Dr Bartłomiej Biskup: Rozumiem, że Tusk chciał zniszczyć Platformę. I jest na dobrej drodze

Dr Bartłomiej Biskup: Rozumiem, że Tusk chciał zniszczyć Platformę. I jest na dobrej drodze

Donald Tusk
Donald Tusk / Źródło: Consilium EU
O tym, że w Porozumieniu będzie pęknięcie na frakcję liberalną i tę bardziej konserwatywną, która przyłączy się do PiS i że poparcie dla Szymona Hołowni jest poparciem, które przeszło wprost z elektoratu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, mówi dla „Wprost” politolog dr Bartłomiej Biskup.

Kiedy będą wybory?

Nie wiadomo kiedy. Myślę, że dzisiaj najbardziej prawdopodobny jest któryś z terminów majowych. Stawiałbym na 23 maja, bo wtedy jest najwięcej czasu do przygotowania wyborów.

A co po wyborach?

Będzie pęknięcie w Porozumieniu, na frakcję liberalną i tę bardziej konserwatywną, która przyłączy się do PiS-u. Nie widzę Jarosława Gowina na listach Zjednoczonej Prawicy.

A widzi go pan na listach opozycji?

Widzę, oczywiście. Na razie będzie pośrodku opozycji. Potem może zbliżyć się do Koalicji Polskiej, bo z nią może wejść z dobrym wynikiem do Sejmu.

Co się tymczasem dzieje na opozycji?

Nie chcę tu używać jakiś grubych słów, ale nie wiadomo, co robi opozycja. Nie ma w tym żadnego zamysłu. Bo jaki był zamysł, że ustawa o wyborach korespondencyjnych była tak długo procedowana w Senacie? Taki sam efekt można było osiągnąć przyspieszając ten proces o tydzień, bo i tak koalicja rządząca będzie ponosić odpowiedzialność za efekt, a można było próbować wcześniej wyklarować sytuację.

To było tylko po to, żeby nie udało się zrobić wyborów. To jest kompletne kuriozum. Opozycja nie ma wspólnych ustaleń. Nie wiadomo, przeciw czemu oni właściwie są. To jest oczywiste, że są przeciw PiS-owi. Ale już od kilku lat my, komentatorzy, mówimy, że to za mało.

Mamy inne problemy w kraju, dotyczą tego, czy będą wybory, czy nie, jak wygląda pandemia i przede wszystkim, jak ludzie mają wrócić do pracy. To, że ktoś jest antyPiS-em i robi wszystko na złość partii rządzącej, czego najlepszym przykładem było głosowanie w Senacie, nie daje punktów opozycji. Ludzie pytają „Kiedy będę mógł wrócić do pracy? Kiedy moje dziecko wróci do przedszkola?”.

I na te pytania może odpowiedzieć rząd, który musi też zadecydować o wyborach prezydenckich.

Wybory są, dzięki Bogu, w Polsce wolne i ludzie na nie pójdą albo nie. Ktoś powie, że nie czuje się bezpiecznie i nie pójdzie. Ktoś inny powie: „Nie chcę głosować, bo listonosz mi przyniesie wąglika, albo innego koronawirusa”. Przecież ludzi się do tego nie zmusi. Ludzi interesują wybory, ale jako czwarty temat przy obiedzie. Rozmawiają o tym, gdzie się można zarazić, gdzie jest bezpiecznie, czy były kolejki w sklepie.

To jest po prostu jakiś horror, że liderzy partii opozycyjnych, poza małymi wyjątkami, nie mają żadnej strategii politycznej. Bo poparcie dla Hołowni jest poparciem, które przeszło wprost z elektoratu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, która bardzo przytomnie powiedziała, że ona albo nie będzie głosować, albo nie będzie kandydować. I dzięki temu w sondażach spadła ona i cała jej partia polityczna.

Ale nie można winić za tę sytuację wyłącznie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej bo Donald Tusk też namawiał do bojkotu wyborów.

I to mnie dziwi. Donald Tusk ma gigantyczne doświadczenie polityczne i zadał cios w plecy swojemu ugrupowaniu. Wiadomo było, że jak jest spadek notowań kandydata w sondażach, to będzie spadek sondażowy całej partii. Matko Boska! Takie rzeczy wie student trzeciego roku politologii! Rozumiem zatem, że Donald Tusk chciał zniszczyć Platformę. I jest na dobrej drodze do tego.

Na opozycji są też tacy, którzy zyskują w sondażach.

Na tym wszystkim zyskuje Hołownia, który ma de facto tylko elektorat Platformy Obywatelskiej. Kosiniak-Kamysz też odebrał trochę elektoratu PO, bo partia Borysa Budki miała koło 20-25 proc. poparcia. Gdzieś ci wyborcy musieli pójść.

Poza PSL-em partie opozycyjne są pogubione. Ludowcy jeszcze się trzymają, bo czasem przebąkują coś o życiu, gospodarce, tematach, które interesują ludzi. Natomiast większość porusza się w oparach absurdu. Mówią, że jak się zrobi korespondencyjnie wybory, to się zabije ludzi. Ale jak wyborca poczuje się zagrożony, to na wybory nie pójdzie, bo nie będzie ginął za prezydenta. I opozycja nie jest mu potrzebna do tego, żeby wciąż mu powtarzać o zagrożeniu.

Oni skupiają się nie na tym, co potrzeba. Niektórzy z nich dążą do normalności, ale w nienormalnych czasach. Skoro mamy sytuację kryzysową, zagrożenia i mamy takie a nie inne reakcje społeczne, np skutkujące dużym poparciem dla urzędującego prezydenta, to jakim sposobem opozycja chce go nagle ściągnąć do 20 proc.?

Poprzez wybory prezydenckie jesienią?

Tylko to założenie jest błędne, bo zgodnie z nim opozycja życzy Polsce dużego kryzysu. I ludzie to czują. Czyli zróbmy wszystko, żeby był kryzys i to pozwoli nam wygrać wybory. To może niech opozycja zrobi nie tylko bojkot wyborów, ale bojkot państwa!

Dr Bartłomiej Biskup jest wykładowcą Instytutu Nauk Politycznych na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Naukowo zajmuje się zagadnieniami public relations i marketingu politycznego.

Źródło: Wprost
 13

Czytaj także