Kpt. Tadeusz Wrona: ja tylko sobie latałem

Kpt. Tadeusz Wrona: ja tylko sobie latałem

Kpt. Tadeusz Wrona (fot.DAMIAN BURZYKOWSKI / NEWSPIX.PL) / Źródło: Newspix.pl
- To nie ja, tylko cała nasza załoga. Zawsze to podkreślam, bo drugi pilot robił dokładnie to samo, co ja, monitorował każde moje podejście, więc wykonywał większość czynności na pokładzie. Ja tylko sobie latałem… i to jeszcze korzystając z autopilota - mówi w rozmowie z Marzeną Rogalską kpt. Tadeusz Wrona, który niemal dokładnie dwa lata temu dokonał udanego awaryjnego lądowania na Okęciu, po tym jak w pilotowanym przez niego samolocie zacięło się podwozie.
Kpt. Wrona przyznaje, że czeka na raport na temat tamtego lądowania i ewentualnych przyczyn usterki. - Ciągle jestem ciekaw, co zdaniem komisji nie zadziałało. Czy komisji udało się dotrzeć do sedna sprawy, żeby było to dla nas, wszystkich pilotów, informacją, na co trzeba zwrócić uwagę, jakie procedury wprowadzić, co poprawić, żeby uniknąć takiej sytuacji, zarówno po stronie użytkowników, jak i ludzi, którzy dokonywali przeglądu serwisów - podkreśla.

Pytany o sprawę bezpiecznika, który mógł być wyłączony przez co nie zadziałało awaryjne wysunięcie podwozia, kpt. Wrona odpowiada, że "sytuacja z tym bezpiecznikiem jest dziwna". - Przy próbie wypuszczenia podwozia z instalacji elektrycznej, gdy samolot został podniesiony na ziemi i wykonano taką próbę, to po zamknięciu obwodu, czyli włączeniu bezpiecznika, uruchomiono instalację awaryjnego wypuszczenia i podwozie się wysunęło - przyznaje. Następnie jednak podkreśla, że kiedy podczas tamtego pamiętnego lądowania nie mógł wypuścić podwozia, wówczas - po nawiązaniu kontaktu z grupą powołaną do reagowania w sytuacjach kryzysowych, zgodnie z sugestią jej przedstawicieli polecił drugiemu pilotowi sprawdzenie tego bezpiecznika i pozostałych bezpieczników "sztuka po sztuce". - Przykląkł i w pierwszej kolejności zresetował bezpiecznik, ponieważ tak polecili nam mechanicy właśnie z tej grupy, która miała nam pomóc bezpiecznie wylądować - mówi kpt. Wrona. Mimo to - przy próbie awaryjnego wypuszczenia podwozia - "nie było reakcji ze strony instalacji". - Powiedziałem drugiemu pilotowi: „Jurek, trudno, opuść miejsce, proszę cię, zrób to jeszcze raz, żebyśmy naprawdę mieli już pewność”. Poprosiłem jeszcze naszego szefa pokładu, aby nadzorował pracę drugiego pilota. Szef pokładu to opanowany, spokojny człowiek, który jest także instruktorem - relacjonuje kpt. Wrona. Wówczas drugi pilot miał sprawdzić ponownie wszystkie bezpieczniki. - Jak skończyli pracę, to nie miałem już żadnej niepewności, byłem przekonany, że bezpieczniki są w pozycji takiej, jaką raportował drugi pilot. Wiedziałem, że wszystko jest zrobione i sprawdzone. To była kolejna próba wypuszczenia podwozia, która też się nie udała - podsumowuje.

Mówiąc o samym awaryjnym lądowaniu kpt. Wrona przyznaje, że się bał. - Przez chwilę pomyślałem sobie: „Dokąd będę obserwować to zdarzenie? Co odbierze mi świadomość?” - wspomina.

Cały wywiad Marzeny Rogalskiej z kpt. Tadeuszem Wroną można przeczytać w najnowszym numerze tygodnika "Wprost"

Najnowszy numer "Wprost" będzie w niedzielę wieczorem dostępny w formie e-wydania .  
Najnowszy "Wprost" będzie także dostępny na Facebooku .  
"Wprost" jest dostępny również w wersji do słuchania .



Czytaj także

 7
  • bez-nazwy   IP
    Dla polakow to historyczne zdazenie bo mamy tak dobrych specjalistow ze niema katastrof jak w innych krajach. Szkoda ze nie umiemy porzytecznie wykorzystac kadluba samolotu jezeli zdecydowano ze nie nadaje sie do eksploatacji czy regeneracja jest zbyt kosztowna. Brak pomyslowosci moim zdaniem. Mozna zrobic byloby z niego restauracje z hotelem gdzies w podwarszawskiej okolicy bo jest to symbol zdolnosci Polakow i wzbudza podziw w innych narodach gdzie cymbaly probuja robic cos bez pasji, odpowiednich kwalifikacji i umiejetnosci.
    • dr inż.Binienda   IP
      Przyczyna jest prosta. Wylany płyn hydrauliczny zamarzł, co zablokowało klapy i powodowało wywalanie bezpiecznika. Po odstaniu doby przez samolot na płycie lotniska lód się roztopił i wszystko działało OK. Podobnie było z paliwem w B777, który rozbił się na Heathrow. Też szukali długo, zanim doszli do wniosku, że to lód zatkał filtry paliwa, z który na ziemi się roztopił i szukaj wiatru w polu.
      • piterson   IP
        Tłumaczyć każdy ma się prawo ale powinien znać do perfekcji samolot bo za bardzo przypomina to działania lekarzy. Oni też podobno mają opanowany do perfekcji swój zawód a doprowadzają do błędów lekarskich bo wchodzą w rutynę.
        • franek   IP
          Jak ta komisja bedzie tak wyjasniac jak komisja Millera czy Laska, to prawdy nie dowiecie sie NIGDY, panowie piloci !
          • Anka R   IP
            Prawidłowe zachowanie w ekstremalnej sytuacji. O to chodzi. A że Wrona lata jak orzeł- to tyż prowda.