Uwaga! TVN: Pani Iwona od blisko 20 lat nie może dostać się do własnego domu. „Mam drzewa w oknach”

Uwaga! TVN: Pani Iwona od blisko 20 lat nie może dostać się do własnego domu. „Mam drzewa w oknach”

Pani Iwona od blisko 20 lat nie może dostać się do własnego domu
Pani Iwona od blisko 20 lat nie może dostać się do własnego domu / Źródło: X-news/Uwaga
Pani Iwona nie może dostać się do wybudowanego przed laty domu. Akt notarialny miał jej gwarantować prawo przejazdu, ale do dzisiaj nie udało się dojść do porozumienia. – Nie wierzę w sprawiedliwość. Przecież to była tak oczywista sprawa. Skąd w ludziach tyle złośliwości? – dziwi się kobieta.

– Jest to strasznie przykre, że muszę wchodzić na własną posesję po drabinie – ubolewa Iwona Mulik, oprowadzając nas po zarośniętej działce.

Idealne miejsce

Kobieta na początku lat 90-tych kupiła działkę na warszawskiej Ochocie. Zaciszna wówczas okolica wydawała się idealnym miejscem do życia dla powiększającej się rodziny. Zapadła więc decyzja o budowie domu. Dużego, blisko 400-metrowego.

– To piękne miejsce. Warszawa, a jak nie Warszawa. Jest zielono. Blisko do jeziora. Wyobrażałam sobie, że będę spacerowała z moją córeczką. Że będziemy oddychać świeżym powietrzem. I, że będzie pięknie, ale niestety, tak się nie stało. Mulik przyznaje, że przez ostatnie lata nie raz płakała z bezsilności.

– Jestem zrozpaczona i przerażona. Jak można było zabronić mi korzystać z tak pięknego terenu? Tak piękny dom, po latach jest już ruiną – mówi pani Iwona.

Nowe osiedle

W czasie, gdy rozpoczynała się budowa domu, w jego sąsiedztwie nie było żadnych zabudowań. Wkrótce, teren przylegający do posesji pani Iwony, kupiła firma deweloperska, by zbudować na nim osiedle mieszkaniowe. Akt notarialny gwarantował pani Iwonie prawo przechodu i przejazdu do swojego domu. Wystarczyło jedynie ustalić z deweloperem wysokość należności za korzystanie z drogi.

– Zwróciłam się do dewelopera, żeby tę drogę ustanowić. Trwały rozmowy. Nie doszło do końcowego podpisania umowy dotyczącej służebności. W ofercie, jaką mi przedstawili, były kwoty w dolarach – mówi Mulik i podkreśla, że były to stawki na tyle wysokie, że nie mogła się na nie zgodzić.

– Nie poszłam do sądu. Wówczas nie przypuszczałam, że musi być taka procedura. Wydawało mi się oczywiste, że będziemy dalej rozmawiać. Przecież nie może być wybudowany dom, skoro jest zgoda, i nie mieć dojazdu – dodaje.

Z powodu przyjścia na świat pierwszego dziecka, pani Iwona na pewien czas odpuściła sprawę dojazdu do budowanego domu. W międzyczasie deweloper ukończył osiedle, a właścicielem gruntu, na którym miała przebiegać droga stała się nowo powstała wspólnota mieszkaniowa.

– Wspólnota nie wyraziła na to zgody. Trwała wymiana korespondencji. I wówczas skierowałam sprawę do sądu – mówi Mulik.

Czytaj także

 0

Czytaj także