Jak bogaci Polacy wychowują dzieci na milionerów? Odkrywamy ich sekrety

Jak bogaci Polacy wychowują dzieci na milionerów? Odkrywamy ich sekrety

Mały geniusz
Mały geniusz / Źródło: Fotolia / BillionPhotos.com
Prywatna szkoła, języki obce i praca w rodzinnej firmie. Krótki poradnik, jak przygotować sobie dziedzica idealnego.

Tygodnik „Wprost” opublikował kolejną edycję rankingu najbogatszych polskich rodzin. Na liście znalazło się 25 biznesowych rodów. U części z nich doszło już do sukcesji, kiedy biznes po rodzicach przejęły córki i synowie najzamożniejszych ludzi w kraju. Ale wiele rodzin nadal stoi przed tym dylematem, czy firmę w ogóle dziecku powierzać.

Tomasz Budziak, doradca biznesowy i autor książki „Esencja Sukcesji” przedstawia przepis na wychowanie sobie perfekcyjnego spadkobiercy. Jego zdaniem dziecko najbogatszego Polaka powinno od małego być blisko rodzinnego biznesu. Pracować w firmie rodziców przez wakacje. Zaczynać od najniższych szczebli i piąć się z każdym rokiem w strukturach. Dzieci powinny widzieć, jak wygląda linia produkcyjna, poczuć smak potu, żeby poznać smak pieniądza.

Kolejny ważny punkt to edukacja. Najlepiej prywatna szkoła z naciskiem na naukę języków obcych. – Na studia dziecko najlepiej posłać do uczelni położonej w innym mieście, niż adres zarejestrowania biznesu, żeby nauczyć je samodzielności. Może być nawet zagranica. Po studiach trzeba mu powiedzieć wprost: Kiedy przekona się o własnej wartości, otrzaska się z różnymi pracodawcami, po 5-6 latach pracy na własny rachunek powinien powrócić do rodzinnej firmy” – tłumaczy Budziak.

Ważna jest też dyscyplina finansowa. Dzieci najbogatszych powinny się jak najpóźniej dowiedzieć o tym, że mają zamożnych rodziców. Kieszonkowe jest ważne, ale z limitem. – Jeżeli dziecko wyda wszystko w miesiąc, to nie dokładać. Nauczy się zarządzać swoim budżetem i szanować pieniądze – mówi Budziak. Savoir-vivre? Też ważny. No bo dziecko musi się umieć zachować, kiedy pójdzie z rodzicami na wykwitną kolację do obrzydliwie bogatych znajomych. – Piękna zastawa, sztućce, szkło. To wszystko jest piękne, ale żeby nie stało się dla dziecka fetyszem. Trzeba z nim też czasem wyjść na hamburgera z foodtrucka i pokazać, że to normalne – komentuje ekspert.

Nie należy zmuszać dzieci do pracy w firmie rodziców. Po takim wychowaniu i edukacji mają też swoje ambicje. Często chcą udowodnić rodzicom, że wcale nie potrzebują ich pieniędzy, bo też mają nosa do interesów i potrafią zbudować coś na własną rękę. Ale zdaniem Budziaka prędzej czy później zrozumieją, jak ważny jest rodzinny biznes i dorosną do roli spadkobiercy. Syn dr Ireny Eris przejął stery w znanym producencie kosmetyków kiedy miał dopiero 44 lata. W takim samym wieku był Piotr Komorowski, syn Zbigniewa Komorowskiego, twórcy popularnego producenta jogurtów Bakoma. Ale nie wszyscy mają tyle szczęścia, żeby rodzinny biznes przejąć, bo ojciec jest tak związany z firmą, którą latami budował, że o emeryturze nie chce słyszeć.

Źródło: Wprost
 0