100 polskich pilotów przez 7 lat latało na wadliwych fotelach. Prokuratura rozszerza zarzuty

100 polskich pilotów przez 7 lat latało na wadliwych fotelach. Prokuratura rozszerza zarzuty

Polski MiG-29 nr 38 z 23 Bazy Lotnictwa Taktycznego w Mińsku Mazowieckim, zdjęcie ilustracyjne
Polski MiG-29 nr 38 z 23 Bazy Lotnictwa Taktycznego w Mińsku Mazowieckim, zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Wikipedia / Konflikty.pl, via Wikimedia Commons
Gdańska prokuratura okręgowa rozszerzyła zarzuty dla dwóch techników oskarżonych w śledztwie o nieumyślne spowodowanie śmierci pilota MiG-29, Krzysztofa Sobańskiego. Rozmówcy Onetu twierdzą jednak, że problem leży znacznie głębiej, a kara spotka jedynie "płotki", czy też „kozły ofiarne”.

Dziennikarze Onetu już w listopadzie 2019 roku donosili o przyczynie śmierci pilota Krzysztofa Sobańskiego. Według informacji, potwierdzonych o później przez komisję badającą przyczyny katastrofy oraz Polską Grupę Zbrojeniową, za katastrofę odpowiadał zmodyfikowany w zakładach wojskowych w Bydgoszczy element fotela katapultowego. Onet ujawnił przy tym, że na wadliwych fotelach przez 7 lat latało około 100 pilotów. W tym czasie „niemal każdy z nich” miał rozważać katapultowanie się. – Przelataliśmy tysiące godzin z wyrokiem śmierci, a wsadzą znowu płotki – podkreślali rozmówcy portalu, mówiący także o „kozłach ofiarnych”.

Jak ustalono, w 2011 r. Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 2 w Bydgoszczy dokonały modyfikacji foteli myśliwców bez porozumienia z ich rosyjskim producentem. Chodziło o MiG-29 i Su-22, które z powodu pogarszających się relacji Polski z Rosją naprawiano bez oryginalnych instrukcji. Poskutkowało to wykonaniem tzw. pierścieni ścinających ze zbyt mocnego materiału. Sprawiało to, że spadochron nie otwierał się po katapultowaniu, co miało miejsce właśnie w przypadku tragedii kapitana Sobańskiego. Był on pierwszym pilotem, który w ciągu 7 lat musiał katapultować się w takim fotelu. Pozostali piloci świadomi zagrożenia okrzyknęli je „fotelami śmierci”. Po siedmiu miesiącach śledztwa prokuratura stwierdziła, że wadliwe pierścienie rzeczywiście zagrażały wszystkim pilotom, dlatego zarzuty rozszerzono.

Katastrofa MiG-29

W nocy z czwartku na piątek 6 lipca 2018 roku we wsi Sakówko w pobliżu Pasłęka w województwie warmińsko-mazurskim rozbił się wojskowy myśliwiec MiG-29. Samolot należał do 22. Bazy Lotnictwa Wojskowego w Malborku. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa przekazało, że samolot rozbił się na nieużytkach rolnych. Jak podawało TVP Info, maszyna po uderzeniu w ziemię zapaliła się. Pilot samolotu katapultował się, ale nie przeżył katastrofy. Jego ciało znaleziono w odległości 200 metrów od myśliwca.

Śledztwo w sprawie wyjaśnienia okoliczności tragedii wszczął początkowo Wydział do spraw Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Warszawie. MON poinformowało, że tragicznie zmarły pilot posiadał ponad 800 godzin wylatanych w powietrzu w tym ponad 500 godzin na MiG-29, na których pełnił dyżury bojowe. Wielokrotnie brał udział w krajowych i międzynarodowych ćwiczeniach. Kondolencje bliskim zmarłego pilota tuż po wypadku złożyli prezydent Andrzej Duda i premier Mateusz Morawiecki.

Czytaj także:
Iran wydał nakaz aresztowania Donalda Trumpa. Prosi o pomoc Interpol
Czytaj także:
Wojsko oszukane na blisko 800 tys. zł. Chodzi o przetarg na 4000 ton miału węglowego
Czytaj także:
Polacy wygrali jedną z największych europejskich bitew stulecia. Jednak zwycięstwo było pyrrusowe

Źródło: Onet.pl

Czytaj także

 0