Uwaga! TVN: Zbrodnia w Łodzi. „Stali obok leżącego w kałuży krwi”

Uwaga! TVN: Zbrodnia w Łodzi. „Stali obok leżącego w kałuży krwi”

Kadr z materiału programu Uwaga! TVN
Kadr z materiału programu Uwaga! TVN / Źródło: X-news/Uwaga
To miało być spokojne powitanie Nowego Roku. Beata i Robert Gościniak zostawili 8-letnią córkę u rodziców i przyjęli zaproszenie znajomej na kameralną imprezę u niej w domu. W mieszkaniu, niedaleko centrum Łodzi, bawiło się zaledwie kilka osób. Materiał dziennikarzy programu Uwaga! TVN.

– Siedzieliśmy przy stole, wszystko było fajnie. Wszystko zaczęło się dziać o godz. 24, jak wyszliśmy na fajerwerki. Jedna z dziewczyn powiedziała, że tego nie toleruje. Zaczęła się awantura. Koleżanka zaczęła mnie wyzywać, więc została wyproszona z imprezy – opowiada pani Beata. Po incydencie wszyscy bawili się dalej. Nie wiedzieli, że wyproszona uczestniczka po powrocie do domu powiedziała mężowi i jego znajomym – pseudokibicom łódzkiego Widzewa – że na imprezie została obrażona. Stadionowi bandyci postanowili się zemścić.

– Minęły 2-3 godziny, kiedy wparowało do nas trzech mężczyzn i dwie kobiety, w tym Ewa – relacjonuje pani Beata. Trzech osiłków i ich koleżanki wtargnęli do mieszkania i bili na oślep pięściami, a nawet krzesłem wszystkich uczestników imprezy. – Zostałam wepchnięta do łazienki. Nie wiem, kto mnie wepchnął, ale wydaje mi się, że mąż, bo stał koło mnie i chciał mnie chronić. Słyszałam krzyki, hałasy, butelki. Jak wyszłam i zobaczyłam, że nie ma mojego męża, to wezwałam policję – opowiada Gościniak.

Mężczyzna w kałuży krwi

Piątka napastników opuściła mieszkanie i wsiadała do auta, gdy mąż pani Beaty podjął ostatnią, tragiczną decyzję: wyszedł za grupą bandytów przed klatkę schodową. W Nowy Rok o szóstej rano na ulicy było pusto.

Świadkiem ataku na pana Roberta była wracająca z sylwestrowej zabawy kobieta. Z oddali widziała dwóch mężczyzn w kapturach na głowach. Stali obok leżącego w kałuży krwi pana Roberta. Jeden z nich trzymał w ręku duże, ostre narzędzie, które przez świadka zostało określone jako siekiera. Kobieta nie była jednak w stanie rozpoznać napastników, obserwowanych z tyłu i z daleka. – Wychodząc z mieszkania, przed klatką zobaczyłam kałużę krwi i wiedziałam, że coś jest nie tak – mówi pani Beata.

– Otrzymaliśmy zgłoszenie do mężczyzny z ranami ciętymi, w okolicach przedramion, pleców, również w okolicy głowy. Mężczyzna został przewieziony do szpitala, niestety, w trakcie drogi, mimo prowadzonych czynności ratunkowych, doszło do nagłego zatrzymania krążenia – mówi Adam Stępka z Pogotowia Ratunkowego w Łodzi.

Zatrzymani

Policjanci dość szybko ustalili, że na uczestników sylwestrowej imprezy napadli – oprócz wyproszonej Ewy K. i jej męża Mariusza – Jacek D. ze swoją dziewczyną Agatą S. oraz Arkadiusz W. Wszyscy po trzydziestce, wszyscy związani ze środowiskiem stadionowych bandytów i notowani przez policję. Czwórka napastników, korzystając z pomocy innych pseudokibiców, długo ukrywała się przed organami ścigania, ale Arkadiusza W. zatrzymano.

– Jedyna osoba, która mogłaby nam powiedzieć cokolwiek, przyznać się do czegoś, to jest właśnie Arkadiusz W. To była jedyna osoba, która przeprosiła i widać było, że tego żałuje – mówi pani Beata. Z dokumentów wynika, że zatrzymany Arkadiusz W. chętnie rozmawiał z policjantami. Przyznał, że sam bił pana Roberta przed klatką schodową, ale zabił go – używając maczety – Jacek D. Zapewnił, że wszystko powtórzy przed prokuratorem i prosił o ochronę, bojąc się zemsty kolegów. Policjanci natychmiast zawieźli go na przesłuchanie.

 0

Czytaj także