Huelle: Smoleńsk? Polska niekompetencja. Prawica zrobiła kabaret

Huelle: Smoleńsk? Polska niekompetencja. Prawica zrobiła kabaret

Dodano:   /  Zmieniono: 
Paweł Huelle, fot. Adam Golec 
Na lekkim rauszu, owszem, zdarzało mi się pracować, ale nigdy nie napisałem niczego dobrego, kiedy byłem wtrąbiony - mówi w rozmowie z Sylwestrem Latkowskim pisarz Paweł Huelle, który właśnie wydał książkę „Śpiewaj ogrody”.
Sylwester Latkowski: Pijesz?

Paweł Huelle: Piję. Jak jestem tu, w Warszawie, mogę się napić whisky czy wina.

A prowadzisz samochód?

Prowadzę, ale wtedy nigdy nie piję. I nawet rano sprawdzam alkomatem, czy mogę jechać.

Trwa krucjata przeciwko pijanym kierowcom.

Nie wierzę w restrykcje. Oczywiście za spowodowanie wypadku po wypiciu alkoholu powinny być kary. Inny problem, że próg jest bardzo niski. To powinny być np. dwie dobre lampki wina czy butelka piwa. Nie sądzę, żeby po takiej ilości alkoholu rozsądny kierowca szarżował czy wyprzedzał na ciągłej. W dodatku Polska jest takim krajem, że im większa represja, tym bardziej strona nieposłuszeństwa wzrasta.

Czym jest dla ciebie alkohol?

Elementem życia towarzyskiego, rozluźniaczem. Po dwóch czy trzech szklaneczkach piwa rozmawia się lepiej i dowcipniej. No i człowiek ma to esprit, prawda? Ale z alkoholem jest tak, jak z każdą inną używką czy uzależnieniem. Jeżeli człowiek nie może bez tego żyć, to znak ostrzegawczy.

Wtedy trzeba coś z tym robić?

Tak samo jak z hazardem czy seksoholizmem. Mam kolegę biznesmena, który jadąc do biura o siódmej rano, musiał wstąpić do agencji towarzyskiej, gdzie zresztą jakieś resztówki były, panienki już podsypiały.

Musiał?

Był uzależniony. Przez długie lata się leczył, ale się wyleczył.

Czytałeś „Pod Mocnym Aniołem” Pilcha?

Czytałem. To wyznania z głębi duszy, wręcz z głębi rozpaczy.

Pilch twierdzi: „Niektórzy mówią, że gdyby nie było alkoholu, to ci, którzy zajmują się pracą twórczą, pisaliby lepiej. Mnie się wydaje, że nie pisaliby wcale”.

No tak. Przykładowo jest robota. Trzeba skończyć powieść w dziesięć dni, wydawca już ci przykłada brzytwę do gardła i mówi, że będą kary. To pracujesz dniami i nocami i rzeczywiście jest: kawa, koniak, kawa, papieros. Bo to jednak stymuluje. Potem tabletka nasenna, trzy godziny snu, pobudka, kawa, koniak, papieros. To podnosi człowieka, ale też na dłuższą metę jest zabójcze. Na lekkim rauszu, owszem, zdarzało mi się pracować, ale nigdy nie napisałem niczego dobrego, kiedy byłem wtrąbiony.

Tuwim pisał.

Być może można napisać wiersz, będąc nieźle narąbanym. Broniewski też bez przerwy był pijany, a pisał wspaniałe wiersze. Natomiast z prozą tak się nie da.

Nie wkurzają cię twoi koledzy z Trójmiasta, którzy rządzą tym krajem? Bo to ludzie z Trójmiasta rządzą.

Często mnie wkurzają. Nie antyszambruję w ich salonach, ale jeżeli mam okazję ich spotkać, bo ja ich rzadko spotykam, to zawsze im mówię w twarz o tym, co mi się nie podoba. Znam ich bardziej z czasów opozycyjnych i początków III RP, ale później nasze drogi się rozeszły.

Ale i tak głosujesz na Tuska.

Nie powiem ci, na kogo głosuję.

Na pewno nie na Palikota.

Nic ci nie powiem. Jak w sądowych filmach amerykańskich: „objection!”, czyli: wycofaj pytanie.

Dlaczego nie chcesz mówić twardo o polityce? Inni artyści mówią, pouczają…

Zauważyłem, ale ja nie chcę. Jeżeli mam być rozpoznawalny, to przez książki, a nie poglądy polityczne, które zresztą wcale nie są oryginalne.

Mógłbyś być zapraszany do poważnych programów telewizyjnych, a nie do niszowych, kulturalnych audycji w radiu.

Mnie to nie kręci. Gdyby kręciło, umiałbym się wkręcić.

Nie masz zdania? Na przykład o Smoleńsku?

Mam. Ale uważam, że od tego są publicyści.

Uważasz, że mieliśmy do czynienia z rosyjskim spiskiem?

Nie. Uważam, że mieliśmy do czynienia z polską niekompetencją. Gdybym był pisarzem „bieżącym”, takim reagującym na to, co się akurat dzieje, napisałbym o tym sztukę.

Co by w niej było?

Telefony braci Kaczyńskich. Świętej pamięci prezydent Lech Kaczyński leciał tego dnia, żeby nad grobami katyńskimi wygłosić transmitowane na żywo w Telewizji Polskiej przemówienie. To miał być początek jego kampanii wyborczej. I wszystkim jego PR-owcom zależało, żeby o tej i o tej godzinie to przemówienie poszło. Gdyby wylądowali 200 km dalej, nie zdążyliby. A słowa prezydenta miały poruszyć serca Polaków. Dlatego oni za wszelką cenę chcieli wylądować. No i wylądowali, tylko że, niestety, w formie nieboszczyków. To była wielka katastrofa i nieszczęście, natomiast prawa strona sceny politycznej zrobiła z tego kabaret.

Ludzie im wierzą.

Bo spiskowe teorie rozprzestrzeniają się jak wirusy. Po 11 września wielu Amerykanów mówiło, że to żydowski spisek. Nie podzielam spiskowej teorii dziejów.

Cały wywiad w najnowszym numerze tygodnika "Wprost".

Najnowszy numer "Wprost" jest dostępny w formie e-wydania .  
Najnowszy "Wprost" jest  także dostępny na Facebooku .  
"Wprost" jest dostępny również w wersji do słuchani a