Budowniczowie piramid chodzili po pracy "do baru"? Nietypowe znalezisko

Budowniczowie piramid chodzili po pracy "do baru"? Nietypowe znalezisko

(fot. sxc.hu) / Źródło: FreeImages.com
Archeolodzy odnaleźli w pustynnej Gizie ruiny portowego miasta. Wygląda na to, że budowniczowie piramid chadzali do tawerny na piwo i świeżą rybkę.

Żydowski niewolnik błagał o litość, ale Egipcjanin katował go dalej. Ludzie patrzyli i bali się zareagować. Jak podaje Biblia, widząc jego niedolę, rozgniewany Mojżesz zaczekał, aż zrobi się pusto, po czym zatłukł Egipcjanina na śmierć. Następnie ciało przysypał piaskiem. Jednak zgodnie z najnowszymi badaniami egiptologów być może łatwiej mu było wrzucić zwłoki do wody. Jak sugerują odkrycia amerykańskiego Związku Badaczy Starożytnego Egiptu (AERA), tuż pod piramidami w Gizie mogło się rozciągać wielkie portowe miasto. W ich cieniu, zaledwie 400 m od sfinksa, naukowcy zrzeszeni w AERA prowadzą wykopaliska już od 1988 r. Szukają śladów pozwalających zrekonstruować historię dorzecza Nilu.

Zaginione miasto

Teren, na którym pracują naukowcy, został nazwany zaginionym miastem budowniczych piramid. Nie bez powodu – ukryte pod gorącym piachem ruiny mają ponad 4,5 tys. lat; pochodzą z czasów faraona Mykerinosa, który zlecił zbudowanie ostatniej i najmniejszej z trzech wielkich piramid w Gizie. Dziś znana jest ona jako – a jakże inaczej – piramida boskiego Mykerinosa. W zeszłym roku badacze AERA znaleźli tu zwierzęce kości – dowód na istnienie rzeźni – a także dół pełen kości ludzkich uznany za pozostałości cmentarza, w którym prawdopodobnie chowano budowniczych piramid.

Pośród tych znalezisk typowych dla pustynnej zabudowy miejskiej archeolodzy trafili też na coś, co zachwiało ich przekonaniem o lądowym przeznaczeniu budowli w tym miejscu. Odkryli mianowicie pozostałości portu oraz kwater dla żołnierzy i marynarzy. Najwyraźniej mieszkańcy zaginionego miasta budowniczych piramid po ciężkim dniu pracy mogli zasiąść nad świeżą rybką. Co dokładnie znaleźli archeolodzy? Dwa skupiska ruin – odkryte jako pierwsze, Heit el-Ghurab, czyli Mur Kruka, zawiera ruiny podłużnych budynków, które nazwali galeriami. Zajmują one w sumie powierzchnię dziesięciu boisk piłkarskich. Dotychczas przypuszczano, że mogli tam mieszkać robotnicy budujący piramidy lub ewentualnie żołnierze. Drugie skupisko nazwano miasteczkiem Chentkaus, ponieważ znajduje się przy grobowcu królowej Chentkaus, krewnej faraona Mykerinosa. To w tej części w ciągu ostatnich lat zdołano odsłonić głęboki zbiornik wodny, a także pozostałości czegoś, co wygląda na przystań, oraz – być może – pozostałość większego portu. W świetle tego odkrycia usadowione w cieniu piramid galerie mogą równie dobrze być pozostałościami tawern i hoteli dla marynarzy.

Oporne duchy przodków

Niestety oba odsłonięte kompleksy – galerie i zbiornik wodny – oddzielone są od siebie współczesnym islamskim cmentarzem, co dla naukowców oznacza bezwzględny zakaz wstępu. Trudno więc będzie sprawdzić, jak wygląda reszta odkrytej przystani, ale i tak odkrycie pobudza wyobraźnię badaczy. Mark Lehner, dyrektor AERA, twierdzi wręcz, że odkryty przez niego zbiornik wodny to tylko element dużego portowego miasta. – Liczne odkrycia wskazują, że przez trzy pokolenia budowniczych piramid Cheopsa, Chefrena i Mykerinosa Giza była centralnym portem – mówi Lehner. Choć odkopany zbiornik, przypuszczalnie część owego portu, położony jest 9 km od wód współczesnego Nilu, to według badacza kiedyś było inaczej. Najbliższy kanał znajdował się 250 m od zbiornika, więc ich połączenie było łatwe i opłacalne. Port mógł służyć jako punkt przeładunkowy dla wielkich kamiennych bloków używanych do budowy piramid. Tezę o porcie wspierają też znaleziska w galeriach – zwęglone pozostałości cedrów, jałowców, sosen, dębów, czyli drzew sprowadzanych drogą morską do Egiptu ze wschodnich wybrzeży Morza Śródziemnego. Z tego samego regionu pochodziły znalezione w galeriach fragmenty naczyń. – To logiczne, że kosztowności oraz duża ilość granitu i innych kamieni musiały wymagać nie małej przystani, ale większego portu – mówi Lehner. – Musiały istnieć placówki rozładowujące statki najróżniejszego rodzaju. To musiały być duże statki morskie uginające się od towarów z Lewantu, takie jak te, które znamy z hieroglifów. Do tego barki obsługujące transport granitowych bloków i łodzie przewożące ludzi, zboże oraz bydło.

Czy to możliwe, że tysiące lat temu pustynna dzisiaj Giza była pulsującym międzynarodowym portem, w którym wieczorami kołysały się wilgotne burty łodzi, Egipcjanie lali w tawernach trunki i do rana rozbrzmiewały staroegipskie szanty? – Wiemy, że mieszkańcy galerii przy Murze Kruka bardzo często jedli ryby, szczególnie sumy i okonie nilowe – zdradza Lehner. – Wiemy również, że lubili piwo. Choćby stąd, że piwne dzbany – używane także do innych celów – są jednymi z najczęściej odnajdywanych w tym miejscu naczyń. Można więc śmiało powiedzieć, że choć pod Murem Kruka mimo wszystko nie jadano fish and chips, bo nie było ziemniaków, to z pewnością mocnego piwa i pysznych ryb było pod dostatkiem.

Szanty z faraonem

Polscy archeolodzy, którzy specjalizują się w okresie Starego Państwa, zgadzają się, że zbiornik może być przystanią. – To prawdopodobne – mówi dr Kamil Kuraszkiewicz, archeolog z Uniwersytetu Warszawskiego. – Bo przy niemal każdej piramidzie znajdowało się, najczęściej sztuczne, jezioro połączone kanałem z Nilem – tłumaczy. – Droga wodna była najszybszym i najtańszym sposobem dostarczania materiału budowlanego do powstającego grobowca. Później służyła do transportu trumny króla z całym wyposażeniem i orszakiem pogrzebowym, a na koniec pozwalała dostarczać ofiary i personel do świątyni grobowej, która po śmierci faraona powstawała przy piramidzie.

Z tym poglądem zgadza się inny archeolog z UW, dr Sławomir Rzepka. Zaznacza jednak, że co innego dla egiptologii będzie oznaczać obecność niewielkiej przystani, a co innego istnienie wielkiego portu. – Sugestia Lehnera, że przystań jest częścią ogromnego portu, który obsługiwał handel międzynarodowy, to obecnie tylko hipoteza, która musi zostać udowodniona – mówi Rzepka. – Lehner to poważny naukowiec, który od ponad 20 lat prowadzi rzetelne badania. Jednak to dopiero początek, bo wyniki nie są jeszcze nawet opublikowane. Gdy to się stanie, a dalsze wykopaliska potwierdzą, że rzeczywiście chodzi o wielki port, a nie tylko przystań, to będziemy mieli przełom. Na razie trudno jednak mówić o wydarzeniu, które zmusza do pisania podręczników historii na nowo.

Lehner wie, że zanim ogłosi ostateczny sukces, jeszcze wiele piasku przesypie się w klepsydrach. – Odkryta przez nas przystań jest rzeczywiście niewielka, ma tylko 37 m szerokości – przyznaje. – Ale duża zatoka portowa powinna leżeć trochę dalej na wschód. Wskazują na to ślady po głęboko wbitych palach i kontury na powierzchni piasku. Musimy kopać dalej. ■

Czytaj także

 0