Marzenie o Polsce. Tortury i śmierć uciekinierów nie zmiękczają serc pograniczników

Marzenie o Polsce. Tortury i śmierć uciekinierów nie zmiękczają serc pograniczników

Stacja kolejowa Brześć Centralny
Stacja kolejowa Brześć Centralny / Źródło: Wikipedia / I, Lite, CC BY-SA 3.0
Historia dzieci z Dworca Brześć jest znanym przykładem na to, jak państwo polskie traktuje uchodźców i jak mogą ich traktować Polacy. Pozytywna i straszna zarazem. Właśnie została opisana w książce.

Marina Hulia wspomina: – Rok 2016, dworzec w białoruskim Brześciu, zimny, marmurowy, gdzie na twardych ławach śpią dzieci przykryte ręcznikami, dywanikami do modlitwy, kurtkami. Po raz kolejny nie wpuszczone do Polski.

Zapisała:Przyjechałam o drugiej w nocy. Obudziłam Dagmarę, która z siódemką dzieci już drugi miesiąc koczuje na dworcu.Jak można tak żyć? – spytałam, przekazując jedzenie i ubrania z Polski. – Trudno i twardo, ale można. Tu jest w miarę bezpiecznie. W Czeczenii odbiorą mi dzieci.

Marina Hulia jest i nauczycielką, wolontariuszką, opiekunką dzieci w potrzebie od lat pomaga matkom, które uciekły z Czeczenii, żeby ratować dzieci. Najpierw pomagała im zorganizować namiastkę normalnego życia na dworcu w Brześciu, gdzie koczowały czekając, aż pogranicznicy z Terespola wpuszczą je do Polski, teraz tu, w Polsce, gdzie mieszkają w ośrodkach dla uchodźców. Razem z dziennikarką Moniką Głuską-Durenkamp napisała książkę „Dzieci z Dworca Brześć”, która właśnie się ukazała.

Książka jest nie tylko o tym, co się działo w Brześciu, ale także w Warszawie i innych miastach, kiedy czeczeńskie rodziny zostały w końcu wpuszczone do polskich ośrodków dla uchodźców. A właściwie o tym, co się dzieje za płotami tych ośrodków. – Wyrywam mamy dzieci z gettycznych ośrodków, żeby zobaczyły Polskę przyjazną, otwartą, kolorową – mówi Marina Hulia. – Napisałam o tym, jak można zmieniać świat na nie swojej ziemi, dając miłość i współczucie, tym których zwiemy wykluczonymi.

Książka opowiada więc nie tylko o ucieczce, biedzie i strachu ale też o radości z życia, pomagania i dawania, bo dzieci i mamy z dworca Brześć, chociaż biedne, mają też coś do zaoferowania.

Początek jednak jest na dworcu. Marzenie o Polsce zaczyna się w Brześciu, gdzie przymusowo zatrzymują się rodziny, w większości kobiety z dziećmi jadące do Europy. – To nie są brodaci młodzi mężczyźni z dziesięcioma smartfonami, to są kobiety z ośmiorgiem dzieci – mówi Marina. – Chciałam pokazać to Polakom.

Uciekają przed terrorem Ramzana Kadyrowa, prezydenta Czeczenii, który w Czeczenii jest jedynym władcą, a jego słowo – jedynym prawem, jak mówi w książce Barbara Włodarczyk, reporterka, która zajmuje się krajami byłego ZSRR. Sylwia Gregorczyk-Abram, prawniczka, która zajmuje się sprawami uchodźców opowiada o mężczyznach, którzy przeżyli prześladowania: wywożenie z domu w nocy, bicie, wyrywanie włosów z brody, zastraszanie, zamykanie w piwnicach, strzelanie pod nogi z pistoletu. O produkowanych dowodach przestępstw, po których mężczyzn skazuje na wieloletnie więzienia, tortury i śmierć.

W książce czytamy o fundamentalizmie islamskim i prawach zwyczajowych, zgodnie z którymi na dziewczynie, która zadaje się z mężczyzną bez ślubu ciąży wyrok zemsty rodowej, małżeństwa są aranżowane przez rodziców, promowane jest wielożeństwo. Kobiety są ofiarami przemocy. – Uciekinierki to więc też matki, które ratowały się przed przemocą ze strony mężów – mówi Monika Głuska-Durenkamp. – Tych facetów zniszczyły wojny, piją, biorą narkotyki i są agresywni. Pijany ojciec wywieszał dzieci z balkonu, inny bił, groził żonie śmiercią, a życie kobiety jest tam niewiele warte. Niektóre uciekały więc tak jak stały, w letnich butach, a dzieci w sandałkach. Tak zastawała je na dworcu w Brześciu wschodnia europejska zima.

Marina pisze: – Kiedy Seda z siódemką dzieci uciekała z Czeczenii do Brześcia, myślała że na granicy są budki. Na budkach są napisy: Polska, Niemcy, Francja itd., a w budkach siedzą pogranicznicy, którzy przyjmują podania. Seda przygotowała list z prośbą o azyl do budki z napisem Polsza. I drugi do Germanii, na wszelki wypadek. W Terespolu odkryła brak budek i zrozumiała, że ani Polsza, ani Germania jej nie chcą.

Okładka tygodnika WPROST: 51/2019
Całość dostępna jest w 51/2019 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 12
  • proponowałbym olewać wynurzenia tej lewaczki wylewającej tu krokodyle łzy POlitycznej POprawności z okazji Świąt Bożego Narodzenia.
    • poczytajcie jak zamykano granice przed Polakami w czasie zaborow i  jak latami koczowali przesladowani i szykanowani w obcych krajach bo nikt ich nie chcial .
      Jestesmy narodem niedouczonym , pelnym pieniaczy , warcholow i  kretynow.
      A wasze chrzescijanstwo jest go wno warte.
      • Brawo dla pograniczników. Wzorowo wywiązują się z obowiązków. Polska to nie obora. Czeczeńcy zasuwają przez wiele państw, gdzie mają bliżej i mogą się osiedlić, nie niepokojeni przez antyislamistycznego Kadyrowa, no ale  opowieści o prześladowaniu muszą najwyraźniej sprzedawać dopiero w strefie Schengen.
        •  
          za to Polacy mogą obchodzić święta zamiast grzebać swoich bliskich zabitych w zamachach, multikulti to zły pomysł i zbiera żniwo
          • Dwa rada renka Jak u kadyrowa putin mu werzy a eruropa to souled skoro nazwisko popular e w Europe to Ahmet I Abdullah