Dwa miliony dzieci pod opieką rodzica, który zmaga się z zaburzeniem psychicznym

Dwa miliony dzieci pod opieką rodzica, który zmaga się z zaburzeniem psychicznym

Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Fotolia / antic
Nawet dwa miliony polskich dzieci są pod opieką rodzica, który zmaga się z zaburzeniem psychicznym: depresją, nerwicą, schizofrenią, psychozą maniakalno-depresyjną. Całe rodzinne zasoby emocjonalne, są pożytkowane tylko na chorego. Dla dziecka po prostu ich już nie starcza.

W zdrowej rodzinie hierarchia jest prosta: najważniejsze są potrzeby dziecka. Wokół jego rozwoju, zdrowia, bezpieczeństwa, nauki kręci się dzień za dniem, rok za rokiem. – Gdy rodzic przewlekle choruje, karuzela rodzinna zostaje zachwiana. Wszystko zaczyna się kręcić wokół chorego. Czy wziął leki, czy zrobił badania, jak się dziś czuje – mówi psycholożka Jolanta Zmarzlik, specjalistka do spraw przeciwdziałania przemocy w rodzinie i ochrony dzieci przed krzywdzeniem, biegła sądowa.

Jeśli choroba dotyka psychiki, na najbliższych spada jeszcze większy ciężar. – Dziecko jest uczone, że musi chodzić na paluszkach, żeby nie denerwować mamusi, gdy ta jest smutna. Albo jest od małego uczulane, żeby chować w domu noże, paski i sznurki, żeby tata nie odebrał sobie życia. Dziecko uczy się rozpoznawać najdrobniejszą zmianę humorów, bo może rodzic znów wybuchnie agresją i trzeba będzie uciekać lub się chować – wymienia Zmarzlik.

Osoby z zaburzeniami psychicznymi całą swoją siłę i energię wkładają w to, aby w ogóle utrzymać się na powierzchni. Dosłownie walczą o przetrwanie, więc wszystko inne, również dzieci, schodzi na dalszy plan. Często całe rodzinne zasoby, finansowe i emocjonalne, są pożytkowane tylko na chorego. Dla dziecka po prostu ich już nie starcza.

W dodatku w naszym kraju choroba psychiczna to wciąż powód do wstydu. Chorzy i ich bliscy ukrywają prawdę w obawie przed ostracyzmem i odrzuceniem. – Dzieci często są uczone, żeby nie mówiły nikomu, co się dzieje w domu. Zresztą same czują na karku oddech rówieśników, którzy mogą wykorzystać okazję, żeby wyśmiać rodzica, który ma „świra”, „szajbę”, jest „psycholem” – tłumaczy psycholożka Zmarzlik.

Dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym często nie mają żadnej wiedzy na temat choroby rodziców. Czasem nawet w ogóle nie wiedzą, że tata lub mama choruje, bo drugi rodzic i dalsza rodzina po prostu to przed nimi ukrywa w imię źle pojmowanej troski. Chory psychicznie na ogół nie wygląda inaczej niż osoba zdrowa, nie ma kataru, kaszlu, gorączki, nie leci mu krew ani nie ma nogi w gipsie – a tak dziecko wyobraża sobie chorobę. Dlatego nawet jeśli malec słyszy, że tata czy mama chorują, trudno mu pojąć, co właściwie się z dorosłym dzieje. - W takiej sytuacji nie ma dobrych rozwiązań. No bo co powiedzieć kilkulatkowi? Żeby się nie bał agresywnego ojca albo nie próbował przytulać się do mamy? Że nie może czuć strachu, żalu, złości, tylko dlatego że rodzic jest chory? Przecież to jego emocje, do których ma prawo – mówi Zmarzlik.

Okładka tygodnika WPROST: 39/2019
Artykuł został opublikowany w 39/2019 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0