Świat się nawraca przez koronawirusa. Modlić zaczęli się głównie młodzi i niewierzący

Świat się nawraca przez koronawirusa. Modlić zaczęli się głównie młodzi i niewierzący

Ludzie modlący się przed katedrą Notre Dame
Ludzie modlący się przed katedrą Notre Dame / Źródło: Newspix.pl / ABACA
Gwałtowny wzrost religijności zanotowała Wielka Brytania, Włochy, USA i Australia. Na ile to efekt strachu, a na ile trwała przemiana?

Wielki Piątek w Watykanie stał się jednym z najbardziej dobitnych symboli pandemii. Papież Franciszek – zamiast tradycyjnej drogi krzyżowej w Koloseum – poprowadził uroczystość na pl. Świętego Piotra. Sam. Nie było tłumu wiernych. Jedynie Ojciec Święty i garstka jego współpracowników, odpowiednio zdystansowanych. A w świat agencje wysłały przejmujące zdjęcia samotnego Franciszka na wielkim placu. Kontrast, bijący z ujęć miejsca jednoznacznie kojarzącego się z tłumami, a wtedy ziejącego pustką, poruszał.

Tym bardziej, że Wielkanoc w tym roku wypadła w momencie szczególnym – na początku pandemii, w chwili, gdy dominował strach, bo nikt dokładnie nie wiedział, w jaki sposób koronawirus atakuje, kto powinien się go obawiać najbardziej. Także z tego powodu zdjęcia papieża na Placu Św. Piotra nabrały tak ikonicznego sensu.

Stały się też symbolem zmian w życiu samego Kościoła i wiernych. Kościoły na czas pandemii zostały zamknięte. Osoby, które mimo to nie chciały rezygnować z coniedzielnej mszy, musiały dostosować się do nowych okoliczności. I dostosowały się – modliły się on line albo przed telewizorem. Dane firmy Nielsen Audience Measurement pokazały, że oglądalność mszy transmitowanej o godz. 7 w TVP wzrosła czterokrotnie – z 435 tys. widzów do średnio 1,7 mln. Z kolei w Polsat News niedzielne nabożeństwo miało przeciętnie 818 tys. widzów. Na to jeszcze nakłada się nie oszacowana dotąd liczba wiernych, którzy śledzili msze za pośrednictwem internetu – w czasie pandemii wiele kościołów zaczęło je transmitować online.

Modlitwa młodych

W naszym kraju fakt, że wiele osób chce uczestniczyć w mszach świętych, nie dziwi. Ale pandemia przyniosła także ożywienie w życiu religijnym w innych państwach. Tak duże, że pojawiły się już komentarze mówiące o mini-renesansie religijnym. Jakby dowodzących, że rację miał jezuita ojciec Paneloux, jeden z bohaterów „Dżumy” Alberta Camusa, który mówił: „Nie należy słuchać tych moralistów, którzy powiadają, że trzeba paść na kolana i poniechać wszystkiego. Trzeba tylko iść naprzód, w ciemnościach, trochę na oślep i próbować czynić dobrze. Jeśli zaś chodzi o resztę trwać i zdać się na Boga” – mówi ksiądz, który na kartach powieści francuskiego pisarza zmagał się z plagą w mieście Oran.

Nie da się – z oczywistych powodów – dowieść wzrostu religijności szacunkami liczby wiernych w kościołach, ale jest sporo innych danych sugerujących taką właśnie obserwację. Jak wynika z sondażu przeprowadzonego przez Pew Research Center, w czasie pandemii u 24 proc. Amerykanów doszło do wzmocnienia wiary. W tym samym czasie osłabieniu uległa ona tylko u 2 proc.

Przykładów jest więcej. W Wielkiej Brytanii w czasie ogłoszenia kwarantanny społecznej dużą popularnością zaczęły się cieszyć transmisje mszy on-line. Sondaż przeprowadzony przez organizację chrześcijańską Tearfund wykazał, że co czwarty Brytyjczyk brał udział w nabożeństwie w czasie pandemii.

Co ciekawe, to zjawisko dotyczy głównie młodszych. Co trzeci mieszkaniec Wysp w wieku 18-34 lata oglądał lub słuchał mszy w tym okresie, a w grupie osób po 55. roku życia tylko co piąty.

Artykuł został opublikowany w 19/2020 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 3
  • -   IP
    Treść została usunięta

    Czytaj także