Mężczyźni do pieluch, kobiety do pracy

Mężczyźni do pieluch, kobiety do pracy

Śpiące niemowlę
Śpiące niemowlę / Źródło: Fotolia / Tomsickova
Fińscy rodzice będą mieli 14–miesięczny urlop rodzicielski. Ważne – do podziału między siebie. Długie urlopy nie będą tam oznaczać długiej nieobecności kobiet w pracy. Nie będzie ich tak samo długo, jak mężczyzn.

Od przyszłego roku w Finlandii rodzice nowonarodznego dziecka mają równo dzielić się urlopem rodzicielskim. Urlop ten, według planów rządu, ma trwać 14 miesięcy i ojcowie będą mogli oddać ze swojej części matkom co najwyżej 69 dni.

Równy podział urlopu rodzicielskiego to fundament równości w domu. A równość w domu to fundament równości płci w społeczeństwie. A równość płci w społeczeństwie to więcej pracujących kobiet. A więcej pracujących kobiet to bogatszy kraj i szczęśliwsze rodziny. Jakie to proste i jakie skomplikowane jednocześnie. Bo jeśli nie skomplikowane, to dlaczego w Polsce wciąż nie ma urlopu rodzicielskiego dla obojga rodziców bez możliwości oddania go matce? Musimy zrealizować unijną dyrektywę w tej sprawie, jednak mamy jeszcze dwa lata by to zrobić i nie robimy, chociaż sytuacja w polskich domach i firmach aż się prosi o natychmiastową zmianę.

Zbyt wiele Polek nie pracuje. Co jakiś czas media obiegają nowe alarmujące statystyki, z których wynika, że zatrważająca liczba kobiet w wieku produkcyjnym jest nieaktywna zawodowo. Eksperci załamują ręce, szukają przyczyn: za mało żłobków i przedszkoli, luka płacowa, gorsze stanowiska w firmach dla kobiet. Wielu doszukuje się demoralizującego wpływu 500 plus, z powodu którego tysiącom kobiet nie chce się ponoć ruszyć z domu, bo wolą leżeć na tych comiesięcznych górach złota od państwa za nic.

Jednak pominąwszy 500 plus, poprzednie wymienione przyczyny mają ścisły związek z równością w domu i urlopem rodzicielskim. Bo dlaczego właściwie zbyt mała liczba miejsc w przedszkolach i żłobkach ma zatrzymywać w domach z dziećmi właśnie kobiety? Gdzie jest powiedziane, że to nie mężczyźni mają opiekować się małymi dziećmi, których nie ma komu powierzyć w ciągu dnia? Gdyby po urodzeniu dziecka oczywiste było, że w domu zostanie z nim ojciec, również później pracodawca nie dziwiłby się, że to ojca zabraknie w firmie, kiedy dziecko będzie chorować i ojciec weźmie na nie zwolnienie lekarskie, albo wyjdzie wcześniej z pracy, żeby pójść z nim do lekarza, czy odebrać ze świetlicy. Nie będzie ryzyka przyjmowania kobiet do firmy, nie będzie powodu, żeby im mniej płacić, jako mało dyspozycyjnym, bo będą tak samo obarczone odpowiedzialnością za dziecko, jak mężczyźni. Nie będzie powodu, by ich nie awansować, bo nie tylko one będą musiały miotać się między karierą, a domem.

Równość w domu zależy też od naszych przyzwyczajeń, wychowania, środowiska, podatności na nowe wzorce społeczne. Nawet, jeśli kobiety pracują zawodowo, to po powrocie do domu głównie one piorą, prasują, sprzątają. Są na to badania, nie ma sensu zapierać się, że takie podejście to nieaktualny anachronizm. Owszem, anachronizm, ale aktualny. Nawet, jeśli partnerzy twierdzą, że w równym stopniu zajmują się domem, to, kiedy przychodzi do szczegółów, okazuje się, że raczej pomagają, kiedy zostaną o to poproszeni. I to, co zajmuje drugie tyle, co fizyczne prace, czyli planowanie ich, to już zupełnie domena kobiet. Prawda o pracy kobiet jest więc taka, że tak, jak ich matki zasuwają na dwóch etatach. Kiedy więc pojawia się pytanie, kto zostanie w domu, bo nie ma przedszkola, robią to one, wybierają jeden etat zamiast dwóch.

Równość od razu nie przyjdzie, idzie małymi krokami. Można jednak ją przyspieszyć i wprowadzić wreszcie urlopy rodzicielskie do równego podziału, bez możliwości oddania całości kobiecie. To wszystkiego nie załatwi, mężczyźni nie zaczną od tego prać, ale przynajmniej kobiety zyskają lepszą pozycję w pracy. Na początek.

Źródło: Wprost

Czytaj także

 0