Profesor Ewa Marciniak: „Lubimy kiedy politycy dostarczają nam powodów do ekscytacji”

Profesor Ewa Marciniak: „Lubimy kiedy politycy dostarczają nam powodów do ekscytacji”

Agata Kornhauser-Duda, Andrzej Duda i Kinga Duda
Agata Kornhauser-Duda, Andrzej Duda i Kinga Duda / Źródło: Facebook / Andrzej Duda
O tym, że wyborcy potrzebowali jasnego przekazu od polityków i że podążyli za nimi niczym owieczki oraz że dla dwóch głównych partii konflikt polityczny jest życiodajny, ale muszą go monitorować by nie stał się niebezpieczny, mówi w rozmowie z „Wprost” profesor Ewa Marciniak, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

Czy żadnej ze stron politycznego sporu nie zależy dzisiaj na zasypywaniu podziałów, mimo, że deklarują to obie?

Historia tych ugrupowań politycznych pokazuje, że są one znacząco obecne na scenie politycznej, wtedy gdy są w konflikcie. Kiedy ten konflikt nazywają i podsycają. Od 2005 roku taka relacja między dwoma ugrupowaniami okazuje się być funkcjonalna dla jednej i drugiej strony. Im bardziej obie partie są wyraziste, mają zdanie na temat LGBT, Unii Europejskiej, religii, tym łatwiej wyborca może skonstruować swój stosunek do tych partii. Wyborca może powiedzieć jestem za, albo jestem przeciw.

Czy w takiej sytuacji gest Andrzeja Dudy, który polegał na zaproszeniu Rafała Trzaskowskiego do pałacu, by podać mu rękę był pustym gestem?

To był gest, który pan prezydent powinien był wykonać, tylko nie wiadomo czy w tym momencie, w którym były sondażowe wyniki wyborów. Sam gest był czymś pozytywnym, bo to do zwycięzcy należy wyciągnięcie ręki. To on w większym stopniu kreuje rzeczywistość polityczną.

Czytaj też:
Profesor Ewa Marciniak o powyborczym pojednaniu: „Czas spotkać się z Warszawką i Krakówkiem”

Może nie trzeba było w czasie kampanii używać też metafory „idziemy się bić o Polskę”?

Kiedyś bardziej popularna była metafora sportu. Polityka była porównywana do boiska piłkarskiego czy ringu. Teraz używa się metafor militarnych, jak Trzaskowski, który mówił, że idzie się bić o Polskę. Ze względu na to, że jego kampania rozpoczęła się późno chciał powiedzieć coś spektakularnego i pokazać się jako wojownik. Politycy w Polsce przyzwyczaili nas do retoryki, że biją się o Polskę, że o nią walczą. Słyszeliśmy też porównanie opozycji do koronawirusa, a wirusa się zwalcza. Po obu stronach padały określenia, które w kampanii zaostrzały kurs i konflikt. A my Polacy tacy jesteśmy, że ten konflikt nas zmobilizował. Bo ponad 20 milionów ludzi poszło do wyborów. Prawie tyle co w 1995 roku, kiedy byliśmy raczkującą demokracją. Teraz też wyborcy potrzebowali jasnego określenia się przez polityków, wytyczania celów i wtedy niczym owieczki za nimi podążyli.

Polacy oczekują polaryzacji?

Ci którzy zajmują się technologią polityki dają nam łatwe do przetwarzania bodźce i my idziemy tropem tych bodźców. Silny bodzie - silna reakcja. Lubimy, kiedy politycy dostarczają nam powodów do ekscytacji. Dlatego jest nam dostarczana steatralizowana, ale i stabloidyzowana polityka, która prowadzi nas do urny wyborczej, czyli mobilizuje.

Źródło: Wprost
 0

Czytaj także