Vagla Walgowski dla "Wprost": Moja wielka wyborcza wina

Vagla Walgowski dla "Wprost": Moja wielka wyborcza wina

Dodano:   /  Zmieniono: 
Piotr Waglowski (fot. Artur Chmielowski/Newspix)
Zaproponowałem ubiegającym się o głosy wyborców, by ujawnili finanse swoich kampanii. Ten sam postulat głosiłem w kampanii prezydenckiej, ale wówczas nie doczekał się realizacji. A przecież przejrzystość działania państwa leży wszystkim na sercu. Przynajmniej tak mówią. Nawet jedno z pytań referendalnych dotyczyło sposobu finansowania partii.
Jakoś nie widzę jednak wśród komitetów wyborczych wielkiej ochoty do bieżącego publikowania wydatków. Entuzjazmu nie widać też wśród mediów, które relacjonują przebieg kampanii. Podpowiadają mi życzliwi, żebym się nie spodziewał wielkiego zainteresowania, bo ujawnienie w czasie kampanii dotyczących jej kwitów oznaczałoby też konieczność ujawnienia faktur wystawianych komitetom przez media.

Podobno nie mam co liczyć, że mój postulat przejrzystości finansowania kampanii spotka się z uznaniem partii. Uniemożliwiłoby to im omijanie limitów finansowania "per kandydat", o czym doskonale podobno wiedzą, i w żadnym razie nie będą chcieli takiej przejrzystości zrealizować. Owszem, opublikują zestawienia, ale po kampanii. Będą tam też pewnie wydatki na reklamę, ale nie z wyszczególnieniem konkretnych mediów. Taka reklama realizowana jest przecież przez pośredników. Faktury wystawiają domy mediowe.

Teoretycznie kandydaci powinni zabiegać o głos wyborców, prawda? Powinni się przedstawiać, prezentować programy. Chodzi wszak o to, by demokracja mogła kwitnąć, by wyborcy wybrali takich przedstawicieli, których chcieliby widzieć w parlamencie. No ale w Polsce w wyborach ścierają się wielkie, spolaryzowane partyjne szyldy. Kandydaci partyjni niemal nic w kampanii nie muszą mówić samodzielnie. Nie daj Boże, palnęliby coś, co nie jest spójne z narracją partyjnych sztabów. Setki innych kandydatów tej partii miałyby kłopot. A przecież niektórzy z nich znaleźli się na listach wyborczych w wyniku swoistej łapanki. W istocie są jedynie "słupami" do zapełnienia list. Zatem kandydaci milczą, a finanse idą na promocję marki – logo partii – pod którą potem kandydaci będą występowali na wyborczych kartach.

W kampanię wyborczą partii zaangażowane są też pałace: prezydencki i rządowy. Premier, mówiąc w imieniu aktualnego rządu, prezentuje w istocie to, co chce powiedzieć do wyborców partia, którą reprezentuje. Prezydent mówi to, co chciałaby powiedzieć wyborcom główna partia opozycyjna. Ale to, co mówią pałace, nie jest ujęte w ramy Kodeksu wyborczego. Na to idą zupełnie inne budżety, zupełnie inne pieniądze.

Byłby numer, gdyby wyborcy mogli ocenić sposób, w jaki ich kandydaci zabiegają o miejsce w Sejmie i Senacie, i to, ile wydano pieniędzy na poszczególnych z nich. Trzeba by było wówczas rzeczywiście prezentować swój pogląd, a nie jedynie prężyć się według swojej formacji.

Jednym z większych grzechów w polityce jest robienie dokładnie tego, co się głosi. Jestem wielkim grzesznikiem, bo finanse mojej kampanii są od jej początku dostępne online.

Felieton ukazał się w najnowszym numerze "Wprost", dostępnym w kioskach i salonach prasowych na terenie całej Polski od poniedziałku 28 września. Najnowsze wydanie można zakupić również w wersji do słuchania oraz na  AppleStoreGooglePlay. "Wprost" dostępny jest także w formie e-wydania.

 0

Czytaj także