Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zagra w niedzielę. Szkoda, że nie wszyscy ją usłyszą

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zagra w niedzielę. Szkoda, że nie wszyscy ją usłyszą

Jerzy Owsiak
Jerzy Owsiak / Źródło: Newspix.pl / Grzegorz Krzyżewski
Duch dorocznej zbiórki Polaków ginie pod ciężarem nagonki.

– Agatko, nie wiesz dlaczego ten śmieszny facet w kolorowych spodniach i okularach nie zbiera już pieniędzy na chore dzieci? – zapytała niedawno babcia mojej koleżanki, mieszkanka wsi, która ma w telewizji tylko program TVP.

Babci chodziło oczywiście o Jurka Owsiaka i Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Przez wiele lat w pierwszą niedzielę stycznia oglądała relację z finału największej w Polsce zbiórki pieniędzy, śledziła rosnącą sumę na koncie orkiestry i rosnące emocje Owsiaka, który cieszył się, że znowu Orkiestra bije rekord.

Orkiestra nadal bije rekordy, tylko babcia mojej koleżanki już tego nie widzi. Od kiedy prezesem TVP został Jacek Kurski, w jej programach ślad po dorocznej styczniowej zbiórce pieniędzy zanika. TVP zrezygnowała ze zwyczajowej relacji, przestała nawet informować o kolejnych sukcesach. O Owsiaku mówi, ale nie tak, jak przyzwyczaiła się do tego babcia. Więc starsza pani myśli, że zbiórki już nie ma.

A zbiórka jest. I im bardziej władza jej nie lubi, tym więcej pieniędzy przybywa na jej koncie. Okazuje się, że nie potrzeba potęgi telewizji, która dociera tam, gdzie nie dociera żadna inna informacja, żeby zmobilizować ludzi zwykłych i bardzo bogatych do tego, by przyłączyli się do wielkiego styczniowego ruszenia. Jedni wrzucają pieniądze do skarbonek, inni przelewają duże sumy na konto fundacji, a jeszcze inni ofiarują na licytacje swoje cenne przedmioty, albo zupełnie samych siebie. W tym roku będzie można kupić w licytacji medal noblowski Olgi Tokarczuk, albo jej figurkę LEGO zrobioną przez Nauczyciela Roku 2019 Przemysława Staronia. Można kupić kolację z Mikiem Tysonem, albo lunch z Robertem Lewandowskim.

Wszelkie próby zniechęcenia do akcji, obrzydzania jej i Jerzego Owsiaka nie powiodły się, budzą raczej opór i silniejszą reakcję. Orkiestra gra dalej, jak mawia Owsiak.

Mimo to zły klimat wokół szlachetnej akcji szkodzi jej. Prowadzi do zagubienia tego, co było jej fenomenem, niezwykłym duchem i sensem. Orkiestra zaczęła się jako wielkie społeczne ruszenie, oddolne, jako wielki gest zwykłych ludzi, którzy wychodzili na ulice z puszkami, oraz do tych puszek wrzucali pieniądze. To była akcja jednocząca, opierająca się o wolontariuszy, o przechodniów, o dzieci, które dla orkiestry opróżniały własne skarbonki.

Wolontariusze nadal są, nadal na ulicach wypełniają puszki, jednak atmosfera nagonki i wynikająca z niej reakcja obronna przenosi ducha orkiestry wyżej, gdzieś gdzie zwykły człowiek nie dosięga, do efektownych licytacji. I do pokazania: Widzicie? Znowu się udało.

A nie do końca o to przecież chodzi.

Oczywiście to dobrze, że Orkiestra nie dała się złamać, że każdego roku bije kolejny rekord, że ludzie nie tylko na ulicy, ale i z czerwonych dywanów, oraz wielki biznes zasilają ją pieniędzmi. Jednak szkoda, że babcia mojej koleżanki myśli, że już jej nie ma. Szkoda też, że najważniejszą osobą Orkiestry nie jest, jak kiedyś, jakiś mały wolontariusz z małego miasteczka, którego już nikt nie pokaże w telewizji, która by do tego miasteczka docierała.

Czytaj też:
Buty posła KO na aukcji WOŚP. Andruszkiewicz: Zanim dorzuci skarpety…

Źródło: Wprost
 5

Czytaj także