Uwaga! TVN: Kapitan Wrona odchodzi na emeryturę. „Chcę przekazać moją wiedzę innym”

Uwaga! TVN: Kapitan Wrona odchodzi na emeryturę. „Chcę przekazać moją wiedzę innym”

Kapitan Tadeusz Wrona
Kapitan Tadeusz Wrona / Źródło: X-news/Uwaga
Osiem lat temu jego awaryjne lądowanie obserwowała cała Polska. Dziś już nie może siadać za sterami samolotów pasażerskich. Kapitan Tadeusz Wrona musiał odejść na emeryturę. Co będzie teraz robił?

Światowy rozgłos kapitanowi Wronie przyniosło awaryjne lądowanie na warszawskim Okęciu. W pilotowanym przez niego boeingu 767 nie wysunęło się podwozie. Sprawnie wykonany manewr ocalił życie 231 osób znajdujących się na pokładzie.

Nie mam tego, na co dzień w głowie. To była część naszej pracy, wykonywaliśmy nasze obowiązki. Niestandardowe, bo sytuacja była niestandardowa. Chciałem, żeby nic się nie stało – mówi dzisiaj kapitan Wrona.

To było przerażające. Wiedziałam, co się może stać. Miałam poczucie bardzo dziwnej sytuacji. Zwłaszcza, że to nie był jego lot. On się zamienił z kolegą i to nie ze swojej inicjatywy. Ale chyba tak miało być – mówi Marzena Grylewicz-Wrona, żona kapitana Wrony.

Początek wieloletniej przygody

Wieloletnia i niemal bezawaryjna przygoda kapitana Tadeusza Wrony z lotnictwem, zaczęła się ponad pół wieku temu. Najpierw były tylko marzenia o lataniu. Potem już prawdziwe, choć jeszcze amatorskie latanie na szybowcach w aeroklubie. W trakcie jednego z letnich obozów szybowcowych, młody pilot poznał swoją przyszłą żonę, wówczas adeptkę szybownictwa.

Powiedziałam, kiedyś siedząc z rodzicami na balkonie i widząc samolot: „Moim mężem będzie kapitan z LOT-u”. Nie wiem, jak to się stało, ale trafiłam później na lotnisko, zaczęłam latać i nagle pojawił się mąż, który błyskawicznie został kapitanem LOT-u – wspomina Marzena Grylewicz-Wrona.

To bardzo silny charakter

Nachodziłem się za nią. Konkurencja była bardzo duża – śmieje się kapitan Wrona. – On był tak uparty, że nie miałam wyjścia. Po prostu sobie postanowił i koniec. To jest bardzo silny charakter i wiedziałam, że przy dwóch takich, nie będzie łatwo. I nie było – przyznaje Grylewicz-Wrona.

Wspólne podróże, ale przede wszystkim miłość, pozwoliły rodzinie kapitana przetrwać. – To było trudne, że go nigdy nie było. Zawsze sama woziłam dzieci do szkoły, chodziłam na wywiadówki, inne rzeczy też robiłam sama – wspomina żona kapitana.

Jak gdzieś lecieliśmy to minimum na tydzień. Więc to były dwa dni przerwy w domu z rodziną, tydzień poza domem. To życie jej ze mną nie było łatwe. Jestem jej wdzięczny za to, że wytrwała – mówi kapitan Wrona.

Jego dzieci są już dzisiaj dorosłe. Syn tak jak ojciec został pilotem i pracuje w liniach lotniczych. Wnuk kapitana także zaczyna przygodę z lataniem. Zanim sam siądzie za sterami najpierw szybowca, a potem samolotu, trenuje z dziadkiem na symulatorze.

Kolejna misja kapitana Wrony

Praca na rzecz chorych dzieci to kolejna misja kapitana Wrony. Dlatego wspomaga fundację „Kochajmy Zycie", która wspiera leczenie i rehabilitację dzieci cierpiących na dysfunkcje narządów ruchu. Maluchy staja się samodzielne dzięki nowatorskim operacjom w Stanach Zjednoczonych, a już wkrótce również w Polsce.

Jaka jest w tych oczach dzieci, które zaczynają chodzić, radość. Mnie to za serce łapie – mówi Tadeusz Wrona.

Jakie kapitan Wrona ma teraz plany? – Skończyłem 65 lat. Jako pilot nie mogę prowadzić samolotu pasażerskiego, ale mogę szkolić na małych samolotach. Chcę przekazać tę wiedzę, którą ktoś mi, kiedyś przekazał. I podzielić się doświadczeniami, które przez okres pracy nabyłem.

Czytaj także:
Samolot wpadł w turbulencje. Na pokładzie księżna Kate i książę William

Źródło: X-news/Uwaga

Czytaj także

 2
  •  
    nauczy jak rozwalić samolot przez bezpiecznik???
    • To ten sam ktory nie wcisnal bezpiecznika i ladowal bez podwozia ? Niech przekazuje swoja "wiedze", a my , pasazerowie mozemy odetchnac z ulga, ze juz nie bedzie z nami latal.