Poparcie dla strajku to sposób na realny protest przeciw reformie edukacji

Poparcie dla strajku to sposób na realny protest przeciw reformie edukacji

Strajk nauczycieli
Strajk nauczycieli / Źródło: Newspix.pl / Piotr Twardysko-Wierzbicki
Strajk nauczycieli to coś więcej niż walka o podwyżki wynagrodzeń. To także sygnał dla władzy – nie jesteście wszechwładni i nie jesteście bezkarni.

Nauczyciele strajkują, bo chcą podwyżek wynagrodzeń, jednak skala tego protestu, oraz poparcia dla niego pokazuje, że nie chodzi tu tylko o podwyżki. Nawet, gdyby postulat strajkujących został jutro spełniony, nie stałoby się tak, że gniew zastąpiłaby powszechna radość, bo ci, którzy popierają protest o pieniądzach w pierwszej kolejności nie myślą.

Reforma edukacji była wprowadzana siłowo. Bez wystarczających konsultacji z nauczycielami, pospiesznie, niedbale. Nowe podstawy programowe przygotowano w krótkim czasie, bez jasnego planu, celu, bez uzasadnienia. Są one w dodatku anachroniczne, jeszcze bardziej niż poprzednie. Szkoła przemieniona przez minister Annę Zalewską i tych, którzy z nią w tej sprawie współpracują, to szkoła przeorganizowana i przeniesiona w przeszłość. Gimnazja zostały zlikwidowane, a podstawy programowe napisane na nowo tak, że starsi rodzice przeglądając podręczniki dzieci czują się, jak w swojej własnej szkole. I jeśli dotychczas zarzucano polskiej edukacji, że jest stworzona na wzór pruski, że nie rozwija samodzielnego myślenia i kreatywności, to teraz, po reformie jej wady zostały wzmocnione.

Minister Zalewska wprowadzając te zmiany działała bez wahania. Nawet, jeśli w bardziej kontrowersyjnych sprawach powoływała jakieś zespoły konsultacyjne, to raczej ich nie słuchała. Specjaliści zapraszani do ministerstwa na spotkania opowiadali, że pani minister na nie nie przychodziła, tylko wysyłała wyznaczoną osobę, a kiedy była obecna, to nie brała pod uwagę zastrzeżeń, nie debatowała, tylko, mimo oporów środowiska forsowała swoje postanowienia. Można było patrzeć bezradnie na podwójny rocznik szykujący się do szkół średnich, na pustoszejące gimnazja i przepełnione podstawówki, na kanon anachronicznych lektur szkolnych, których dzieci nie rozumieją, na podstawy programowe przeładowane datami, wojnami i tak obszerne, że część materiału uczniowie muszą poznawać samodzielnie w domu. Można było gniewać się na to, pomstować, powtarzać, że tak nie wolno, ale nikt nie mógł z tym nic zrobić.

Teraz dzieje się coś, z czym nic nie może zrobić minister edukacji, ani żaden inny. Nauczyciele postanowili strajkować i robią to, co zapowiedzieli. Można ich oczerniać, można na nich pomstować, można się gniewać, a oni i tak będą strajkować. Władza nagle okazuje się wobec nich bezsilna, tak jak oni i rodzice ich uczniów czuli się bezsilni wobec władzy. Nagle widać wyraźnie, że są obszary, w których władza nie jest wszechwładna i bezkarna. Okazało się, że popierając strajk z postulatami płacowymi można nareszcie realnie sprzeciwić się reformie, która została wprowadzona wbrew argumentom i ostrzeżeniom. Znalazł się nareszcie sposób na to, żeby wydać autorom tych zmian wielkie społeczne veto. A jeśli nauczyciele na tym zarobią, tym lepiej, do zawodu zacznie się zgłaszać więcej osób, które chcą, a nie muszą go wykonywać.

/ Źródło: Wprost

Czytaj także

 25
  • Nie rozumiem negocjacji - z terrorystami się nie negocjuje a ZNP wykorzystał w cyniczny sposób dzieciaki by ugrać jakieś dodatkowe pieniążki. NIKT dzisiaj nie chce zostać nauczycielem bo to "zawód" dla nieudaczników i skończonych frajerów 95% "nauczycieli" to żeńskie kawopije które wygodnie usadowiły się w budżetowce i plączą "mi się należy" i teraz pytanie: czy takie "życiowe ekspertki" mają uczyć wasze dzieci radzenia sobie w rzeczywistości. Problem polega również na tym że nie wiadomo czy są one tak niezbędne i warte tych pieniędzy jak im sie wydaje. Szkoły są zupełnie pozbawione wzorców męskich stąd w firmach jesteśmy zmuszani do zastąpienia tych tamponów wypuszczonych przez te babony Ukraińcami - cały zachód przez to przechodził a Polska popełnia ten sam błąd. Edukacja straciła prestiż i jest już coraz niej warta. Trzeba wprowadzać parytety dla mężczyzn a olbrzymią część babonów na bruk bo nie ma żadnego powodu żeby utrzymywać kolejną "specjalną kastę" z cudzych podatków. Jak to jest możliwe że zawód w którym 3 miesiące wakacji są przyznawane z urzędu a z powodu niskich wyników nikt nie traci pracy rozpatruje w ogóle prośbę o podwyżkę. Mam nadzieję że uczniowie wam "wynagrodzą" po tym jak ich potraktowaliście. Kolejny kamyczek do ogródka "edukatorów" wrzucony przez nich samych co chyba nie najlepiej świadczy o intelektualnej kondycji tego
    "zawodu"
    •  
      To także sygnał dla uczniów : my nauczyciele mamy was tam gdzie słońce nie zagląda.
      To jest terror wykorzystujący zakładników , dlatego od początku soprawa jest przegrana. Zero szacunku.
      •  
        Coraz dziwniejszy staje się ten obecny strajk. Nauczyciele przychodzą na ósmą rano zamykają się w jednym pokoju na kawę i "działalność rozrywkową" i tak protestują aż do obiadu, a potem normalnie, jak każdego dnia po pracy, idą do domu do swoich bliskich. W międzyczasie przerwa weekendowa, a nawet jak słyszeliśmy, wypad do SPA celem regeneracji sił po uciążliwościach strajkowych. Gdyby im zapłacili jeszcze za ten czas, to można powiedzieć żyć nie umierać i można tak strajkować w nieskończoność. Pewnie nawet bez podwyżek?
        Piszę o tym, bo coraz częściej słychać narzekania szkolnego personelu technicznego, który praktycznie nie bierze udziału w tej walce "elity", choć to właśnie jego wynagrodzenia bardziej by to uzasadniały, a jest przez nią traktowany z góry, jak wychowankowie, ich rodzice, czy pozostała część społeczeństwa, która ma tylko dawać, a wymagać już nie. Gdzie są postulaty o stopie podwyżki dla pracowników nie będących nauczycielami. Cisza -Administracjo i obsługo wyrolowli was! WALCZĄ JUŻ TYLKO OSWOJE!!!! Panie sprzątające zastają w pokojach strajkowych przysłowiowy burdel po "działalności artystycznej" i stosy brudnych szklanek z niedopitą kawą, oraz oczekiwania pełnej obsługi zapracowanych nauczycieli. Jedna ze strajkujących, prowadząca w mediach społecznościowych "otwarty dziennik strajkowy", ze zgrozą i oburzeniem przytoczyła przykład, że w jednej ze szkół pani sprzątaczka zasugerowała, iż nauczyciele mogliby sami po sobie sprzątnąć na koniec okupowany pokój, lub chociaż potoknąć szklanki po kawie. No jednym słowem zgroza.
        Co do sprzątania po nauczycielach, sprzątaczki wychodzą z błędnego założenia, że powinny sprzątać po świniach.
        Powinny zrobić siusiu, albo postawić klocek na środku. Jest duża szansa, że te głupole coś zajarzą.
        Zyczę tym wszystkim bufonom i Pani red. żeby ich chociaż raz życie zmusiło do szorowania cudzych kibli.
        • Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin

          czytasz autorko czasami co nabredziłaś?

          przecież to totalny odlot
          •  
            POparcie? Jakie POparcie??