Narodowa kwarantanna? Nie dla polityków. Jak w znanej restauracji zjadłem lunch z byłym ministrem

Dziurawa kwarantanna

Zamknięta restauracja, zdj. ilustracyjne
Zamknięta restauracja, zdj. ilustracyjne / Źródło: Shutterstock
Z byłym wiceministrem z rządu PO-PSL, dzień przed Wigilią, spędziłem w restauracji ponad dwie godziny. Zjedliśmy lunch, wypiliśmy po lampce wina. Spotkaliśmy nawet byłego ministra rolnictwa, który przyszedł ze znajomym. Nasz stolik był widoczny od ulicy, ale obsłudze to nie przeszkadzało, bo nikt nie sprawdza, czy restaurator stosuje się do zakazu. Opowiem wam, jak to wyglądało.

Z byłym politykiem umawiałem się od wielu tygodni, ale na przeszkodzie stanęła jego kontuzja, a później mozolna rehabilitacja. W tym czasie premier Mateusz Morawiecki ogłosił, że lokale gastronomiczne nie będą mogły przyjmować gości, co oburzyło nie tylko obywateli, którzy na każdym kroku są ograniczani przez obostrzenia związane z pandemią, ale przede wszystkim restauratorów, którzy mogą sprzedawać dania tylko na wynos.

Mój rozmówca, niespodziewanie, dzwoni jednak kilka dni przed Wigilią.

– Już lepiej u mnie z poruszaniem się. Idziemy na lunch po weekendzie, zapraszam?
– Przecież wszystko zamknięte.
– Nie wszystko – odpowiada ze śmiechem.

Widok przez okno restauracji działającej mimo obostrzeń
Artykuł został opublikowany w 49/2020 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Czytaj także