Macron zaszachował Putina? Gen. Koziej dla „Wprost”: To pewien sygnał dla Rosji

Macron zaszachował Putina? Gen. Koziej dla „Wprost”: To pewien sygnał dla Rosji

Emmanuel Macron podczas konferencji w Paryżu
Emmanuel Macron podczas konferencji w Paryżu Źródło: PAP/EPA / Gonzalo Fuentes / Pool
Prezydent Francji jedną wypowiedzią wywołał długą dyskusję nad ewentualnością wysyłania przez państwa zachodnie wojsk do Ukrainy. – Słowa Emmanuela Macrona odbieram jako przełamanie tabu co do stopnia zaangażowania Zachodu w wojnę w Ukrainie. Dodajmy – kolejnego tabu – mówi w rozmowie z „Wprost” gen. Stanisław Koziej.

– Nie ma dzisiaj konsensusu, by wysłać w sposób oficjalny i otwarty wojska lądowe do Ukrainy, ale w przyszłości niczego nie można wykluczyć. Zrobimy wszystko, co trzeba, by Rosja nie mogła wygrać tej wojny – powiedział Emmanuel Macron po zakończeniu zorganizowanej w Paryżu międzynarodowej konferencji, która koncentrowała się na temacie wsparcia dla Ukrainy.

Lawina reakcji po wypowiedzi Macrona. Stanowcza deklaracja Donalda Tuska

Słowa prezydenta Francji odbiły się głośnym echem i wywołały wiele reakcji czołowych polityków. Możliwość wysłania swojego narodowego wojska do Ukrainy wykluczyły m.in. Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Niemcy oraz Włochy. Rzeczniczka hiszpańskiego rządu poinformowała, że zamiast wysyłania własnych wojsk, państwa zachodnie powinny wspierać Ukrainę, przygotowując kolejne pakiety z dostawami broni, aby Ukraina miała narzędzia do odpierania rosyjskiej agresji. Przeciwne rozwiązaniu, którego Emmanuel Macron nie wyklucza, są również Czechy i Polska.

– Uważam, że nie powinniśmy dzisiaj spekulować o przyszłości, czy zdarzą się takie okoliczności, które zmienią to stanowisko. Dzisiaj powinniśmy skoncentrować się, tak jak to robi rząd polski czy czeski, żeby maksymalnie wesprzeć Ukrainę w jej wysiłku zbrojnym – powiedział Donald Tusk przed spotkaniem premierów państw Grupy Wyszehradzkiej. – Nie chcę, żeby to zabrzmiało zbyt ostro, ale gdyby wszystkie państwa UE zaangażowały się w pomoc Ukrainie tak jak robi to Polska czy Czechy, to być może nie byłoby w ogóle potrzeby dyskutowania o innych formach wsparcia Ukrainy – zaznaczył szef polskiego rządu.

Gen. Koziej: Przełamanie tabu co do zaangażowania Zachodu w wojnę w Ukrainie

Słowa prezydenta Francji w rozmowie z „Wprost” skomentował gen. Stanisław Koziej. – Wypowiedź Emmanuela Macrona należy rozpatrywać w kilku kontekstach. Po pierwsze: słowa prezydenta Francji dotyczą przyszłości. To nie jest kwestia „na dzisiaj”, bo obecnie wiadomo, że nie ma wśród państw zachodnich zgody, a nawet woli politycznej na wysyłanie wojsk lądowych do Ukrainy – zauważa były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

– Moim zdaniem Macron słusznie wskazuje, że w przyszłości nie można wykluczyć takiego scenariusza. To z punktu widzenia konfrontacji między Rosją a Zachodem, z punktu widzenia rozgrywania tej drugiej zimnej wojny – która nie tylko trwa, ale również nasila się – jest pewien sygnał dla Rosji, dla Putina, że pojawia się jakiś kontreskalacyjny ruch – dodaje nasz rozmówca.

Macron zaszachował Putina? „Musi to brać pod uwagę”

Gen. Stanisław Koziej zwraca również uwagę, że nie po raz pierwszy w debacie publicznej pojawia się teoria, która początkowo jest odbierana z dużą dozą sceptycyzmu. A zasiane przez prezydenta Francji słowa mają wywołać po stronie Rosji poczucie niepewności co do planów Zachodu.

– Słowa Emmanuela Macrona odbieram jako przełamanie tabu co do stopnia zaangażowania Zachodu w wojnę w Ukrainie. Dodajmy – kolejnego tabu, bo przecież wcześniej trwały inne dyskusje, np. czy wysyłać do Ukrainy jedynie broń defensywną, czy wysyłać samoloty. Tego rodzaju „nietykalne” tematy były po kolei przełamywane – mówi ekspert.

– Słowa Macrona to również zagrywka neozimnowojenna w stosunku do Rosji. Władimir Putin musi się zastanawiać, jaką reakcję wywołają jego decyzje i eskalacja konfliktu w Ukrainie. Musi brać pod uwagę, że może sprowokować wojnę z NATO – wskazuje były szef BBN.

Ekspert zauważa, że konfrontacji wojennej między NATO a Rosją – z różnych pobudek – obawia się nie tylko Sojusz Północnoatlantycki, ale także Kreml. Dlaczego? Bo wynik takiego starcia jest już dzisiaj do przewidzenia.

– Warto podkreślić, że obecnie nie można mówić o wysyłaniu wojska NATO-wskiego do Ukrainy. Nie ma takiej decyzji. Natomiast nie można wykluczyć, że poszczególne państwa Zachodu same, w pojedynkę, zdecydują się na taki ruch. To też jest scenariusz, który Rosja musi brać pod uwagę, aby nie ściągnąć na siebie nieszczęścia w postaci bezpośredniej wojny z NATO. Tego konfliktu nie chce NATO, ale Rosja też nie, bo doskonale zdaje sobie sprawę, żeby przegrała – ocenia gen. Stanisław Koziej.

Kreml reaguje w swoim stylu. „To standardowa konfrontacja między Rosją i Zachodem”

Słowa Emmanuela Macrona nie umknęły również uwadze rosyjskich urzędników. Dmitrij Pieskow poinformował, że pojawienie się żołnierzy państw zachodnich na terytorium Ukrainy będzie prowadziło do „nieuniknionego” konfliktu NATO z Federacją Rosyjską. Narracja rzecznika Kremla jest daleka od deeskalacyjnej. Czy jednak takie podejście może budzić jakiekolwiek zdziwienie?

– A co innego ma mówić strona rosyjska w tej wojnie informacyjnej? Musi podejmować rękawicę, odpowiednio kontrargumentować i odstraszać. To standardowa konfrontacja między Rosją i Zachodem. Musimy się przyzwyczaić do tego, że tego typu ruchy i działania – zwłaszcza w sferze informacyjnej – są typowe dla neozimnowojennej rozgrywki – podkreśla gen. Stanisław Koziej w rozmowie z „Wprost”.

Głos w sprawie zabrał również doradca prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Mychajło Podolak powiedział, że otwarcie dyskusji na temat potencjalnego wysłania zachodnich żołnierzy do Ukrainy, odbiera w pozytywny sposób. Jak dodał, pokazuje to „świadomość zagrożeń, jakie stwarza dla Europy militarystyczna, agresywna Rosja”.

Historyczny dzień dla NATO. Zielone światło dla Szwecji

Rosja – która wyraźnie sprzeciwia się poszerzaniu wpływów NATO – przyjęła poważny cios, gdy węgierski parlament zagłosował za ratyfikacją przystąpienia Szwecji do Sojuszu Północnoatlantyckiego. Węgry były ostatnim członkiem organizacji, który zwlekał z podjęciem decyzji i blokował powiększenie NATO o 32. członka.

Premier Szwecji Ulf Kristersson określił dzień 26 lutego – kiedy doszło do rozstrzygnięcia na Węgrzech – mianem „historycznego”. Zapewnił także, że Szwecja jest gotowa wziąć na swoje barki odpowiedzialność za bezpieczeństwo Sojuszu Północnoatlantyckiego. Do tej decyzji, uwypuklając jej atuty dla całej organizacji, odniósł się również Jens Stoltenberg. „Członkostwo Szwecji w NATO sprawi, że będziemy silniejsi i bezpieczniejsi” – napisał sekretarz generalny NATO na portalu X (dawnym Twitterze – red.).

Szwecja w NATO. „Jest bardzo ważnym graczem morskim na Bałtyku”

Z analizy Ośrodka Studiów Wschodnich wynika, że Szwecja dysponuje stosunkowo niewielkimi siłami zbrojnymi. „Na koniec 2022 r. służyło w nich 14,7 tys. żołnierzy zawodowych, 5,5 tys. żołnierzy poborowych (do 2030 r. ich liczba ma wzrosnąć do 10 tys.) i 11,4 tys. żołnierzy rezerwy (którzy wciąż pełnią częściowo aktywną służbę), 9,6 tys. pracowników cywilnych oraz 21,5 tys. żołnierzy Obrony Terytorialnej” – czytamy. Jednocześnie siły te mają rozbudowane zdolności i nowoczesne uzbrojenie.

Co ciekawe, Szwedzkie Siły Powietrzne, pod względem liczby maszyn bojowych, są największe w regionie nordyckim. Sztokholm posiada również rozbudowaną marynarkę wojenną, co ma nie lada znaczenie.

Gen. Stanisław Koziej nie ma wątpliwości, że decyzja o dołączeniu Szwecji do NATO ma realny wpływ na wzrost bezpieczeństwa. – To jest ogromne wzmocnienie północno-wschodniej flanki NATO, czyli bezpośredniego styku z rosyjskim zagrożeniem. Do tej pory Polska z krajami bałtyckimi była na pierwszej linii frontu. Finlandia i Szwecja, wstępując do NATO, dołożyły swoje cegiełki do budowy tego muru, który jest rozciągnięty między Rosją i Sojuszem Północnoatlantyckim – mówi nasz rozmówca, odnosząc się do rozszerzenia NATO.

– Co prawda, Szwecja nie ma bezpośredniej styczności z Rosją, tak jak Finlandia, która wprost wzmocniła ten front, ale jest niejako w drugim rzucie strategicznym. Ponadto Szwecja jest bardzo ważnym graczem morskim na Bałtyku. Wstąpienie Szwecji do NATO ogranicza swobodę operowania rosyjskiej floty. Tym samym Morze Bałtyckie stało się wewnętrznym obszarem Sojuszu Północnoatlantyckiego. To jest ogromne osłabienie możliwości morskich Rosji w regionie – podsumowuje były szef BBN.

Czytaj też:
Macron chce wysłać wojska, których nie ma. Scholz nie chce wysłać rakiet, które są. Tak Europa lawiruje ws. wojny
Czytaj też:
Polska armia byłaby w stanie samodzielnie stawić skuteczny opór Rosji? Polacy nie mają wątpliwości