Uwaga TVN: Kamizelka i czepek lekiem na raka? „Wydalibyśmy każdą kwotę na ratowanie córki”

Uwaga TVN: Kamizelka i czepek lekiem na raka? „Wydalibyśmy każdą kwotę na ratowanie córki”

Uwaga! TVN: Kamizelka i czepek lekiem na raka?
Uwaga! TVN: Kamizelka i czepek lekiem na raka? / Źródło: X-news
Producent oraz polski dystrybutor urządzeń elektromagnetycznych zapewniają, że ich noszenie powstrzymuje rozwój nowotworów i doprowadza do zaniku chorych tkanek. Co stało się z pacjentami, którzy stosowali te urządzenia? Sprawdzili to reporterzy „Uwagi TVN".

Urządzenia elektromedyczne ECCT zostały wynalezione w Indonezji przez doktora Warsito Purwo Taruno. Według zapewnień producenta miały one być skutecznym narzędziem w walce z rakiem. – Metoda ECCT polega na tym, że pacjent znajduje się w odpowiednim polu. Jeżeli mamy do czynienia z guzem w brzuchu, czy klatce piersiowej lub głowie możemy użyć specjalnego ubioru i kasku terapeutycznego – podano w filmie promującym urządzenie.

Trzy lata temu, za sprawą wąskiej grupy lekarzy, zajmujących się metodami alternatywnymi, urządzenia pojawiły się też w Polsce. Dystrybucją kasków i kamizelek zajął się dr Leszek P. – Nie poruszam się w teoriach spiskowych. To jest nauka, o wszystkim może pan poczytać, ale straciłby pan na to miesiące. Musi pan iść w kierunku zaufania. To urządzenie zatrzymuje namnażanie się komórek nowotworowych – przekonuje.

Koszt czepka, który rzekomo zabija komórki rakowe w mózgu, to blisko 10 tysięcy złotych. Na kamizelkę celującą w nowotwory klatki piersiowej i kręgosłupa trzeba przeznaczyć aż 25 tysięcy złotych. Pacjenci, którzy decydują się na zastosowanie tych urządzeń, to często osoby w terminalnym stadium raka, którym tradycyjna medycyna nie może już pomóc.

Pierwsze, co powinniśmy zrobić, to zweryfikować, czy taka technologia nie szkodzi. Dopiero kiedy jesteśmy pewni, że nie szkodzi, możemy myśleć nad kolejnym etapem badań, które sprawdzą, czy to działa. Po to są badania kliniczne – podkreśla prof. Piotr Wysocki, onkolog z Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Sprawa Gosi i Tomka

U 14-letniej Gosi zdiagnozowano nieuleczalnego glejaka mózgu. – 14 lipca 2014 córka się źle poczuła. Dostała pierwszego padaczkowego ataku. Szybko okazało się, że to coś więcej, guz w głowie – opowiada Magdalena Staszak, mama Gosi.

Po nieudanej chemioterapii lekarze zasugerowali leczenie paliatywne w domu. Nowotwór powiększał się, upośledzał między innymi część mózgu odpowiadającą za oddychanie. Stan dziewczynki szybko się pogarszał. Ostatnią deską ratunku było leczenie wspomagające kaskiem ECCT. – Zdecydowaliśmy, że spróbujemy wszystkich możliwych sposobów, żeby uratować córkę. Usłyszeliśmy wprost, że to urządzenie niszczy komórki rakowe – dodaje Staszak. Pomimo podjętej terapii, dziewczynka zmarła.

Lekarze, którzy stosowali urządzenia ECCT, nie mieli oporów przed tym, by zalecać je nawet kilkuletnim dzieciom. Najmłodsze z nich to niespełna dwuletni Tomek, u którego zdiagnozowano nieuleczalnego guza rdzenia kręgowego.

Mama chłopca zrezygnowała z chemioterapii. Chłopiec trafił do kliniki zajmującej się leczeniem alternatywnym. Lekarz prowadzący zaaplikował dziecku zarówno kamizelkę, jak i czepek ECCT. – Ten lekarz dał nam nadzieję. Pokazywał statystyki, z których wynikało, że to urządzenie działa. Mówił, że w Indonezji jest to powszechnie stosowane. Zamiast poprawy u Tomka, z powodu ucisku na nerwy, rączki i nóżki przestały pracować. Wiedzieliśmy, że zbliża się koniec – opowiada babcia chłopca.

Indonezja. Jaką decyzję podjęło tamtejsze ministerstwo zdrowia?

Okazuje się, że mimo początkowych zachwytów, ministerstwo zdrowia w Indonezji już cztery lata temu zakazało stosowania czepków i kamizelek u nowych pacjentów. Uznano, że nie ma naukowych dowodów, na skuteczność ich działania. Zaledwie cztery dni później wynalazca urządzeń był już w Polsce, gdzie prezentował swój wynalazek i szukał lekarzy, którzy go wypromują.

– Wydalibyśmy każdą kwotę na ratowanie córki. Jeśli te urządzenia są na rynku od kilku lat i nikt nie monitoruje tego, że wszyscy stosujący je pacjenci umierają, to tak być nie powinno – mówi Magdalena Staszak.

Po interwencji reporterów „Uwagi TVN” Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej wszczął czynności sprawdzające wobec doktora Leszka P. Jego działalność to zaledwie ułamek tego, na co narażone są osoby szukające pomocy w walce z chorobą nowotworową.

Czytaj też:
Meksyk. Polacy porwani na narządy? Onet ujawnia kolejne informacje

+
 1

Czytaj także