Śmiech z katolicyzmu i martyrologii? Stuhr: Podejmuję to ryzyko

Śmiech z katolicyzmu i martyrologii? Stuhr: Podejmuję to ryzyko

Dodano:   /  Zmieniono: 34
Jerzy Stuhr, fot. TOMASZ JAGODZINSKI / Newspix.pl / Źródło: Newspix.pl
-Dobrze, że wracamy do przeszłości. Podoba mi się, że w „Pokłosiu”, „Obławie” czy „Róży” zaczynamy penetrować naszą historię - mówi w rozmowie z "Wprost" Jerzy Stuhr. Właśnie skończył zdjęcia do filmu „Obywatel”, przekrojowej opowieści o losach swojego pokolenia.
Krzysztof Kwiatkowski, "Wprost": W dzienniku opisuje pan telewizyjną sondę. Reporter pyta, kto wprowadził stan wojenny, a dziewczyna odpowiada: „Mazowiecki”. To z kim pan chce rozmawiać o historii, robiąc „Obywatela”?

Jerzy Stuhr: Dobre pytanie. Ale artysta nie może tak kalkulować. Myślę, że chcę coś z siebie wyrzucić, że muszę coś powiedzieć. I tyle. Wiem, że „Obywatel” będzie słabo rozumiany za granicą. Nawet w Polsce mało kto pamięta, jak studenci udawali żołnierzy na kretyńskim studium wojskowym. To nie jest jednak powód, żeby rezygnować z tej sceny. Bo co to za artysta, który pyta: „Co państwo lubicie? To ja wam to pyknę. Albo pioseneczkę w Opolu zaśpiewam”. Dzisiaj, niestety, świat się prymitywizuje. Widz coraz niechętniej czyni wysiłek intelektualny, coraz mniej chce uczestniczyć w rozmowie, woli oglądać bajki dla dorosłych. Akcje artystyczne robi się, żeby zabawić, a nie dyskutować. Ja się na to nie godzę.

Jednak wokół sztuki toczy się coraz więcej dyskusji. I to zażartych.

One nie dotyczą sztuki, tylko historii i polityki.

Pan też w swoim filmie opowiada o czasach, które budzą kontrowersje.

Dobrze, że wracamy do przeszłości. Podoba mi się, że w „Pokłosiu”, „Obławie” czy „Róży” zaczynamy penetrować naszą historię. I znajdujemy w niej uniwersalizm. Ale Pasikowski, Krzyształowicz, Smarzowski uderzają w minorowe tony. W kraju wywołują dyskusje, czasem niechęć. Sypią się na nich obelgi, czego zresztą mocno doświadczył mój syn. A ja sobie myślę: „Czy dorośliśmy do tego, żeby się z tego wszystkiego śmiać? Z katolicyzmu, antysemityzmu, histerycznej martyrologii?”. Podejmuję to ryzyko.

Niepokoi się pan, jak film zostanie przyjęty?

Chciałbym wznieść się ponad to, co się będzie działo. Żartuję, że nie przeczytam żadnej recenzji. To trudne, bo dzisiaj świat atakuje ze wszystkich stron. Na drzwiach człowiekowi powieszą krytykę albo wsuną pod wycieraczkę. Jednak Konrad Swinarski, Jerzy Jarocki, Andrzej Wajda, Krzysztof Kieślowski, Jerzy Grzegorzewski uczyli: trzeba robić to, co uważa się za ważne, i nie oglądać się na innych.

To samo powiedział pan synowi, gdy wybuchła afera po „Pokłosiu”?

Nie trzeba było nic mówić. Przecież on mnie zna. Też brałem kiedyś odpowiedzialność za „Wodzireja”. Pan Misiorny z „Trybuny Ludu” pisał: „Nie trzeba nam wodzirejów w tym kraju”. I co to oznaczało? Może to, że się nie będzie więcej pracować. Że nie dadzą filmu zrobić. Wyrzucili nas z festiwalu w Gdyni. To było groźniejsze niż anonimowe pyskówki w internecie. Także my w bojach jesteśmy zaprawieni.

Boi się pan świata, w którym przedstawienia przerywa krzyk: „Hańba!”?

Bardziej się bałem wyklaskiwania w czasie stanu wojennego. Widziałem kolegów, którzy lękali się wyjść na scenę. A teraz? To jakieś marginalne historie.

Agnieszka Holland uważa, że nigdy nie widziała tak podzielonej Polski.

I to tak absurdalnie, głupio. W „Obywatelu” też ten podział się odbije. Drażni mnie nadęty, histeryczny patriotyzm. Jestem polskim artystą, wypowiadam się w języku polskim, w teatrze promuję rodzimą literaturę i płacę w Polsce podatki. Niemałe. Więc myślę: może już się od mojego patriotyzmu odpieprzcie? Ale też, przyznaję, mam naturę Szwejka. Bardziej czuję się mittel-Europejczykiem niż Polakiem, dobrze mi między Triestem, Wiedniem, Pragą a Krakowem. Najwspanialsze w ostatnich 25 latach wolności było dla mnie to, że moje życie uniezależniło się od polityki, że mogłem się od niej odciąć.

Kokietuje pan. W swoim dzienniku stale pan pisze: „Nie chcę się denerwować polityką”, ale wciąż do niej wraca.

To chyba znowu kwestia pokolenia. Myśmy musieli wiedzieć, co się dzieje. Bo inaczej „oni” mogli nam zagrozić. Nawyk śledzenia wiadomości zostaje w człowieku. To się zmienia, kiedy pracuję za granicą. Po trzech tygodniach we Włoszech już nie rozumiem, dlaczego ten się żre z tamtym i o co chodzi w newsach na telewizyjnym pasku.

Cały wywiad można przeczytać w najnowszym numerze( 51-52 /2013) tygodnika "Wprost".


Najnowszy numer "Wprost" jest dostępny w formie e-wydania .  
Najnowszy "Wprost" jest  także dostępny na Facebooku .  
"Wprost" jest dostępny również w wersji do słuchania


 34

Czytaj także