Radny zapędził się w krucjacie. Tam, gdzie widział zło, były ofiary

Radny zapędził się w krucjacie. Tam, gdzie widział zło, były ofiary

Sąd
Sąd / Źródło: FreeImages.com
Kiedy politycy i duchowni myślą, że im wszystko wolno, można iść jeszcze do sądu. Okazuje się, że to działa.

Sąd w Lublinie podtrzymał wyrok zgodnie z którym radny PiS Tomasz Pitucha musi zapłacić 5 tys. zł na rzecz tamtejszego Marszu Równości. Radny odpowie w ten sposób za obraźliwe słowa pod adresem uczestników marszu. Chodzi o wpis na Facebooku, w którym twierdzi on, że promują oni pedofilię, którą stawia w jednym szeregu z homoseksualizmem. Pitucha czuje się ofiarą, wyrok przyjął jak twierdzi z pokorą, jednak podkreśla, że trzeba przegrać wiele procesów, żeby powstrzymać zło. A za zło uważa „promocję homoseksualizmu”.

Wyrok dla radnego i słowa, które po nim padły niemal zbiegły się w czasie z oświadczeniem Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, które, jak czytamy, po raz kolejny wyraża zaniepokojenie pojawiającymi się w debacie publicznej destrukcyjnymi i stygmatyzującymi wypowiedziami, które mogą powodować groźne skutki społeczne, rodzinne i indywidualne. - Ich ofiarą padają osoby najsłabsze lub najbardziej narażone na dyskryminację – piszą naukowcy i lekarze. - Są wśród nich osoby doświadczające różnych kryzysów psychicznych, ale także osoby, odczuwają ten stres mniejszościowy, ponieważ należą do grup społecznie piętnowanych. Chcemy w tym miejscu zwrócić uwagę na nasilające się w ostatnich latach tendencje do kierowania agresji w stronę osób o orientacji homoseksualnej, która w świetle wiedzy medycznej jest normalnym wariantem ludzkiej seksualności.

Zaapelowali, aby wszyscy przedstawiciele świata nauki i kultury zapobiegali przejawom dyskryminacji. Naukowcy mieli na myśli wyjaśnianie nieporozumień i szerzenie wiedzy w nadziei, że wyprze ona zabobon. Przykład radnego z Lublina pokazuje, że można też walczyć z dyskryminacją i napiętnowaniem w sądzie.

Zdarza się, że innej drogi nie ma. Kiedy najważniejsi politycy, najwięksi dostojnicy kościelni niepowstrzymywani głoszą piętnujące hasła, nie tylko dają przykład niżej, ale obiecują, że za naśladowanie tych zachowań nikomu nie stanie się krzywda. Bo cóż złego może stać się posłowi, jeśli wojewoda, który tworzy strefy wolne od LGBT nie tylko nie zostaje za to upomniany, ale jeszcze zostaje wybrany przez wyborców do sejmu. Cóż złego może się stać radnemu, który dla poklasku znieważa osoby LGBT i rani je, skoro taka postawa miła jest przedstawicielom władzy i Kościoła. Można sobie szkalować, unosząc się w chwale rycerza broniącego rodziny i pływać jednocześnie, jak pączuś w maśle, bo nikt z rycerzem nie walczy. A tu klops – bojownik bez wroga poszedł pod sąd, gdzie okazało się, że zło, które chciał zwyciężać to jego ofiary.

Sądy pozostają w Polsce ostatnią deską ratunku, kiedy zawodzą (nomen omen) tradycyjne wartości życia publicznego, albo zwykła przyzwoitość. W takiej sytuacji jedni czują, że im wszystko wolno, a inni mogą wówczas poczuć się bezsilni, albo właśnie złapać się tej ostatniej deski i pójść zwyczajnie do sądu. To dobry sposób. Gdyby padły wyroki za różne „zarazy”, za sugestie, jakoby ktoś chciał iść po nasze dzieci, chuligan z Białegostoku zastanowiłby się dwa razy, zanim wyszedłby bić ludzi idących w marszu.

Oczywiście, lepiej by było, żeby sądy nie musiały się tym zajmować, cóż jednak zrobić, jeśli żadna inna instytucja państwowa nie jest w stanie skutecznie ochronić części obywateli agresywnie atakowanych. W tej sytuacji oświadczenie PTP, choć ma moc głównie symboliczną, też wiele znaczy. Im więcej osób nie zgodzi się na piętnowanie różnych grup, tym trudniej będzie to robić.

Źródło: Wprost

Czytaj także

 0