Jak żyć na przykładzie Harrego Pottera, Frodo i Luka Skywalkera? Tłumaczy Przemysław Staroń

Jak żyć na przykładzie Harrego Pottera, Frodo i Luka Skywalkera? Tłumaczy Przemysław Staroń

Kadr z filmu „Harry Potter i Kamień Filozoficzny”
Kadr z filmu „Harry Potter i Kamień Filozoficzny” / Źródło: Warner Bros.
Dla mnie to są latarnie, dają fundamenty moralności, uczą nas, jak żyć. To jest ich wielka siła – mówi o postaciach z wielkich opowieści Przemysław Staroń, nauczyciel filozofii i psycholog społeczny.

Czy Harry Potter, Frodo Baggins albo Luke Skywalker pomagają ci odpowiedzieć na pytanie, jak żyć?

Oczywiście!

W jaki sposób?

Od dziecka byłem fanem opowieści, baśni i mitów. Po studiach trafiłem na „Potęgę mitu”, wywiad-rzekę z Josephem Campbellem, który stworzył koncepcję monomitu. Według niej wszystkie najważniejsze w dziejach opowieści mają wspólną konstrukcję. Bohater żyje w zwykłym świecie, ale wyrusza w podróż, żeby – pokonując po drodze przeszkody – wykonać ważne zadanie. Ta podróż jest obecna zarówno w prastarych mitach, jak i współczesnych powieściach, takich jak „Władca Pierścieni” J.R.R. Tolkiena czy „Harry Potter” J.K Rowling. W oparciu o koncepcję Campbella George Lucas stworzył „Gwiezdne Wojny”. Ludzie zawsze mieli potrzebę uniwersalnej historii, w której mogliby się odnaleźć. A ponieważ żyjemy w skomplikowanych czasach, to teraz szczególnie potrzebujemy mitu.

Dlaczego?

Bo daje nadzieję – jak u Sienkiewicza, który pisał ku pokrzepieniu serc. Brytyjski pisarz Gilbert K. Chesterton podkreślał, że mity i baśnie są prawdziwe nie dlatego, że opowiadają nam o istnieniu smoków, ale dlatego, że nam uświadamiają, że smoki można pokonać. Po drugie, działają na jednym z najgłębszych poziomów naszego „ja”. Nie moralizują. W nieinwazyjny sposób pozwalają utożsamić się z bohaterem i wartościami, które reprezentuje. Dlatego właśnie dzieciom opowiada się baśnie, bo one dotykają je emocjonalnie, a tym samym wnikają głęboko. To działa zupełnie inaczej niż nawalanie na siłę hasłami: masz być taki, masz zrobić to. Moralizatorstwo budzi niechęć i opór, a działanie na poziomie metafory jest nieopresywne, więc łatwiejsze do przyjęcia.

A co z dorosłymi?

Niestety, żyjemy w świecie umoralniających historii, którym podskórnie już nie ufamy, jak na przykład narracji chrześcijańskiej o ogromnej niegdyś sile łączenia. Tym bardziej doniosła jest rola mitów i opowieści, które na najgłębszym poziomie naszego człowieczeństwa są dla wszystkich wspólne. Zatem kolejna sprawa to uniwersalność. Te historie są przypowieściami – każdy może wyciągnąć z nich to, co potrzebuje, i zaaplikować do swoich realiów. Zobaczyć, że stawanie po stronie wartości jest dobre, a zdrada i oszustwo złe.

Opowieści o hobbitach, czarodziejach i kosmitach zaspokajają potrzeby duchowe?

Oczywiście, że tak. One od wieków doskonale wpasowują się w istotę ludzkiej duchowości. Podkreślam: duchowości, nie religijności, bo duchowość jest pojęciem szerszym, a religijność zamyka ją w określonych ramach. Kryterium, na podstawie którego rozróżnia się mity i święte dla różnych religii opowieści, stanowi prawda. Mity są traktowane przez odczytujących je ludzi jak fikcja, natomiast zawarte w świętych księgach narracje są przez wierzących traktowane jak fakty. Julian Tuwim powiedział kiedyś, że ci, którzy przemawiają w imieniu Boga, powinni pokazywać listy uwierzytelniające. Wielkie narracje nie dyktują nam zasad, z kim żyć, co i w jakie dni jeść, i jak się wtedy zachowywać. Nikt o zdrowych zmysłach, kto fascynuje się Harrym Potterem, nie będzie twierdził, że można wziąć różdżkę, rzucić zaklęcie Expelliarmus i wytrącić w ten sposób komuś z dłoni to, co w niej trzyma. Będzie za to wierzył, wzorem autorki właśnie, w magię, polegającą na potędze wyobraźni i miłości. W świecie, w którym padł projekt oświeceniowy, jest to nad wyraz potrzebne.

Okładka tygodnika WPROST: 1/2020
Cały wywiad dostępny jest w 1/2020 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 2
  • :))) Przynajmniej wiemy jakimi "głębszymi" filozofiami kiedują się lekko zlewaczali "dziennikarze" WPROST:)))
    Boshe takie nieporadne marksistowskie opowiastki zachowajcie dla tych nielicznych wielbicieli którzy wam zostali.