludźmi działy, jak oni to sobie przedziwnie tłumaczyli… Jak podniosę rękę przeciwko uchwale, która mówi o ujawnieniu agentów, będę naznaczony, wszyscy mnie pokażą palcem. On nie chce lustracji, więc oznacza to, że ma przeszłość agenturalną. Ja bym wtedy głosował przeciw! Byłem jedynym w tym Sejmie, który nie mógł być agentem, bo byłem gliniarzem. Nie mogli mnie zwerbować. W związku z czym mnie na tej liście nie mogło być. Dlatego gdybym podniósł rękę przeciw tej ustawie, nikt nie mógłby wskazać, że ja się boję ujawnienia mojej przeszłości. Słyszę, że ten bubel prawny został przegłosowany, i mówię »Ludzie, wyście popełnili seppuku. Wbiliście sobie nóż w brzuch i jeszcze wiercicie nim, żeby mocniej bolało«. Za jest stu osiemdziesięciu sześciu posłów, przeciw – piętnastu, trzydziestu dwóch zaś wstrzymuje się od głosu. Dzisiaj to nie do pomyślenia, ale dzień po głosowaniu chwali , że jest odważny, i cieszy się, że ma tak bohaterskiego ministra”.

KULISY OCHRONY ALEKSANDRA KWAŚNIEWSKIEGO

„– Co tam zastałeś? – Design, hm, jakby wnętrza urządzał pijany dekorator. Z kolei w gabinecie prezydenta po poprzedniku Kwaśniewskiego zostały tylko... puste ściany. Nie było książek, nie mówiąc już o regałach, czegoś, co jest podstawą chociażby medialną, żeby w trakcie wywiadów ten gabinet jakoś wyglądał. I dawał właściwą oprawę prezydentowi. Nie wiem, czy Lech Wałęsa był miłośnikiem książek, ale gabinet prezydencki po ustaniu kadencji opróżniono do zera. Wyobrażasz sobie, że wywieziono nawet fotel prezydencki? Trzeba było Kwaśniewskiemu ściągnąć coś wygodnego. Poza tym przy tych oględzinach prezydenckich apartamentów po Wałęsie zwróciłem uwagę na kilka elementów. Przede wszystkim w oczy rzuciła mi się tak zwana sala reanimacyjna”.

***

„– Także decydować. Kwaśniewski w pewnym momencie ma ochotę wyskoczyć na miasto. Szef BORu pyta się, co to za lokal, gdzie w ogóle idziemy. Mówię, że się w swoim czasie dowiedzą. Czy to było zgodne z zasadami? Nie. Czy było zgodne z logiką i bezpieczeństwem? Tak. Co prawda zgodnie z regulaminem powinni wiedzieć, gdzie idą…

– Poszliby sprawdzić, zabezpieczyć i wszyscy by wiedzieli… – I to byłoby niezgodne z bezpieczeństwem. A tak nikt nie wiedział, że za chwilę będzie tam prezydent, więc nie mógł zaplanować zamachu”.

O autorach

Jerzy Dziewulski – były gliniarz, antyterrorysta, poseł na  I, II, III i IV kadencji. Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Pracę zaczynał w Milicji Obywatelskiej w wydziale służby wywiadowczej na Żoliborzu. Później był m.in. oficerem wydziału kryminalnego, a następnie dowódcą jednostki antyterrorystycznej na lotnisku Okęcie w Warszawie. Szef osobistej ochrony prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, jego osobisty sekretarz oraz doradca do spraw bezpieczeństwa. Szkolony w USA, w Izraelu i we Francji. Twórca sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych. Ranny na służbie. Jako jedyny policjant w Polsce został trzykrotnie odznaczony Medalem za Ofiarność i Odwagę. Odznaczony również Krzyżem Oficerskim i Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Krzysztof Pyzia – absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Autor bestsellerów, m.in. „Jerzy Dziewulski o polskiej policji", „Jerzy Dziewulski o terrorystach w Polsce". Interesuje się historią i tematyką dotyczącą służb specjalnych i terroryzmu.

Czytaj także:
20 marca premiera autobiografii „Porcelain” Moby'ego. Przeczytaj fragment książki

Czytaj także

 6
  • Kłótnia Chazarów z Semitami.
    youtube
    • Niema gorszego wszarza, od kogoś kto opluwa swoje środowisko. Starszym braciszkom, żadne pieniądze nie śmierdzą.
      • Mitoman i grafoman. To cały komentarz. Na wszystkim można zarobić.
        • I to jest ten spec, pierwszy specjalista, antyterrorysta!
          Zamiast trzymać język za zębami to kłapie jak przekupka na bazarze.

          Takim powinni przed przystąpieniem do służby obcinać język i jaja, a jak coś napisze to dodatkowo obciąć ręce!
          Takich typów nikt nie potrzebuje, żaden władza, żaden kraj!
          •  
            czy komus wiadomo by cos sie zmienilo w  tych sprawach damsko meskich ?
            cha cha cha cha